Są role, które na zawsze zmieniają życie aktora. Są też takie, które z czasem stają się częścią narodowej kultury.
W przypadku Jerzego Bińczyckiego oba te scenariusze połączyły się w jeden. Choć dziś dla milionów widzów pozostaje niezapomnianym Bogumiłem Niechcicem z „Nocy i dni”, niewiele brakowało, by ta rola nigdy do niego nie trafiła.
Historia Jerzego Bińczyckiego to opowieść o talencie, ciężkiej pracy, wielkiej popularności, ale także o prywatnych zmaganiach, o których przez lata mówiło się znacznie rzadziej niż o jego sukcesach.
Urodził się w 1937 roku w Krakowie. Od najmłodszych lat interesował się sztuką, choć droga do wielkiej kariery nie była oczywista.
Po ukończeniu Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej rozpoczął pracę na scenie i szybko zwrócił na siebie uwagę reżyserów. Był aktorem niezwykle wszechstronnym. Potrafił zagrać zarówno bohatera dramatycznego, jak i postać pełną ciepła i zwyczajności.
Przez lata związany był przede wszystkim ze Starym Teatrem w Krakowie, gdzie stworzył dziesiątki wybitnych kreacji. W środowisku uchodził za człowieka skromnego, pracowitego i bardzo oddanego zawodowi.
Nie zabiegał o rozgłos, nie bywał bohaterem skandali. Najlepiej czuł się na scenie i planie filmowym.
Prawdziwy przełom nastąpił jednak w połowie lat siedemdziesiątych. Reżyserka „Nocy i dni”, Jerzy Antczak i Jadwiga Barańska tworzyli jedną z najważniejszych produkcji w historii polskiego kina. Początkowo rozważano innych aktorów do roli Bogumiła Niechcica.
Ostatecznie los sprawił, że wybór padł właśnie na Jerzego Bińczyckiego. Dziś trudno wyobrazić sobie bardziej trafioną decyzję.

Przesłałem Staszkowi scenariusz i czekam na odpowiedź. Nie miałem wątpliwości, że pęknie ze szczęścia. A tu niespodzianka. Po trzech dniach dzwoni do mnie: „Ja nie mogę grać Bogumiła. Nie dlatego, że nie chcę. Nie wolno mi… Kiedyś to zrozumiesz. Realizacja filmu będzie rozciągnięta na lata… A nad moją głową skłębiły się czarne chmury”. Byłem tak speszony, że nie miałem odwagi zapytać go, dlaczego? Zza telefonu powiało czymś hiobowym. Istotnie. Miał początki złośliwego raka trzustki i niestety dni jego były policzone. Niezwykła prawość i lojalność kazały mu ustrzec mnie przed katastrofą; bo przecież mógłby odejść w czasie realizacji filmu. To był cały Jasiuk – wyznał Jerzy Antczak.
Jego Bogumił był człowiekiem pełnym dobroci, spokoju i życiowej mądrości. Nie był bohaterem spektakularnym. Nie krzyczał, nie dominował.
Widzowie pokochali go właśnie za zwyczajność, uczciwość i autentyczność. Film odniósł ogromny sukces, a Bińczycki stał się jednym z najbardziej cenionych aktorów swojego pokolenia.
Popularność nie zmieniła jednak jego charakteru. Nadal prowadził życie z dala od blasku fleszy. Znajomi wspominali go jako człowieka niezwykle serdecznego, który bardziej od sławy cenił rodzinę i przyjaźnie.
W życiu prywatnym nie wszystko układało się jednak idealnie. Aktor przez lata zmagał się z problemem alkoholowym. Był to temat, o którym publicznie mówiło się niewiele, ale bliscy wiedzieli, jak trudna była to walka.
Jego córka po latach wspominała, że ojciec zmagał się ze słabościami, które często dotykają ludzi niezwykle wrażliwych. Mimo tych problemów pozostawał człowiekiem kochanym przez rodzinę i szanowanym przez środowisko.
Bińczycki nigdy nie kreował się na gwiazdę. Nawet gdy stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych aktorów w Polsce, pozostał wierny swoim zasadom. Widzowie cenili go nie tylko za talent, ale również za naturalność i brak aktorskiej maniery.
W czasie kręcenia ślubu Bogumiła i Barbary przyszedł do kościoła Wizytek. Stał cicho w bocznej nawie i… płakał. Pamiętam, jak łzy płynęły mu po policzkach. Ktoś mnie odwołał. Kiedy wróciłem, już go nie było. Umarł w dniu, w którym kręciliśmy scenę nenufarów. Był piękny słoneczny dzień i całe rozbawione towarzystwo biegło w stronę olbrzymiej tafli, pokrytej tymi pięknymi kwiatami. Ktoś z biura przyniósł wiadomość o jego śmierci. Przerwałem zdjęcia. Usiedliśmy na trawie i w milczeniu odmawialiśmy modlitwy za spokój jego duszy – wspominał reżyser.
Po sukcesie „Nocy i dni” przyszły kolejne ważne role filmowe i teatralne. Występował między innymi w „Znachorze”, który do dziś należy do najchętniej oglądanych polskich filmów. Każda jego kreacja miała w sobie coś wyjątkowego – spokój, głębię i prawdę, której nie dało się podrobić.
Kiedy odszedł w 1998 roku, polska kultura straciła jednego ze swoich najważniejszych aktorów. Miał zaledwie 61 lat. Dla wielu widzów
jego śmierć była ogromnym ciosem. Pozostawił po sobie role, które do dziś wzruszają kolejne pokolenia.
Choć od jego odejścia minęło już wiele lat, Jerzy Bińczycki nadal pozostaje symbolem aktorstwa opartego na autentyczności. Nie potrzebował skandali ani medialnego szumu, by zapisać się w historii. Wystarczyło, że pojawiał się na ekranie.
A Bogumił Niechcic? Dla większości Polaków do dziś ma twarz właśnie Jerzego Bińczyckiego. Trudno o lepszy dowód na to, że niektóre
role są po prostu przeznaczone konkretnym ludziom.





