Jakoś tak się złożyło, że zanim urodziły się moje dzieci, moja mama i ja nie rozmawialiśmy o jej komunikacji z wnukami.
Nie miałyśmy tych zwyczajowych obietnic dla przyszłych babć, typu „ty tylko urodzisz, sama się tym zajmę”. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że takie momenty powinny być wcześniej omówione z mamą.
I właśnie jestem w ciąży z moim pierwszym dzieckiem. Moja mama, podobnie jak wszyscy moi najbliżsi krewni, jest przeszczęśliwa.
To jej pierwszy wnuk, chwali się tym wszystkim i, jak sama mówi, nie może się doczekać, kiedy weźmie dziecko w ramiona.
Poród nie był łatwy i nie zostaliśmy wypisani, jak to jest w zwyczaju w przypadku pomyślnego wyniku, w trzeciej lub czwartej dobie.

Mój syn i ja zostaliśmy w szpitalu przez dwa tygodnie. W tym czasie byłam strasznie zmęczona i wyczerpana.
Pobyt w szpitalu był bardzo ciężki. Dni były bardzo długie. Kilka szczęśliwych matek z dziećmi zostało już wypisanych z naszego oddziału, ale my wciąż tam leżeliśmy. Cały czas chciało mi się płakać.
Kiedy nas wypisali, płakałam na ramieniu mojego męża, który przyjechał nas zabrać. Rodziłam w innym mieście. I to dość daleko od domu. Przez cały ten czas nie widziałam nikogo z moich krewnych.
Następnego dnia rano odwiedziła mnie mama. Szczerze mi współczuła. Przez chwilę trzymała wnuka w ramionach. Powiedziała jednak, że zupełnie zapomniała, jak komunikować się z takimi dziećmi i szybko oddała mi syna.
W tym czasie zbliżały się wakacje mamy. Miał się rozpocząć za kilka tygodni. Zapytałam, czy moja mama mogłaby przyjechać do nas na wakacje. Wtedy nie miałam pojęcia, że moja babcia nie będzie chciała spędzać czasu ze mną i moim wnukiem.
Ale wtedy moja mama zrobiła okrągłe, zdziwione oczy i powiedziała, dlaczego u licha miałaby spędzać swoje długo wyczekiwane wakacje ze mną i moim dzieckiem?
Powiedziała, że chce odpocząć od robienia prawych rzeczy i przynajmniej pobyć w ciszy. Praca mojej mamy polega na kontaktach z klientami, a ona jest bardzo zmęczona ludźmi.
Byłam zaskoczona. I nie chodziło nawet o to, że chciałam przerzucić na nią swoje macierzyńskie obowiązki. Do głowy by mi nie przyszło, żeby pchać swoje dziecko i się nim opiekować.
W ciągu tych dwóch tygodni przyzwyczaiłam się już do samodzielnego karmienia i kołysania dziecka. Dodatkowo w szpitalu położniczym, przez tak długi czas, zdążyłam zadać wszystkie nurtujące mnie pytania.
Tylko, że mój mąż jest codziennie w pracy od rana do późnej nocy. W domu rzadko się widujemy. On tylko je, śpi i znowu wychodzi.
Potrzebowałam więcej emocjonalnego wsparcia. Mieć u boku bliską i kochaną osobę, którą można po prostu przytulić.
Ponadto, kiedy byłam dzieckiem, moje babcie siedziały ze mną cały czas. Całe lato i miesiące w zimie. A jedna z moich babć zawsze brała specjalny urlop na moje odwiedziny!
Specjalnie się dostosowywała, kiedy rodzice musieli mnie zabrać. A druga babcia mogła zabierać mnie do siebie kilka razy w tygodniu, ponieważ mieszkała w pobliżu.
Ale wtedy mama mi odmówiła. Argumentowała, że rodzimy dla siebie i nie ma obowiązku tracić wolnego czasu na pomaganie nam.
Kiedy przypomniałam mamie, że zostawiła mnie z babcią, kiedy miałam zaledwie pięć miesięcy i pojechała do innego miasta, aby zdać egzaminy, mama z jakiegoś powodu się obraziła.
Od tamtej rozmowy minęło prawie sześć lat. Mój mąż i ja mamy już drugie dziecko. Ale nie proszę ani nie oczekuję żadnej pomocy od mojej matki po tym incydencie.
Nadal komunikujemy się z nią bardzo dobrze. Widuje swoje wnuki tylko na własne życzenie, to znaczy, kiedy chce nas odwiedzić.
Ale przez te wszystkie lata, za każdym razem, gdy się spotykamy, moja matka wzdycha ze smutkiem i mówi, że rzadko widuje swoje wnuki.
Kto cię powstrzymuje? Możesz je mieć już teraz! Ale nie, mama ich nie chce, nie urodziłyśmy ich dla niej.
Cała jej „tęsknota” za wnukami sprowadza się do zdjęć, którymi potem chwali się znajomym. Takie już są babcie.
A ja, naiwna, myślałam, że skoro moje babcie pomogły mojej mamie tak mnie wychować, to moja mama też mi pomoże. Szczerze mówiąc, to wstyd.
Kobieta postanowiła zrobić dobry uczynek: nakarmić psy. Ale nawet tutaj byli doradcy, jak i co robić