Wanda Traczyk-Stawska przez całe życie nosiła w sobie Warszawę. Nie tylko tę z czasów pokoju, ale przede wszystkim miasto, które jako nastolatka zobaczyła w ogniu Powstania Warszawskiego.
Odeszła 18 sierpnia 2026 roku, mając 99 lat. Zostawiła po sobie nie tylko wojenną biografię, lecz także dziesięciolecia pracy na rzecz pamięci o tych, którzy nie doczekali końca wojny.
Urodziła się 7 kwietnia 1927 roku w Warszawie. Dorastała w rodzinie, w której historia Polski nie była czymś odległym.
Jej ojciec Szczepan był legionistą, a sama Wanda od młodych lat związana była z harcerstwem. Gdy przyszła okupacja, miała zaledwie kilkanaście lat.
Zamiast normalnego dorastania przyszły konspiracja, strach i odpowiedzialność, której trudno wymagać nawet od dorosłego człowieka.
W Szarych Szeregach działała pod pseudonimem „Atma”, później podczas Powstania Warszawskiego znana była jako „Pączek”. Zajmowała się między innymi kolportażem podziemnej prasy, małym sabotażem i pomocą rannym.
W ramach akcji „N” przekazywała także listy z wyrokami Polskiego Państwa Podziemnego.
Kiedy 1 sierpnia 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie, Wanda miała 17 lat. Początkowo trafiła do redakcji „Biuletynu Informacyjnego”, kierowanej przez Aleksandra Kamińskiego, autora „Kamieni na szaniec”.
Sama wspominała później, że trudno było jej siedzieć w redakcji, kiedy wokół trwały walki. Chciała być tam, gdzie naprawdę coś się działo. W końcu dostała przydział do Oddziału Osłonowego Wojskowych Zakładów Wydawniczych. Została strzelcem i łączniczką.
Walczyła między innymi w Śródmieściu, na Woli i Powiślu. Brała udział w ataku na komendę policji przy Krakowskim Przedmieściu oraz walkach o kościół św. Krzyża. 6 września 1944 roku została ranna.
Powstanie zakończyło się dla niej niewolą. Po kapitulacji została wywieziona do niemieckich obozów jenieckich, między innymi w Lamsdorf, Zeithain, Altenburgu i Oberlangen.
Wiosną 1945 roku została wyzwolona przez żołnierzy 1. Brygady Pancernej generała Stanisława Maczka. Jej droga nie prowadziła jednak od razu do Polski.
Trafiła do Włoch, a następnie do Palestyny, gdzie uczyła się w polskim gimnazjum i liceum. Do kraju wróciła dopiero w 1947 roku.
Po wojnie mogła spróbować żyć jak zwyczajna młoda kobieta. Wybrała jednak zawód, który również wymagał od niej troski o innych.
Chciała zostać nauczycielką i rozpoczęła pracę z dziećmi z niepełnosprawnościami. Jednocześnie studiowała psychologię na Uniwersytecie Warszawskim.
W jej życiu wojna jednak nigdy naprawdę się nie skończyła. Po powrocie zaczęła szukać swojego starszego brata Tadeusza, pseudonim „Waluś”, który zginął podczas Powstania na Czerniakowie.
Szukała również miejsc pochówku swoich towarzyszy broni. Przez kolejne dziesięciolecia walczyła o to, aby ich groby nie zostały zapomniane.
To właśnie z tej potrzeby narodziła się jej wieloletnia działalność na rzecz Cmentarza Powstańców Warszawy na Woli.
W latach 90. współtworzyła nieformalny komitet zajmujący się nekropolią, który w 2004 roku przekształcił się w Społeczny Komitet do spraw Cmentarza Powstańców Warszawy. Traczyk-Stawska została jego współzałożycielką i przewodniczącą.
Muszę być żołnierzem. Nie pozwolę, żeby ktoś strzelał do niemowlaka.
Nie chodziło jej wyłącznie o nazwiska na kamieniach. Chciała, aby za każdym nazwiskiem człowiek znów stał się widoczny. Szczególnie zależało jej na pamięci o cywilach, którzy zginęli podczas Powstania.
Była współinicjatorką obchodzonego od 2015 roku Dnia Pamięci o Cywilnej Ludności Powstańczej Warszawy. Jej działania doprowadziły także do powstania Izby Pamięci przy Cmentarzu Powstańców Warszawy.
Przesadna odwaga kończy się źle. Ale reagować na zło może i powinien każdy na miarę swoich sił.
Zabierała głos również w sprawach współczesnych. W 2018 roku poparła protest rodziców osób z niepełnosprawnościami w Sejmie. W późniejszych latach angażowała się także w działania na rzecz praw człowieka i równego traktowania.
Warszawa odwdzięczyła się jej w sposób szczególny. W 2017 roku otrzymała tytuł honorowej obywatelki miasta.
Została również uhonorowana licznymi nagrodami, między innymi Nagrodą im. Jana Rodowicza „Anody” oraz tytułem Warszawianki Roku.
Wanda Traczyk-Stawska do końca pozostała osobą niezwykle aktywną. Nawet w bardzo podeszłym wieku pojawiała się podczas uroczystości związanych z Powstaniem i mówiła o tym, o czym — jak uważała — nie wolno zapomnieć.
W jej przypadku historia nie była rozdziałem zamkniętym w podręczniku. Była częścią codzienności.
Kiedy dziś mówi się o jej odejściu, trudno sprowadzić jej życie do jednego określenia: powstańczyni, żołnierka, psycholożka, nauczycielka czy działaczka społeczna.
Była wszystkimi tymi osobami jednocześnie. Najpierw walczyła o przetrwanie Warszawy, później przez dziesięciolecia walczyła o pamięć o tych, którzy nie mogli już mówić sami za siebie.
Wanda Traczyk-Stawska przeżyła 99 lat. Odeszła, ale miejsca, o które tak długo się upominała, pozostały. Pozostały też nazwiska, historie i pamięć, której poświęciła większą część swojego życia.
I właśnie w tym można znaleźć najważniejszy ślad po kobiecie, która jako 17-latka weszła do walczącej Warszawy, a później przez kolejne dekady nie pozwalała, by Warszawa zapomniała o swoich zmarłych.




