Znany aktor serialu „Ranczo” pożegnał się z tym światem. Rodzina opowiedziała o wszystkich szczegółach tego, co się wydarzyło, oraz o jego ostatnich dniach

Stanisław Pąk odszedł 29 września 2026 roku. Miał 70 lat. Informację o jego śmierci przekazano kilka dni później, a rodzina potwierdziła, że aktor do końca próbował walczyć o zdrowie.

Jego syn Jan opowiedział o ostatnim etapie choroby: ojciec zmagał się z wyjątkowo złośliwym nowotworem krtani, który był już w zaawansowanym stadium i dał przerzuty do płuc.

Na przełomie sierpnia i września przeszedł kolejną chemioterapię. Zmarł około trzech tygodni po drugim cyklu. Pogrzeb odbył się 2 października w Kraśniku, w gronie najbliższych i przyjaciół.

Dla widzów polskich seriali jego nazwisko może nie być tak oczywiste jak twarze największych gwiazd, ale twarz Stanisława Pąka przez lata wracała na ekran bardzo często.

„Ranczo”, „Plebania”, „M jak miłość”, „Ojciec Mateusz”, „Alternatywy 4”, „Dom”, „07 zgłoś się”, „Miś”, „Pitbull”, „Wołyń” — lista jest długa.

Pąk należał do tego rodzaju aktorów, których można było zobaczyć w dziesiątkach produkcji, czasem tylko przez kilka minut, a jednak jego obecność nadawała scenie wiarygodność.

Zanim jednak pojawiły się serialowe epizody, był teatr. W 1979 roku ukończył Wydział Aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie.

Tuż po studiach trafił do Teatru Syrena i przez kolejne lata rozwijał warsztat właśnie na scenie. Pracował tam w latach 1979–1991, a więc przez ponad dekadę.

W jednym z zachowanych wspomnień dotyczących tego okresu mówił o swoich teatralnych kolegach i pierwszych latach po szkole.

Nie przedstawiał ich jak wielkiej legendy. Raczej jak czas normalnej, ciężkiej pracy młodego aktora, który dopiero buduje sobie miejsce w zawodzie.

Telewizja zaczęła pojawiać się w jego życiu bardzo wcześnie. Widzowie mogli zobaczyć go między innymi w „07 zgłoś się”, gdzie wcielał się w kilka epizodycznych postaci.

W 1987 roku zagrał Waldemara Kocińskiego „Coca Cola”. Wcześniej pojawiał się również jako wózkarz czy milicjant. To były niewielkie role, ale właśnie z takich występów przez lata budował swoją filmową obecność.

Był też hydraulikiem w „Alternatywach 4”, pracownikiem i robotnikiem w kolejnych produkcjach, pojawiał się w „Zmiennikach”, „Kursie na lewo” czy „Temidzie”.

Zagrał również w „Misiu” Stanisława Barei. To charakterystyczne dla jego kariery: nie zawsze dostawał bohatera, którego nazwisko zapamiętywano, ale bardzo często pojawiał się w produkcjach, które same przeszły do historii polskiego kina i telewizji.

Odszedł od nas Stanisław Pąk… Do zobaczenia, Staszku! – napisał Paweł Kincel.

Później przyszły seriale, które zna niemal cała Polska. W „Plebanii” przez lata grał Poldka Nowackiego. W „M jak miłość” pojawiał się między innymi jako listonosz.

Był też obecny w „Ojcu Mateuszu”, „Klanie”, „Samym życiu” czy „Na Wspólnej”. Nie ograniczał się do jednego gatunku. Raz był mieszkańcem małej miejscowości, innym razem policjantem, robotnikiem, urzędnikiem czy człowiekiem uwikłanym w kryminalną historię.

Najbardziej charakterystycznym miejscem jego ekranowej historii stały się jednak Wilkowyje. W „Ranczu” wcielał się w Więcka, mieszkańca gminy, postać epizodyczną, ale bardzo mocno wpisaną w klimat serialowej wsi. Później pojawił się także w filmie „Ranczo Wilkowyje”.

Nie była to rola, która wymagała długich monologów czy wielkich scen dramatycznych. Więcek był jednym z tych mieszkańców, którzy tworzyli tło i dzięki którym Wilkowyje wyglądały jak prawdziwe, żyjące miejsce. Pąk potrafił z takiego skrawka scenariusza zrobić postać zapamiętywalną.

I właśnie na tym polegała siła jego aktorstwa. Nie musiał być pierwszym nazwiskiem w napisach, żeby zostać zauważonym. Był aktorem charakterystycznym, a jego filmografia obejmuje ponad 60 pozycji.

Nie żyje Stanisław Pąk. Aktor teatralny, telewizyjny i filmowy… Artysta zmarł dzisiaj po długiej i ciężkiej chorobie… Miał 70 lat… – poinformował Przemysław Krzysztof Borowik.

