Anna już dawno pogodziła się z myślą, że jej syn Donald pozostanie kawalerem. W końcu miał już 35 lat! Donald był inteligentny, przystojny, a jego kariera dobrze się układała.
To był cud. Dziewczyn nie brakowało, ale co mógł zrobić… Żadna nie mogła zdobyć jego serca. Anna próbowała wszystkiego: umawiała go z córkami znajomych, namawiała do rejestracji na portalach randkowych i wiele więcej.
Ale nic nie działało. Donaldowi natomiast samotność nie przeszkadzała. Był pochłonięty pracą, uwielbiał spędzać czas z przyjaciółmi i matką.
Anna powiedziała kiedyś, że jest głupi. Donald powiedział matce, że nie widzi przyzwoitej kobiety, z którą chciałby się teraz ożenić.
Anna oczywiście zbeształa syna, ale co mogła zrobić, żeby wbić mu to do głowy? Mogła mieć tylko nadzieję, że pewnego dnia się opamięta…

Pewnego lata Anna i Donald pojechali na wakacje nad morze. Tam, na plaży, poznał Annę. Dziewczyna była całkowitym przeciwieństwem wszystkich jego wcześniejszych pasji: cicha, spokojna i niezauważalna.
Ale w jakiś sposób od razu wpadła mu w oko. Na początku dużo rozmawiali, potem zaczęli ze sobą chodzić, a miesiąc później Donald nagle powiedział Annie, że zamierza się z nią ożenić.
Anna nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Widziała, jak jej syn promienieje szczęściem, jak troszczy się o Joannę, jak patrzy na nią z czułością. Anna od razu polubiła Joannę: była skromna, dobrze wychowana i inteligentna. Właśnie takiej dziewczyny potrzebował jej syn.
Minęło kilka miesięcy, a ich związek tylko się umocnił. Donald i Joanna stali się nierozłączni. Nie było dla nikogo zaskoczeniem, że rok później wzięli ślub.
Anna była bardzo szczęśliwa. Wraz z narodzinami wnuka Anna dosłownie rozkwitła. Nie mogła się nacieszyć wnukiem i pomagała młodym rodzicom we wszystkim, co mogła.
Ale wszystko do pewnego momentu. Donald i Anna zmęczyli się życiem w mieście i postanowili przeprowadzić się na wieś. Anna oczywiście tęskniłaby za synem, ale zdała sobie sprawę, że nie może wspierać młodych ludzi, pobłogosławiła ich.
Donald powiedział matce, żeby się nie smuciła, że zaproszą ją do siebie. Anna powiedziała synowi, że byłoby dobrze, gdyby dotrzymał swoich obietnic.
Gdy tylko Donald i Joanna zamieszkali w nowym domu, zaprosili Annę na parapetówkę. Kobieta chętnie się zgodziła. Tęskniła już za synem i wnukiem.
W wyznaczonym dniu Anna upiekła rano swoją charakterystyczną szarlotkę i spakowała do torby dzianinowe ubrania dla dzieci. Podróż do nowego domu była długa. Anna nie mogła się doczekać spotkania z rodziną i opieki nad małym wnukiem.
Donald spotkał się z nią przy wyjściu z pociągu. Pomógł jej z bagażami. Potem powoli podeszliśmy do domu, a promienna Joanna stała już na progu. Synowa ucieszyła się na jej widok i mocno ją uściskała. Anna odwzajemniła uścisk.
Anna zajrzała do pokoju dziecięcego. Dziecko chrapało spokojnie w łóżeczku, owinięte w kocyk. Anna powiedziała, że jej wnuk wygląda jak jego dziadek.
Donald powiedział, że jego matka zmyśla, ale Anna poprawiła go, mówiąc, że rysy twarzy jej wnuka były identyczne jak jego dziadka.
Anna również zgodziła się z teściową i zaprosiła ją do stołu na herbatę. Anna została z nimi przez kilka dni, ale potem musieli wyjechać.
Przez pierwsze kilka lat Donald i Joanna zapraszali Annę do siebie dość często, ale potem wizyty stawały się coraz rzadsze.
Anna czuła się zupełnie samotna. Cała jej komunikacja odbywała się teraz z sąsiadami. Nie chciała zapraszać się do nich. Jeśli tak bardzo nie chcieli jej widzieć, oznaczało to, że nie będzie się narzucać.
Chociaż, oczywiście, Anna była bardzo zdenerwowana. Kiedy siedziała na ławce, jej sąsiadka Agata podeszła do niej i zapytała, dlaczego jest taka ponura.
Anna odpowiedziała, że jej syn prawie do niej nie dzwonił. A od pół roku w ogóle do niej nie dzwoni. Zupełnie o niej zapomnieli.
