Po śmierci Jana Frycza jego bliscy znaleźli się w sytuacji, której prawdopodobnie nikt z nich wcześniej nie brał pod uwagę.
Zamiast spokojnie przygotowywać pożegnanie wybitnego aktora, rodzina musi jeszcze czekać na decyzję dotyczącą charakteru uroczystości.
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie podjęło bowiem ostatecznej decyzji w sprawie tego, czy pogrzeb artysty będzie miał charakter państwowy.
Jan Frycz należał do tych aktorów, których nie dało się pomylić z żadnym innym. Miał charakterystyczny głos, mocną sceniczną obecność i umiejętność tworzenia postaci, które zostawały w pamięci długo po zakończeniu filmu czy spektaklu.
Przez lata pracował zarówno w teatrze, jak i w filmie oraz telewizji. Dla wielu widzów był jednym z najważniejszych aktorów swojego pokolenia.

Jego kariera była związana przede wszystkim z Krakowem i sceną teatralną. Frycz ukończył krakowską Państwową Wyższą Szkołę Teatralną,
a później występował między innymi na scenach Starego Teatru. Z czasem jego dorobek filmowy i telewizyjny stał się równie imponujący.
Widzowie pamiętają go z wielu różnorodnych ról — od bohaterów dramatycznych po postacie znacznie bardziej niejednoznaczne.
Nie był aktorem, który potrzebował częstego pojawiania się w mediach. Jego pozycję budowały przede wszystkim kolejne role.

Frycz potrafił stworzyć postać jednym spojrzeniem, sposobem mówienia czy charakterystycznym gestem. Właśnie dlatego jego odejście jest dla środowiska artystycznego tak dużą stratą.
Teraz jednak uwaga skupia się na jego ostatnim pożegnaniu. Jak wynika z informacji przekazywanych przez media, Ministerstwo Kultury i
Dziedzictwa Narodowego rozważa możliwość nadania uroczystości odpowiedniej rangi.
Ostateczna decyzja nie została jeszcze podjęta, a jednym z istotnych elementów pozostaje stanowisko rodziny.
Dla najbliższych to szczególnie trudny moment. W takich chwilach trudno myśleć o ceremonii w kategoriach formalności, decyzji urzędowych czy protokołu.
Rodzina musi przede wszystkim pożegnać człowieka, z którym dzieliła codzienne życie, a nie tylko jednego z najwybitniejszych polskich aktorów.

Jan Frycz pozostawił po sobie nie tylko ogromny dorobek zawodowy, ale również rodzinę, dla której był przede wszystkim ojcem, dziadkiem i bliską osobą.
Jego dzieci również związały swoje życie ze światem artystycznym. Jedną z najbardziej znanych jest Olga Frycz, aktorka, która poszła własną drogą, choć nazwisko ojca przez lata było częścią jej publicznego życia.
Relacje Jana Frycza z dziećmi nie zawsze były proste. W mediach pojawiały się informacje o rodzinnych trudnościach i sytuacjach, które pozostawiły ślad w ich relacjach.
Jednocześnie osoby, które znały aktora, wielokrotnie podkreślały jego skomplikowaną osobowość i ogromną wrażliwość. Życie prywatne nie zawsze układało się u niego tak samo dobrze jak kariera.

Frycz przez lata był związany z teatrem, ale jego twórczość wykraczała daleko poza jedną scenę. Zagrał w wielu ważnych polskich produkcjach i współpracował z najwybitniejszymi reżyserami.
Jego aktorstwo nie było efektowne dla samego efektu. Było surowe, intensywne i często bardzo oszczędne.
Dlatego w ostatnich dniach o aktorze mówiło tak wielu jego kolegów. Andrzej Grabowski wspominał, że jeszcze krótko przed śmiercią rozmawiał z przyjacielem przez telefon.

Anna Dymna wracała pamięcią do ich wspólnych lat i ostatniej rozmowy. Jan Englert mówił o człowieku, którego obecność miała znaczenie nie tylko dla jego własnej kariery, ale również dla całego środowiska teatralnego.
Te wspomnienia pokazują, że za nazwiskiem znanym z ekranów krył się człowiek, którego inni artyści naprawdę znali i cenili. Dla publiczności Jan Frycz pozostanie przede wszystkim aktorem. Dla przyjaciół i rodziny — kimś znacznie więcej.
„Ministerstwo otrzymało wniosek od ZASP-u. Ostateczną decyzję musi podjąć Kancelaria Premiera oraz rodzina. Jak na razie nie dostaliśmy tych decyzji, a więc nic oficjalnego nie można powiedzieć. Datę pogrzebu również ustala rodzina. Będziemy informować na bieżąco».
Teraz pozostaje czekać na decyzję dotyczącą ceremonii. Niezależnie od tego, jaką ostatecznie rangę otrzyma pogrzeb, trudno będzie zamknąć w jednym uroczystym dniu historię człowieka, który przez dziesięciolecia współtworzył polski teatr, film i telewizję.
Jan Frycz odszedł, ale jego role nie znikną razem z nim. Zostaną nagrania, spektakle, filmy i wspomnienia ludzi, którzy mieli okazję z nim pracować.
„Pozostawiłeś po sobie tak wiele dobra, piękna i życiowej sztuki. Byłeś dla mnie ojcem, który mnie rozumiał. Ojcem, który potrafił zadzwonić co chwilę tylko po to, żeby zapytać: „Jaka sytuacja na horyzoncie?”. Tym jednym zdaniem zawsze dawałeś mi poczucie, że jesteś obok” – napisał z kolei brat Olgi Frycz.
I właśnie tam, między kolejnymi kadrami i teatralnymi scenami, będzie można jeszcze długo odnajdywać jego charakterystyczny głos i tę obecność, której nie da się łatwo zastąpić.