W „Pitbull. Nowe porządki” i „Pitbull. Niebezpieczne kobiety” pojawiał się obok najbardziej znanych nazwisk polskiego kina.

Zagrał także w „Służbach specjalnych” i „Wołyniu”. Każda z tych produkcji była inna, ale Pąk odnajdywał się w nich bez potrzeby robienia wokół siebie szumu.

Życie prywatne aktora było znacznie spokojniejsze niż jego ekranowa kariera. Jego żoną była skrzypaczka Danuta Żurawska-Pąk, która w czasie jednej ze zbiórek na leczenie otwarcie mówiła o tym, jak bardzo choroba zmieniła codzienność rodziny.

Aktor przez lata utrzymywał się między innymi z krótkich, epizodycznych ról. Gdy stan zdrowia się pogorszył, przestał mieć możliwość normalnej pracy.

Rodzina zaczęła szukać pieniędzy na specjalistyczne leczenie. W 2016 roku u Pąka wykryto nowotwór prostaty. Choroba z czasem zaatakowała również kości.

W 2021 roku rodzina uruchomiła zbiórkę na jego leczenie i udało się zebrać ponad 25 tys. zł.

Żona aktora informowała wtedy, że radioterapia musiała zostać przerwana z powodu powikłań, a sytuacja finansowa rodziny stała się bardzo trudna. Choroba zabrała mu nie tylko zdrowie, lecz także możliwość normalnego wykonywania zawodu.

A jednak Pąk nie zniknął z ekranu od razu. Nawet po latach zmagań z chorobą pojawiał się w kolejnych produkcjach. Jego ostatnią rolą okazał się Antoni w serialu „Na sygnale”.

Był to 867. odcinek, wyemitowany już w 2026 roku. Niewielka rola, kilka scen — a jednak dziś nabiera zupełnie innego znaczenia. Okazało się, że był to ostatni ekranowy ślad człowieka, który przez ponad cztery dekady wracał przed kamerę.

Ostatnie miesiące jego życia były już przede wszystkim czasem leczenia. Pojawił się nawrót choroby i tym razem chodziło o wyjątkowo złośliwy nowotwór krtani.

Rodzina dowiedziała się, że choroba jest zaawansowana i daje przerzuty do płuc. Mimo to rozpoczęto kolejną terapię.

Jan Pąk po śmierci ojca podkreślał, że aktor do końca się nie poddawał. Przeszedł drugi cykl chemioterapii na przełomie sierpnia i września. Trzy tygodnie później już go nie było.

Wiadomość o jego śmierci nie przyszła ze studia telewizyjnego ani od wielkiej agencji. Najpierw pożegnał go wieloletni przyjaciel, operator Paweł Kincel.

Zmarł 29 września po walce z wyjątkowo złośliwym rakiem krtani. Do końca się nie poddawał. Był po drugiej turze chemioterapii – mówił Jan Pąk.

Później informacje potwierdzili kolejni bliscy i synowie aktora. W tych pierwszych pożegnaniach nie było wielkich słów. Było proste: „Do zobaczenia, Staszku”.

W przypadku człowieka, który przez tyle lat pozostawał raczej z boku wielkiej sławy, może właśnie taki sposób pożegnania pasował najbardziej.

Stanisław Pąk zostawił po sobie nie jedną rolę, ale całą galerię małych, zwyczajnych bohaterów.

Był mieszkańcem Wilkowyj, listonoszem, milicjantem, robotnikiem, policjantem, człowiekiem spotkanym gdzieś w tle większej historii.

Dla jednych zostanie Więckiem z „Rancza”, dla innych Poldkiem z „Plebanii” albo postacią z „07 zgłoś się”. Dla jeszcze innych będzie aktorem z „Misia”, „Alternatyw 4” czy „Pitbulla”.

I chyba właśnie tak najlepiej zapamiętać Stanisława Pąka. Nie jako gwiazdora pierwszych stron, ale jako rzetelnego aktora, który przez dziesięciolecia pracował wtedy, gdy kamery były już włączone, lecz większość uwagi skupiała się na kimś innym.

Potrafił wejść do kadru na chwilę i sprawić, że scena wyglądała wiarygodnie. Tacy aktorzy często nie dostają własnych pomników w pamięci widzów.

Ich obecność odkrywa się dopiero po latach, kiedy wracamy do starych seriali i nagle mówimy: „Przecież on też tam był”.

Stanisław Pąk był tam bardzo często. I teraz, gdy jego już nie ma, ta długa lista ról staje się jego najtrwalszym śladem.

Anatolij Kaszpirowski już nie jest z nami. Niemal każdy Polak znał tę postać z telewizji

Żona Macieja Orłosia wypowiedziała się na temat świeżo upieczonej pary, Filipa i Bianki Chajzerów. Paulina nie była zbyt wylewna

Izabela Janachowska po raz drugi została mamą. Szczęśliwa mama opublikowała zdjęcie nowo narodzonego dziecka