Nigdy nie marzyłam o wystawnym ślubie. Z jakiegoś powodu nasze społeczeństwo wierzy, że wszystkie dziewczyny powinny dosłownie piszczeć z zachwytu, jeśli obiecuje im się bankiet w restauracji, białą suknię i fajerwerki na koniec wieczoru.
Mam przyjaciółki, które wybrały styl swojej sukni ślubnej niemal od liceum. Jedna z nich nawet zapisała zdjęcia z internetu z opcjami, kiedy jeszcze nie miała męża.
Ja zawsze chciałam zwykłą rejestrację. Bez tłumu krewnych i prowadzącego z fotografami i kamerzystami. Widziałam te filmiki z wesel i jak raz się je obejrzy, to już nigdy nie ma się takiego pragnienia.
Ale mój wybranek, kiedy był jeszcze singlem, z jakiegoś powodu obiecał swoim krewnym, że będzie miał najfajniejsze wesele w mieście.
„Obiecał” oznacza, że na kolejne irytujące pytania o małżeństwo odpowiadał, że kiedy do niego dojdzie, będziemy chodzić przez trzy dni.

Nasze miasteczko jest małe, nie ma w nim zbyt wielu rozrywek, więc moja teściowa pewnie czekała na ślub syna. I oto jestem!
Mój mąż i ja rozmawialiśmy na ten temat wiele razy. Wszystko przemyśleliśmy i rozważyliśmy. Kiedy mój mąż zaczął szacować ceny, a ilość pieniędzy wydanych na pokazówkę była całkiem przyzwoita, mój przyszły mąż również zaczął skłaniać się ku mojej wizji uroczystości.
W momencie naszego ślubu mój mąż miał już dwadzieścia osiem lat. Dokładnie tyle czasu moja teściowa czekała na swój, jej zdaniem, zasłużony urlop.
W końcu podobno obiecano jej prowadzącego, naklejki na samochód, ziarno do rzucenia, bochenek do zjedzenia, no i oczywiście cenę ślubną i inne radości.
Szczególną gratką dla mojej teściowej było zaproszenie rodziny z innego miasta, oddalonego o trzysta kilometrów.
Musieliśmy się przed nimi popisać. Bo im jest wygodniej w życiu i mają więcej pieniędzy niż moja teściowa. A teściowa chce, żeby byli „tak samo dobrzy”.
I postanowiliśmy, że na wieczór po rejestracji zaprosimy tylko naszych rodziców, moją siostrę i brata mojego męża z żonami. I tyle, żadnych krewnych do piątego kolana. Nie będzie żadnego prowadzącego i żadnych głupich konkursów.
Przyszły mąż trzymał się jak mógł. Kilka razy kłócił się z matką i udowadniał, że to nasza wspólna decyzja, a nie „zgniotła cię pod kciukiem, jesteś szmatą, chociaż nawet nie zdążyłeś się jeszcze ożenić!”.
Mąż prosił, żebym nie mieszała się w spór jego i mojej matki, bo on „sam wszystko załatwi”. Pewnego dnia pojechaliśmy razem odwiedzić mojego teścia.
I moja matka postanowiła zrzucić wszystkie swoje skargi na mnie. Kalkulacja była oczywiście taka, że nie będę w stanie oprzeć się jej presji.
W rezultacie musiałam dać matce mojego męża wykład na temat tego, że miała już ślub, jakiego pragnęła. A my z mężem chcemy spędzić ten dzień inaczej. Nie chcę się całować przy wszystkich, a ty krzyczysz! Kim ja teraz jestem, gorsza z tego powodu?
Powiedziałam to wszystko bardzo grzecznie. Ale na koniec nie mogłam się powstrzymać przed dodaniem, że ślub to sprawa dobrowolna.
I to do mnie i mojego męża należy zapraszanie gości, a jeśli ktoś nie chce przyjść, ponieważ ta uroczystość nie spełnia niektórych z ich kanonów, nie będziemy się obrażać.
Zdawała się wskazywać na swoje stanowisko, że moje zdanie się nie zmieni i nie wysłała tego zwykłym tekstem. Po tej rozmowie teściowa przestała atakować mojego męża i wydawała się uspokajać.
Ale w dniu rejestracji małżeństwa, kiedy wychodziliśmy z urzędu stanu cywilnego, „przypadkowo” czekał na nas akordeonista, grając ulubioną piosenkę mojej teściowej, a moja teściowa, bardzo szczęśliwa, śpiewała! A mój teść filmował to wszystko swoim smartfonem.
Przez kilka sekund byłam kompletnie oszołomiona. Nie spodziewałam się tak odważnej ingerencji w moje i męża wakacje. Najwyraźniej teściowa tak bardzo chciała być w centrum uwagi i zwrócić na siebie uwagę, że postanowiła działać na własną rękę.
Nie oglądałam koncertu, tylko poszłam do samochodu. Tego wieczoru starałam się trzymać siebie. Nie chciałam, żeby rodzice się o mnie martwili.
Ale w środku gotowała się we mnie cała burza emocji. Mój mąż też dostał to ode mnie, ale przysięgał, że nie wiedział o planach mojej mamy.
Zastanawiam się, czy moja teściowa oczekuje, że będziemy po tym przyjaciółmi? Zdecydowanie nie zamierzam się z nią więcej kontaktować.
Moja babcia nie chce pomocy od nikogo, mimo że jest stara. Postanowiłam jej pomóc