Agata wykrzyknęła, że Anna nie martwi się o nic, są młodzi, czego można się po nich spodziewać. Mają własne sprawy, własne zmartwienia. Nie mają czasu zwracać uwagi na staruszków.
Lepiej się nie smucić i zaprosili ją do siebie. Anna podziękowała Agacie, ale to nie sprawiło, że poczuła się lepiej. Jej serce tęskniło za rozmową z krewnymi. W końcu zadzwonił telefon.
Donald powiedział, że rzadko dzwonią, po prostu zawinęli się tutaj i zaprosili ją do odwiedzenia, pogoda jest ładna, a oni będą mieli grilla. Anna odpowiedziała, że chętnie przyjedzie.
Anna nie mogła się tym nacieszyć. I w sobotę była w takim samym nastroju. Mimo że była jesień, świeciło słońce. Anna wstała wcześnie rano. Wstała, przygotowała się i poszła na stację.
Pomyślała, że po co czekać na punktualny pociąg? Wsiądzie do tego, który przyjedzie wcześniej. A to, że Donald się z nią nie spotka, jest w porządku.
I tak nie ma wielu rzeczy, a nie jest tak stara, żeby nie mogła przejść się trochę sama. Zrobi im niespodziankę. I tak Anna dotarła do domu, otworzyła drzwi, włożyła wszystkie swoje rzeczy.
Usłyszała głosy dochodzące z drugiego pokoju. Zamierza tam pójść i zaskoczyć ich swoim przybyciem. I właśnie kiedy miała wejść, to, co usłyszała, sprawiło, że się zatrzymała.
Joanna mówiła synowi, że nie powinien zapraszać Anny, a Donald przekonywał, że jego matka nie jest już młoda, a jej zdrowie nie dopisuje, bo chrapie. Nie jest to zbyt jasne.
Joanna powiedziała, że on może nie słyszeć, ale jej czułość słuchu jest dość wysoka i słyszy wszystko. Nie wysypiałam się przy dziecku, a teraz jestem matką.
Joanna uważa, że nie powinien do niej dzwonić i zapraszać jej do siebie. Żyła własnym życiem, niech znajdzie sobie własną rozrywkę.
Mają własną rodzinę, własne dziecko. Kiedy oni mają czas zajmować się nią! Donald dodał, że ona nawet nie pozwala mu odwiedzić mamy.
Joanna powiedziała mu, że nie poradzi sobie bez niego. Donald westchnął, mówiąc, że będzie za nim tęsknić, a jego wnuk będzie się nudził bez babci.
Joanna powiedziała mu, żeby wysłał jej zdjęcia, niech będzie szczęśliwa. Ona nie ma tu nic do roboty. Będzie tu przychodzić ze swoimi radami i moralizatorstwem. Tylko się stresuje.
Anna kurczowo trzyma się futryny, czując napływające do oczu łzy. Czy to naprawdę jej synowa, słodka i czuła, tak o niej mówi? Czy naprawdę jest dla nich takim ciężarem?
Przecież nigdy nie powiedziała nawet złego słowa, nigdy nie wtrącała się tam, gdzie jej nie chciano.
Anna nie mogła powstrzymać szlochu, a jej syn i synowa musieli to usłyszeć. Natychmiast wybiegli, a na twarzy Anny pojawił się niezręczny uśmiech. Zapytała teściową, dlaczego przyszła bez zapowiedzi.
Donald też był zakłopotany. Anna milczała. Donald wyglądał na bardzo winnego. Przeprosił matkę, mówiąc, że jego żona nie zdawała sobie sprawy, że mówi, że ją kochają.
Anna powoli się uspokoiła, otarła łzy i powiedziała, że wszystko słyszała i że nie powinna oszukiwać siebie ani jej. Odwróciła się i poszła po swoje rzeczy.
Usłyszała kroki, jakby Donald pędził za nią, ale zatrzymał się. Joanna powiedziała Donaldowi, żeby nie szedł za jej matką, że jeśli przyjdzie tu sama, odejdzie.
Łzy znów popłynęły po twarzy Anny. Nigdy nie spodziewała się, że przygarnie taką hipokrytkę… A była taka szczęśliwa, kiedy Donald znalazł dobrą żonę… No, może dobrą żonę, ale jako synowa nie była zbyt dobra
Potem Donald długo namawiał Annę, by do niego przyjechała. Ale ona wciąż odmawiała. W końcu sam zaczął ją odwiedzać. Anna zapytała syna, czy nie boi się, że jego żona się pokłóci. Donald odpowiedział, że nie zamieniłby własnej matki na żonę.
Po tym incydencie małżeństwo Donalda nie trwało długo. Kilka lat później poznał inną kobietę. Nie sprzeciwiała się wizytom jego teściowej.
„I tak odbiorę ci spadek”: mówi siostra po nieudanej próbie podważenia testamentu ojca