screen Youtube
Kiedy poznałam jego rodziców, zdałam sobie sprawę, że mój mąż może mieć problemy z wagą w przyszłości.
Zarówno jego ojciec i matka, jak i inni krewni w rodzinie męża byli dużej postury, z licznymi chorobami towarzyszącymi.
Na ich tle mój mąż był wysportowany i wyróżniał się na tle innych. Ale tylko w pierwszych latach małżeństwa.
Potem zmienił pracę polegającą na bieganiu na pracę przy biurku i zaczął gwałtownie powiększać się w talii.
Próbowałam nakłonić męża do odpowiedniej diety, na której sama jestem, ale nie udało mi się, bo jedzenie bez chleba i majonezu to nie jedzenie dla męża.
Próbowałam też nakłonić go do ćwiczeń i ogólnie chciałam, żeby więcej się ruszał, ale tu też mi się nie udało. Po prostu zaczął się częściej kłócić, a ja się poddałam.
No bo jak mam zmotywować osobę, która już myśli, że wszystko jest w porządku, a ja tylko się jej czepiam i próbuję zrujnować jej życie w każdy możliwy sposób?
Myśl o utracie wagi przyszła do mnie, gdy po raz kolejny musiałam kupić koszulki o jeden rozmiar za duże. Nie wiem, co się z nim stało w sklepie, ale wrócił z koszulą i strojem sportowym.
Powiedziano mi, że mój mąż będzie teraz uprawiał sport i dobrze się odżywiał. Nawet się ucieszyłam, ale jak się okazało, bardzo się spieszyłam.
Mąż wykupił drogi karnet na siłownię, opłacił trenera personalnego, kupił program żywieniowy, masę witamin, suplementów i innych rzeczy, które kosztowały nas już fortunę.
I dla zdrowia mojego ukochanego mogłabym to znieść, ale są koszty i nie ma rezultatów. Mój mąż ciągle kupuje miesięczny karnet, chodzi pięć razy, a potem wymyśla wymówki, żeby nie iść na siłownię.
Z jedzeniem ta sama bzdura – kupi górę jedzenia, żeby się porządnie najeść, a połowa się psuje w lodówce, bo ja nie jem w takich ilościach, a mąż albo zrobi pizzę w drodze z pracy do domu, albo shawarmę, albo ugotuje sobie pierogi.
Na początku myślałam, że wróci na właściwe tory, musiałam go tylko wspierać i nie czepiać się jego mózgu, ale minęło pół roku, a on nie zmienił wagi ani objętości.
Nie przytył, ale też nie schudł. Nie sądzę, żeby ten wynik był wart pieniędzy, które wydajemy na niego co miesiąc.
Próbowałam wziąć sprawy w swoje ręce, namówić go, żeby jadł ze mną, chodził razem na siłownię, ale on nie chce. Mam wrażenie, że kupił wszystko, zapłacił za to i uważa swoją misję za całkowicie spełnioną.
Niedawno mieliśmy kolejny skandal. Mój mąż znowu zapłacił za miesiąc treningu z trenerem, ale w ciągu dwóch tygodni ani razu nie poszedł na zajęcia, pieniądze zostały zmarnowane.
Zasugerowałam, żebyśmy przestali robić bzdury i nie wydawali rodzinnego budżetu na niepotrzebne bzdury. Jak inaczej można nazwać te wydatki?
Mój mąż zaczął mieć mi za złe, że powiedziałam mu o potrzebie nauki, a teraz nazywam to niepotrzebnymi bzdurami.
Powiedział, że nadrobi zaległości, że dopiero przyzwyczaja się do wszystkich zmian, a mianowicie do ćwiczeń i odżywiania, chociaż przez długi czas odżywiał się w ten sam sposób.
Nie podobał mu się pomysł ćwiczenia ze mną w domu, twierdzi, że atmosfera tutaj nie jest taka sama, nie jest w nastroju do ćwiczeń w domu. Ale on nawet nie biega na siłownię, a w domu przynajmniej może trenować za darmo.
Nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam. Kiedy wyobrażam sobie, ile pieniędzy zmarnowałam i co mogłam za nie kupić, ogarnia mnie złość. Ale mojego męża to nie obchodzi.
Przez lata przyzwyczaił wszystkich do tego, że potrafi zaskoczyć jednym zdaniem bardziej niż niejeden wielki…
Przez lata przyzwyczaiła widzów do tego, że na ekranie potrafi być wyrazista, bezkompromisowa i pełna…
Nie planowali wielkiej miłości. Nie było romantycznego spaceru, przypadkowego spotkania w kawiarni ani spektakularnego wyznania.…
Przez lata widzowie kojarzyli go przede wszystkim z uśmiechem, spokojem i profesjonalizmem przed kamerą. Robert…
Izabela Janachowska od lat udowadnia, że potrafi odnaleźć się w wielu rolach. Najpierw zachwycała na…
Paulina Krupińska i Sebastian Karpiel-Bułecka od lat należą do tych par polskiego show-biznesu, które udowadniają,…