Jedyną rzeczą, jaką mogę powiedzieć o moim związku z Adamem, moim byłym mężem, jest to, że Bóg dał mi zdrowy rozsądek, aby go wcześnie opuścić.
Byliśmy małżeństwem zaledwie od dwóch lat, kiedy dowiedziałam się, że mój wybranek jest niepoprawnym kobieciarzem i gadułą. Na szczęście nie zdążyliśmy mieć dzieci ani wspólnego majątku.
Dlatego rozwiedliśmy się szybko i bez zbędnego zamieszania. Odcięłam byłego od swojego życia, choć moja własna matka robiła wszystko, by temu zapobiec.
Ciągle marudziła i narzekała, że jestem beznadziejną idiotką, że zostawiłam tak dobrego człowieka. Moja matka „wspierała” mnie, mówiąc, że nie było nic złego w tym, że zdradzał.
W końcu mieszkał ze mną. Wystraszyłby się i uspokoił. Musiałam czekać rok czy dwa. A teraz siedzę sama i pozostanę bezużyteczną rozwódką.

Na początku byłam zła, ale potem się poddałam. Powiedziałam tylko do matki, że skoro jest taka mądra i cierpliwa, to dlaczego sto lat temu wyrzuciła mojego ojca z domu?
Moja matka zmarszczyła brwi i odpowiedziała, że te sytuacje nie są porównywalne. Mój ojciec był łajdakiem, powiedziała, ale mój mąż nie. Myślałam, że to koniec sprawy z moim byłym. Jak bardzo się myliłam.
Nasze miasto jest małe, więc od czasu do czasu słyszałam plotki o tym, jak układa się życie mojego byłego. Podobno ożenił się z jedną ze swoich kochanek.
Rok po naszym rozwodzie szybko mówiąca dziewczyna urodziła syna Adama. Nasi wspólni znajomi opowiadali, że często widywali szczęśliwego ojca w parku z wózkiem.
Niektórzy nawet naśmiewali się ze mnie. Mówili, że gdybyś od razu urodziła spadkobiercę męża, to on nie opuściłby rodziny.
Moja mama też kilka razy o tym mówiła. Nie kłóciłam się. Nie zamierzam mówić każdemu, kogo spotkam, że mój mąż był kategorycznie przeciwny dzieciom.
Powiedział mi wprost, że przez najbliższe pięć lat w naszym domu nie będzie dzieci. A to, że Wiktoria mu urodziła, to był podstęp, zwykła rzecz. Musiałam jakoś przywiązać męża do siebie.
Nie interesowało mnie nowe szczęśliwe życie mojego byłego, dopóki nie zadzwonił do mnie jakiś miesiąc temu z prośbą. I to z jaką prośbą!
Zupełnie spokojnie, jakby nie minęły lata od naszego rozwodu, zapytał, co u mnie słychać i co robię. Byłam tak zaskoczona, że nie pomyślałam od razu, by powiedzieć mu, żeby sobie poszedł.
Odpowiedziałam, że nie robię nic szczególnego. Adam był szczęśliwy i poprosił mnie o opiekę nad jego synem. Wiktoria rodziła, on musiał jechać do szpitala i nie miał z kim zostawić dziecka.
Zaniemówiłam. Milczałam przez minutę, podczas gdy mój były rozmawiał przez telefon. Potem zapytałam go, czy dobrze się czuje, ponieważ prosił mnie o opiekę nad dzieckiem, które nie było moje. Cała jego rodzina jest dla mnie nikim.
Mój były się obraził. Powiedział, że jestem jego byłą żoną, jak siostra. Nawet nie słuchałam tych bzdur. Kazałam mu się leczyć i odłożyłam słuchawkę. Nigdy nikomu nie powiedziałam o tym incydencie. Nie było to warte nawet minuty mojej uwagi.
Jakiś tydzień później przyjechałam do domu mojej matki w sprawach służbowych. I widzę z nią małego chłopca! Zapytałam ją, kim on jest i skąd mogła go wziąć.
Matka obraziła się i powiedziała mi, że to syn Adama i wzięła chłopca za rękę. Zapytałam, co to dziecko tu robi.
Matka wyjaśniła, że Adam poprosił ją o pomoc, ponieważ jego żona urodziła dziecko i nie mają czasu dla najstarszego. Dziecko ma jakieś problemy.
Przerwałam jej. Zapytałam co ona ma z tym wspólnego? Chyba ma własne babcie. Matka powiedziała, że obie są poza miastem. Wrócą za tydzień.
Matka postanowiła mnie sprowokować, mówiąc, że od dawna marzyła o wnuku. Nie będę w stanie urodzić w żaden sposób.
A po rozwodzie istnieje ryzyko, że zostanę starą panną z kotami. Przynajmniej z chłopcem Adama poczuje się jak babcia.
Zapytałam matkę, czy się słyszy. Siedzisz z cudzym dzieckiem. Ten człowiek oszukał mnie, twoją córkę. Obraził mnie swoją postawą.
A ty wybaczyłaś mu wszystko, a teraz wycierasz smarki jego potomstwa – dodałam. Moja matka przerwała i powiedziała, że dziecko nie jest niczemu winne. Powiedziała, że dzieci nie są odpowiedzialne za swoich rodziców.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że moja matka oszalała i nie mogę jej pomóc. Powiedziałam jej, żeby robiła, co chce, ale mnie w to nie mieszała.
Powiedziałam matce, że dopóki jest tak upokarzana i zadowala swojego byłego zięcia, nie chcę o niej słyszeć.
Oczywiście dzwoniła do mnie kilka razy, ale nie odbierałam telefonu. Niech się obraża, niech mnie beszta. Ale ja nie biorę udziału w tym teatrze absurdu.