Nigdy nie rozpieszczałam mojej córki jak księżniczki, ale też nie stawiałam jej granic. Udało nam się z mężem jakoś trzymać tego złotego środka, choć urodziłam córkę późno i uwielbialiśmy ją.
Wyrosła na normalną dziewczynę, bez większych problemów, umiała być wdzięczna i nie kręciła nosem na tych, którzy żyli w biedzie. Naprawdę miałam nadzieję, że wychowaliśmy dobrego człowieka.
Wszystko zmieniło się, gdy urodziła się moja wnuczka. Moja córka wyszła za mąż, rodzina mojego męża i on sam nie byli biznesmenami z wielomilionowymi kontami, ale silną klasą średnią.
Przed narodzinami wnuczki komunikowałam się z córką i zięciem całkiem normalnie i nie narzekałam na ich zachowanie. A po narodzinach nie pojawiły się one od razu.
Fakt, że posag kupiony dla dziecka byłby więcej niż wystarczający dla trojga dzieci, nie zaskoczył mnie. W końcu pierwsze dziecko to takie wydarzenie – chce się, żeby wszystko było w jak najlepszym porządku.

Przychodziłam pomagać przy wnuczce, niańczyłam ją, chodziłam na spacery, dając córce czas na odpoczynek i regenerację.
Wszystko było w porządku, dopóki wnuczka nie skończyła dwóch lat. I wtedy zauważyłam, że zarówno zięć, jak i córka biegają z wnuczką jak dzikie gąski, choć to wcale nie jest potrzebne, a nawet czasem szkodliwe.
Moja wnuczka często była kapryśna i domagała się, żeby ją wziąć na ręce. Często odmawiałam, bo musiała sama chodzić, a lekarz powiedział, że mięśnie jej nóg są słabe i trzeba je ćwiczyć.
Zamiast tego moja córka prawie nigdy nie puszczała dziecka, niezależnie od tego, czy nosiła je w domu, czy na spacerze.
A kiedy powiedziałam, że to może być powodem problemów z mięśniami, tylko potrząsnęła głową, mówiąc, że to wszystko bzdury.
Nie uczyliśmy jej też korzystania z nocnika, czekaliśmy, aż sama do tego dojrzeje. Ale jak dziecko może samo dojść do takiego wniosku? Trzeba mu to pokazywać, tłumaczyć i regularnie przypominać.
Moja wnuczka nie ubierała się, nie rozbierała, nie jadła ani nawet nie próbowała niczego robić sama. Była przyzwyczajona do bycia ubieraną, noszoną, rozbieraną i karmioną.
Dziecko nie chciało nic robić, a córka jej do tego nie zmuszała. Moja wnuczka cały czas oglądała kreskówki, a córka tłumaczyła mi, że nie może nic na to poradzić, dziecko zaczynało płakać i było kapryśne.
Im starsza była moja wnuczka, tym mniej podobało mi się to, co widziałam. Dziecku wolno było wszystko. Mogła gryźć, przezywać, kopać, rzucać czymś, jeśli kogoś nie lubiła.
Nigdy nie słyszałam, żeby moi rodzice zrobili jej jakąś uwagę. Byli albo wzruszeni, albo po prostu ignorowali obrzydliwe zachowanie swojego dziecka.
Moja wnuczka ignorowała moje uwagi, a córka mówiła mi, że przesadzam, bo to tylko dziecko. Ale moja wnuczka była już w czwartym roku życia, a w tym wieku dzieci chodzą już do przedszkola.
Nawiasem mówiąc, moja wnuczka również chodziła do przedszkola przez cały tydzień. Potem rodzice stwierdzili, że to za duży stres dla dzieci i przestali je zabierać. Córka rzuciła pracę i zaczęła zostawać w domu.
Wnuczka wyrosła na nieznośnie kapryśną, rozpieszczoną, źle wychowaną dziewczynkę. Nie reagowała na uwagi albo zaczynała krzyczeć i robić mi na złość, jej rodzice robili wszystko, co chciała i nie robili żadnych uwag, a na mnie takie sztuczki nie działały, więc wnuczka nie lubiła moich wizyt.
Ale wkrótce przestałam przychodzić. Patrzeć na małego chamka, którego rodzice nawet nie próbują wychowywać i nie pozwalają na to innym – nie, przykro mi.
Teraz rozmawiam z córką przez telefon, z wnuczką w ogóle nie rozmawiam. Co roku przychodzę na jej urodziny, widzę, że jest jeszcze gorzej i się denerwuję.
Rodzice mojego zięcia próbują jakoś odwrócić sytuację, bo sami są zszokowani wychowaniem wnuczki, ale też im się nie udaje, robią tylko skandale.
Już wcześniej zdawałam sobie sprawę z daremności tych prób, ale wkrótce na pewno się poddadzą. Szkoda, że tak się stało, ale nie rozumiem jak, gdzie popełniliśmy błąd, który sprawił, że moja wnuczka jest teraz dziecinnym potworem?
Jej mama i tata mieli normalne wychowanie, a potem co się stało?