Kiedy poznałam Dawida, był przerażający. Chudy facet w dziwnych ubraniach, które wydawały się być zdjęte z czyjegoś ramienia.
Na początku milczałam i ze zdziwieniem patrzyłam na jego koszule z postrzępionymi kołnierzykami, znoszone spodnie i śmieszne wzory na rozciągniętych swetrach.
Z pewnością nie jestem ikoną mody i stylu, ale od dziecka – dzięki rodzicom – potrafiłam się przyzwoicie ubrać.
I od tego czasu wiem, że niegrzecznie jest mówić negatywnie o czyjejś garderobie. Nawet kiedy Dawid i ja zaczęliśmy się spotykać, ostrożnie zapytałam go, dlaczego młody i przystojny facet ubiera się tak dziwnie.
Dawid spojrzał na mnie ze zdziwieniem i odpowiedział, że nigdy poważnie nie zastanawiał się nad swoim stylem. Powiedział, że po prostu sięga do szafy i zakłada pierwszą rzecz, która mu się nawinie.

Nie wierzyłam mu, bo widziałam, że jego mama lub babcia nie patrzyły na to, co trafiało do jego szafy po praniu. Przecież niektóre z jego rzeczy już dawno trafiły do kosza.
Chłopak wzruszył ramionami. Powiedział, że jego matka i babcia, z którymi mieszkał, były naukowcami i w ogóle nie interesowały się modą.
Pomyślałam, że będę musiała to zrobić. Rok później wzięliśmy ślub, a ja na poważnie zajęłam się garderobą Dawida.
Na początku wyrzuciłam wszystkie śmieci. Zastąpiłam stare rzeczy nowymi. Owszem, musiałam kupować niedrogie ubrania, ale starałam się wybierać te dobrej jakości.
Następnie skompletowałam kilka kapsuł dla mojego męża. Jest to zestaw rzeczy, które można łatwo ze sobą łączyć.
Na przykład jedną parę spodni można nosić z trzema różnymi koszulami i T-shirtami, a te z kolei można łączyć z kilkoma kardiganami.
Kiedy podstawowa garderoba była gotowa, zaczęłam kupować mężowi droższe ubrania na „wyjścia”. W końcu Dawid musi do mnie pasować.
Powtarzam, nie jestem fashionistką, ale mam w szafie kilka ciekawych i drogich rzeczy. Niektóre z nich kupiłam na wyprzedażach w sklepach internetowych.
Inne zamawiałam w znanych mi hurtowniach w innych miastach, a nawet krajach. Są specjalni ludzie zwani kupcami. Mieszkają na przykład w Turcji i mogą kupować ubrania bezpośrednio z fabryk lub lokalnych sklepów.
Jest to o wiele tańsze niż kupowanie w naszych butikach. W ten sposób mój mąż skompletował dobrą garderobę na każdą okazję.
Chodziliśmy razem do teatru i kina. A ja uwielbiam po prostu iść na spacer, ładnie i stylowo ubrana.
Moja najlepsza przyjaciółka Natalia zaprosiła nas kiedyś na swoje urodziny. Powiedziała: „Przyjdźcie do restauracji, ubierzcie się stosownie do okazji”.
Natalia też dużo wie o modzie, więc odpowiedzialnie wybrałam ubrania. Stworzyłam jesienną rodzinną stylizację.
Mój mąż miał na sobie terakotowy golf, kaszmirowy sweter i spodnie chino z paskiem w talii. Ja wybrałam pasującą spódnicę, golf o podobnej fakturze i zamszowe botki.
Poszłam do szafy mojego męża. Przejrzałam wszystko – żadnego golfu, żadnego swetra. Zajrzałam do własnej szafy. Również była pusta.
Co za nonsens, pomyślałam. Wtedy postanowiłam zapytać Dawida, czy coś widział. Krzyknął z drugiego pokoju, że tak, widział. A gdzie one są, zapytałam. Odpowiedział, że tymczasowo oddał je Adamowi. Wpadł niedawno i poprosił o pożyczenie czegoś modnego.
Prawie zemdlałam. Zapytałam, kiedy to było. Zastanowił się, po czym powiedział, że to było jakiś miesiąc temu. To tak niedawno – odpowiedziałam.
I wtedy poczułam się jak porażona prądem. Postanowiłam sprawdzić, czy inne drogie rzeczy nadal tam są. I rzeczywiście! Połowa z nich zniknęła!
Puste półki patrzyły na mnie z zaciekawieniem. Oddał je swoim przyjaciołom! Zaczęłam go besztać, a on zamrugał oczami w zakłopotaniu.
Powiedział: „To tylko rzeczy. Z trudem się powstrzymałam i zapytałam go, czy celowo udaje głupka, czy naprawdę nie rozumie. Czy on naprawdę nie rozumie, ile te rzeczy kosztują?
Dawid wzruszył ramionami. Powiedział tysiąc lub dwa. Złapałam się za serce. Powiedziałam: „Tyle wydała na ciebie twoja mama, kiedy z nią mieszkałeś, a ja wydałam na niego dziesiątki tysięcy”.
On skrzywił się. Mówi, że nie prosił mnie o to, tylko ja chciałam. Mówi, że nie obchodzi go, co nosisz. Dawid spojrzał na mnie lekceważąco i powiedział, że nie sądził, że mam taką obsesję na punkcie rzeczy. Ona jest rzeczniczką, powiedział.
Nie mogłam już tego znieść. „Albo zwrócisz rzeczy dzisiaj, w ciągu godziny.”
„Albo wystawię ci taki rachunek, że nie będziesz w stanie go spłacić do końca życia”. Dawid nucił. Powiedział: „Śmiało, śmiało. I wyszedł, wyobrażasz sobie?”
Siedzę tu i gryzę się w łokcie, zastanawiając się, jak mogłam być tak głupia, by mieć nadzieję, że naprawdę możesz podnieść się z błota i zostać księciem.