Alicja Majewska od ponad pięciu dekad jest obecna na polskiej scenie i należy do tych artystek, których głosu nie da się pomylić z żadnym innym.
„Być kobietą”, „Jeszcze się tam żagiel bieli” czy „Miłość jest jak cień” weszły do kanonu polskiej piosenki, a kolejne pokolenia wciąż wracają do jej nagrań.
Za sceniczną elegancją i spokojem od zawsze kryło się jednak życie, o którym Majewska mówiła znacznie mniej.
Jednym z najbardziej osobistych tematów pozostawało macierzyństwo. Artystka nigdy nie została matką i dopiero po latach zdecydowała się powiedzieć, jak sama patrzy na tę część swojej historii.
Jej słowa nie brzmią jak próba rozliczenia przeszłości. Wręcz przeciwnie. Majewska nigdy nie wskazywała jednej decyzji czy konkretnego momentu, który przesądziłby o tym, że w jej życiu nie pojawiły się dzieci.
W rozmowie z „Vivą!” ujęła to znacznie prościej: tak potoczył się jej los. Jednocześnie przyznała, że mimo pewnych smutków stara się patrzeć przede wszystkim na to, co udało jej się w życiu osiągnąć.
To ważne, bo życiorys Majewskiej trudno zamknąć w jednym brakującym elemencie. Jej droga zawodowa zaczęła się wiele lat temu i z czasem doprowadziła ją do pozycji jednej z najbardziej cenionych polskich wokalistek.
Przez lata śpiewała utwory autorstwa między innymi Wojciecha Młynarskiego i Magdy Czapińskiej, a ogromną część jej artystycznego dorobku stworzył kompozytor Włodzimierz Korcz.
Ich współpraca trwa od początku lat 70. i stała się jednym z najważniejszych duetów w polskiej piosence.
Prywatnie życie Majewskiej nie ułożyło się jednak tak samo jak jej kariera. Przez 12 lat była żoną Janusza Budzyńskiego, dziennikarza i gospodarza popularnego teleturnieju „Wielka gra”.
Małżeństwo zakończyło się rozwodem, a później artystka nie zdecydowała się na ponowne małżeństwo ani założenie rodziny.
Po latach mówiła o tym bez gniewu i bez szukania winnych. Podkreślała raczej, że nie buntuje się przeciwko temu, czego nie można było już zmienić.
Majewska dobrze wie również, czym jest odpowiedzialność za bliską osobę. Przez wiele lat opiekowała się swoją mamą, która po udarze zamieszkała razem z nią.
Wspominała ten czas jako bardzo trudny, ale jednocześnie podkreślała, że najważniejsze było dla niej to, aby mama żyła jak najdłużej i mimo choroby zachowała możliwie dużo normalności.
Śmierć bliskich osób z czasem stała się jednym z tematów, o których Majewska mówiła z większą otwartością.
W jednym z wywiadów przyznała, że jest rozwódką, wdową i kobietą bez dzieci, ale nie chciała, by te słowa oznaczały wyłącznie straty.
Mówiła o swojej naturze, która każe jej dostrzegać również to, co się udało. To właśnie dlatego jej spojrzenie na życie jest znacznie bardziej złożone niż proste pytanie: „dlaczego nie ma dzieci?”.
Bo Majewska ma za sobą coś, czego nie da się przeliczyć na rodzinne fotografie. Ma dziesięciolecia muzyki, koncertów, spotkań z publicznością i piosenek, które dla wielu Polaków stały się częścią osobistych wspomnień.
Jej kariera nie zakończyła się wraz z upływem czasu. Artystka nadal występuje, nagrywa i pojawia się na najważniejszych wydarzeniach muzycznych. W 2026 r. znalazła się również w gronie gwiazd Top of the Top Sopot Festival.
Dziś, kiedy patrzy na swoje życie z perspektywy wielu dekad, Majewska nie próbuje dopisywać do niego historii, których nie było. Nie udaje też, że pewnych rzeczy nigdy jej nie brakowało.
Jej podejście jest znacznie prostsze: przyjąć własną historię taką, jaka jest, i nie pozwolić, by jeden jej fragment przesłonił całą resztę.
A ta reszta jest wyjątkowo bogata. Są w niej wielkie piosenki, długoletnia przyjaźń i współpraca z Włodzimierzem Korczem, trudne doświadczenia rodzinne, miłość do muzyki i publiczność, która przez dziesięciolecia nie przestała jej słuchać.
Majewska nigdy nie została matką. Ale kiedy opowiada o swoim życiu, nie brzmi jak kobieta, która chce podsumować je jednym słowem.
Jestem kobietą rozwiedzioną, wdową, nie mam dzieci. Tak się potoczyło moje życie. Na szczęście mam naturę punktowania tego, co mi się udało. Szklanka jest dla mnie zawsze do połowy pełna, a nie pusta. Mam swoje smuteczki, jestem w takim wieku, że wielu bliskich mi ludzi odchodzi — mówiła.
Raczej jak ktoś, kto wie, że człowiek dostaje od losu różne karty — i nie wszystkie można było wybrać samemu.




