Dla mnie i mojego męża jest to drugie małżeństwo, nie mamy dzieci i oboje mamy 42 lata.
Szczerze mówiąc, czasami oddycham z ulgą, że nie urodziłam przez te cztery lata, bo w ogóle nie dałabym sobie rady.
Ostatnio otworzyły mi się oczy, mój mąż jest maminsynkiem. Zawsze okazywał szacunek swojej mamie, a ja zawsze szanowałam takie przejawy.
Jednak z czasem wszystko się ułożyło, nigdy nie stał się dobrym mężem, a ja zawsze jestem dla niego na drugim miejscu.
Wyobraź sobie, że od poniedziałku do piątku pracujemy, spotykamy się wieczorem, a w każdy weekend odwiedzamy jego matkę na wsi.
Wszystko rozumiem, ale mam też rodziców i przyjaciół, z którymi chciałabym gdzieś wyjść. Poza tym w tej wiosce jest mnóstwo pracy: kopanie, pielenie, budowanie.
Moja teściowa zawsze mówiła, że wszystko dostaniemy, że robimy to dla siebie.
Kiedy próbowałam argumentować, że nie potrzebujemy domu na wsi, obrażała się i mówiła mojemu mężowi, że jestem niewdzięczna.
Z drugiej strony, mój mąż z zapałem podejmował się każdej pracy. Czasami prosiłam go, żeby został w domu na weekend, żeby był sam.
Zawsze odpowiadał, że jego matka na nas czeka.
Niektórzy pracownicy cieszą się na piątki, kojarzą je z odpoczynkiem, z dobrą zabawą. Ale dla mnie piątek już dawno zamienił się w koszmar, bo wiem, że jutro wstaniemy rano i pojedziemy do teściowej.
Kiedyś obudziłam się w sobotę z gorączką, mąż powiedział, że powinniśmy jechać, można się tam położyć, na świeżym powietrzu. Ale oczywiście nie musiałam tam leżeć. W rezultacie spędziłam tydzień na zwolnieniu lekarskim.
Dwa miesiące temu moja teściowa miała wylew i nadal nie wiadomo, jak sytuacja się rozwiąże. A mój mąż wpadł na „świetny” pomysł, żebym rzuciła pracę i pojechała do jego matki.
Mówi, że to tylko na jakiś czas, że ona wyzdrowieje i nie będzie potrzeby tam mieszkać, on po prostu musi wesprzeć tę osobę w trudnym okresie. Mężczyzna manipuluje również mną, mówiąc: To moja matka, nie ma nikogo poza nami.
Jego synowskim obowiązkiem jest jej pomóc. Mówię mu, żeby sam poszedł i jej pomógł, bo jest mi winien przysługę. Ale on usprawiedliwia się, mówiąc, że dobrze zarabia w mieście, w przeciwieństwie do mnie. Ja mam naprawdę skromną pensję, pracuję jako kucharz w stołówce. Ale jest w stanie utrzymać nas wszystkich i odwiedza nas w weekendy.
Szczerze mówiąc, nie wiem, co robić. Na początku nawet nie brałem jego słów na poważnie, ale on nie żartuje. Z jednej strony rozumiem, że starsza osoba naprawdę potrzebuje pomocy. Ale dlaczego to ja muszę pomagać?
Szczerze mówiąc, nie lubię jego matki, nie chcę się z nią komunikować, nie mówiąc już o mieszkaniu z nią. Opcja przeprowadzki teściowej do miasta nie wchodzi w grę, bo ona nie chce mieszkać w miejskim mieszkaniu i nie jest gotowa na opuszczenie swojego domu i gospodarstwa.
Ale co powinienem zrobić w tej sytuacji? Myślę, że jeśli odmówię opieki nad teściową, to złoży pozew o rozwód. A przecież dobrze nam się razem żyło. I jakie mam szanse na ponowne ułożenie sobie życia osobistego w piątej dekadzie życia? Pozostanę sama, nie mam dzieci.
„Jaką będziecie babcią, jeśli tak wychowaliście swojego syna”: synowa powiedziała swojej teściowej
Przez lata przyzwyczaił wszystkich do tego, że potrafi zaskoczyć jednym zdaniem bardziej niż niejeden wielki…
Przez lata przyzwyczaiła widzów do tego, że na ekranie potrafi być wyrazista, bezkompromisowa i pełna…
Nie planowali wielkiej miłości. Nie było romantycznego spaceru, przypadkowego spotkania w kawiarni ani spektakularnego wyznania.…
Przez lata widzowie kojarzyli go przede wszystkim z uśmiechem, spokojem i profesjonalizmem przed kamerą. Robert…
Izabela Janachowska od lat udowadnia, że potrafi odnaleźć się w wielu rolach. Najpierw zachwycała na…
Paulina Krupińska i Sebastian Karpiel-Bułecka od lat należą do tych par polskiego show-biznesu, które udowadniają,…