W naszej rodzinie zawsze wszystko było zgodne z zasadami. Jeśli mój mąż i ja tak zdecydowaliśmy, to tak powinno być, a dzieci nigdy nie kłóciły się z naszą opinią i wyborem. Tak dorastaliśmy z Krzysztofem i tak wychowywaliśmy nasze dzieci.
Lara i Marek byli spokojnymi dziećmi, nigdy się nie kłócili i zawsze robili to, co im kazano. Od podstawówki byli świetnymi uczniami, jeździli na wszystkie konkursy i zdobywali nagrody.
Tak było do czasu, gdy mój mąż pracował w wojsku, więc dyscyplina w naszej rodzinie była żelazna.
Jednak rok temu Krzysztof znalazł sobie nową kobietę, którą zna od ponad pięciu lat. Ale nadal jesteśmy w dobrych stosunkach, ponieważ znamy się od tylu lat i mamy dzieci.
Ale gdy tylko oficjalnie wyprowadził się z naszego mieszkania, które zostawił nam z dziećmi, wszystko poszło w drugą stronę.

Lara skończyła już szkołę i wstąpiła do lokalnego instytutu, ponieważ zawsze marzyła o byciu dziennikarką. Marek natomiast poszedł do jedenastej klasy.
Całą energię włożyłam w przygotowanie syna, bo rozumiem, jak to jest, bo już przez to przeszłam z Larą. Dobrze, że to mądra dziewczyna, zawsze wie, czego chce i uparcie do tego dąży. Tak więc na studia dostała się sama i to nawet z ograniczonym budżetem.
Mój syn jest pod tym względem bardziej leniwy, choć nie ustępuje siostrze pod względem wiedzy, po prostu wszystko robi przypadkiem.
Muszę go do tego zmuszać. Marek kiedyś bał się ojca i jego ostrego temperamentu, więc robił wszystko jak ulubieniec. Teraz już nie.
Długo zastanawialiśmy się z synem, gdzie chce chodzić do szkoły. W końcu Marek zdecydował, że albo zostanie budowlańcem, albo tłumaczem, choć wiedziałam, że wybrał te zawody bez powodu. Musiał coś wybrać.
W każdym razie od pierwszego września intensywnie przygotowywaliśmy się do egzaminów. Pieniądze, które dostawałam od Krzysztofa, wydawałam na dzieci: ubrania, buty itp.
A połowa mojej pensji trafiała prosto do kieszeni korepetytorów, którzy za półtorej godziny lekcji pobierali duże pieniądze.
Fakt, że Marek nie mógł wybrać jednego zawodu pogarszał całą sytuację, bo przedmiotów do nauki było dwa razy więcej. A to oznaczało więcej wydatków.
Zdałam sobie sprawę, że nie na próżno go prowadziłam i tyle się z nim kłóciłam. Wszystko to się opłaca i pozwoli mu dostać się na dobry uniwersytet już za kilka miesięcy.
Ale nie wiem, czy zapeszyłam, czy co, ale jakieś dwa miesiące temu mój syn zmienił się diametralnie. I to bardzo dramatycznie.
Przede wszystkim zauważyłam, że teraz zupełnie inaczej się ubiera, bo wcześniej Marek nie przywiązywał do tego wagi – najważniejsze, żeby było czysto, wygodnie i dopasowanie.
Teraz starannie dobierał każdy element, stawiając na monochromatyczne stylizacje. Zaczął też nosić łańcuszki i bransoletki, choć wcześniej tego nie robił.
Kolejną rzeczą, która się w nim zmieniła, było jego zachowanie. Po tym, jak Krzysztof odszedł do innej kobiety, mój syn zaczął się dziwnie zachowywać, ale teraz zupełnie mnie nie słuchał. Wracał do domu bardzo późno i nie odpowiadał poprawnie na moje pytania.
Dosłownie po tygodniu zaczęli dzwonić do mnie jego korepetytorzy, narzekając, że Marek opuszcza zajęcia, a jeśli już przychodzi, to jest kompletnie nieprzygotowany. Od tego momentu zaczęły się nasze kłótnie, które niestety nie przyniosły żadnych rezultatów.
I dopiero dwa tygodnie temu dowiedziałam się o przyczynie tego wszystkiego. A dokładniej, jak się dowiedziałam… Po prostu zostałam postawiona przed faktem dokonanym.
Tego wieczoru, gdy wróciłam z pracy do domu, marząc tylko o tym, by jak najszybciej położyć się do łóżka i w końcu się wyspać, zauważyłam na korytarzu dodatkową parę butów. Usłyszałam też głośny śmiech i muzykę dobiegającą z pokoju mojego syna.
Szybko poszłam do jego pokoju i otworzyłam drzwi, zobaczyłam, że mój syn jest w towarzystwie bardzo młodej dziewczyny, która wyglądała bardzo dziwnie. Zbyt wulgarnie i dorośle.
Później dowiedziałam się od Marka, że miała na imię Natalia. A teraz będzie z nami mieszkać. Powiedzieć, że byłam zszokowana, to mało powiedziane.
Próbowałam wytłumaczyć synowi, że to nie w porządku. Że nawet jeśli się zdarzają (chociaż byłam przeciwna takim związkom), to jest za wcześnie, żeby zamieszkać razem. Marek mnie nie słuchał, wręcz krzyczał na mnie, mówiąc, że jak ją wyrzucę, to on odejdzie i rzuci szkołę.
Natalia szybko przyzwyczaiła się do naszego mieszkania i już następnego dnia swobodnie po nim chodziła. Cieszyłam się tylko, że przynajmniej Lara i ja nie słyszałyśmy, że są same.
A gdybym próbował jakoś wejść w położenie syna, moja córka nie zamierzała tego robić. Poranki zaczynały się od głośnej kłótni, którą wszczynała Lara, bo dziewczyna Marka długo korzystała z łazienki. Z tego powodu córka kilka razy spóźniła się do szkoły. Wieczorem sytuacja się powtarzała.
Poprosiłam syna, żeby odesłał Natalię do jej domu. Rozmawiałam nawet o tym z samą dziewczyną, ale ona tylko uśmiechnęła się bezczelnie i zamknęła się w pokoju Marka.
A potem poskarżyła się mnie. Syn nawet mnie wtedy nie słuchał, tylko krzyczał, żebyśmy się z Natalią nie kłócili.
A ostatnio Lara powiedziała mi, że jeśli dziewczyna mojego syna nie opuści naszego mieszkania, to ona wyprowadzi się z domu.
Zdaję sobie sprawę, że sama nie rozwiążę tej sytuacji, więc dziś rano zadzwoniłam do byłego męża i poprosiłam go, żeby przyjechał.
Być może Krzysztof będzie w stanie uporządkować sprawy i negocjować ze wszystkimi.
„I tak odbiorę ci spadek”: mówi siostra po nieudanej próbie podważenia testamentu ojca