W końcu Ewa Błaszczyk doczekała się tego, na co czekała od lat. Jej córka Sylwia się obudziła

Po wielu miesiącach walki Sylwia Bujalska odzyskała świadomość, a jej stan wyraźnie się poprawił.

Kobieta, która po rozległym udarze mózgu znalazła się w stanie krytycznym, przechodziła rehabilitację w warszawskiej klinice „Budzik” dla dorosłych.

Teraz czeka ją kolejny etap leczenia i powrót do codzienności, za którą tak bardzo tęskniła.

Ta historia porusza szczególnie mocno również ze względu na Ewę Błaszczyk — aktorkę, która od lat pomaga osobom w śpiączce, choć sama wciąż czeka na przełom w sprawie swojej córki.

Warto jednak wyjaśnić jedną rzecz: to nie córka Ewy Błaszczyk, Aleksandra, się obudziła. Bohaterką najnowszych doniesień jest Sylwia Bujalska, pacjentka kliniki związanej z fundacją aktorki.

Jej postępy pokazują, jak wiele może zmienić specjalistyczna opieka i długotrwała rehabilitacja.

Dramat Sylwii rozpoczął się 31 maja 2025 roku, kiedy doznała rozległego udaru mózgu. Trafiła na oddział intensywnej terapii, a jej stan był krytyczny.

Początkowo pojawiła się nadzieja, gdy odzyskała przytomność i mogła rozmawiać z bliskimi. Później jednak jej stan ponownie się pogorszył.

Doszły poważne powikłania, w tym zakażenie groźnymi, opornymi na leczenie bakteriami. Przez pięć miesięcy zmagała się także z niegojącą się raną po trepanacji czaszki.

Droga do poprawy była długa i wymagała pracy całego zespołu specjalistów. W klinice „Budzik” rehabilitację rozpoczęto od podstaw — budowania kontaktu, pobudzania układu nerwowego i obserwowania nawet najmniejszych reakcji.

Po wielu dniach modlitw i walki zdarzył się cud! Sylwia obudziła się i normalnie rozmawialiśmy, nawet żartowała– wspominał jej mąż.

Z czasem pojawiły się świadome gesty, a następnie coraz wyraźniejszy kontakt z otoczeniem. Sylwia odzyskała świadomość i zaczęła odzyskiwać sprawność oraz samodzielność.

Z powodu zakażenia groźnymi i lekoodpornymi bakteriami szpitalnymi i stanu zapalnego organizmu Sylwia przez 5 miesięcy miała otwartą, niegojącą się ranę po trepanacji czaszki.

W opublikowanym przez fundację nagraniu mówiła o marzeniu, które dla niej ma dziś ogromne znaczenie: chce wrócić do domu, być z córkami, bawić się z nimi i znów uczestniczyć w ich codziennym życiu.

Dla rodziny to zmiana, na którą trudno było czekać bez lęku. Przed Sylwią nadal pozostaje rehabilitacja, a powrót do dawnego życia nie nastąpi z dnia na dzień.

Jej historia pokazuje jednak, że nawet po bardzo ciężkim uszkodzeniu mózgu poprawa może przychodzić stopniowo, czasem w sposób, którego bliscy wcześniej nie potrafili sobie wyobrazić.

Właśnie takie historie są szczególnie bliskie Ewie Błaszczyk. Aktorka od lat łączy pracę artystyczną z działalnością na rzecz osób po ciężkich urazach mózgu.

To mnie utwierdza, że 20-letnia praca miała sens – mówi Błaszczyk o sukcesach kliniki.

Urodziła się 15 października 1955 roku w Warszawie. Ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną, a na scenie zadebiutowała jeszcze jako studentka w 1977 roku.

Widzowie zapamiętali ją między innymi z serialu „Zmiennicy” Stanisława Barei, a także z ról w „Domu” i filmie „Nadzór”. Od 1994 roku jest związana z warszawskim Teatrem Studio.

Śpiewa również piosenki literackie, sięgając po utwory Agnieszki Osieckiej, Jonasza Kofty i Jacka Janczarskiego.

Za publicznym wizerunkiem aktorki kryje się jednak historia, która na zawsze zmieniła jej życie. W 1986 roku wyszła za mąż za Jacka Janczarskiego, cenionego autora i satyryka.

W 1994 roku urodziły im się bliźniaczki — Aleksandra i Marianna. Rodzinne szczęście zostało brutalnie przerwane w 2000 roku.

Najpierw zmarł Janczarski, a zaledwie sto dni później sześcioletnia Ola zakrztusiła się tabletką i doznała niedotlenienia mózgu. Od tamtej pory pozostaje w stanie, który wymaga stałej opieki.

Błaszczyk nie ukrywała, jak trudne były kolejne lata. Jednocześnie nie chciała, by jej doświadczenie pozostało wyłącznie prywatnym dramatem.

W 2002 roku, wspólnie z księdzem Wojciechem Drozdowiczem, założyła fundację „Akogo?”, która działa na rzecz osób w śpiączce i ich rodzin.

Z inicjatywy fundacji powstała dziecięca klinika „Budzik” przy Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Placówka rozpoczęła działalność w 2013 roku, a później utworzono także ośrodek dla dorosłych.

To właśnie tam pacjenci otrzymują specjalistyczną opiekę i szansę na intensywną rehabilitację.

Dla Ewy Błaszczyk ta działalność nie jest odległym projektem ani jedynie społeczną misją. Każda rodzina, która trafia do „Budzika”, mierzy się z pytaniami, które ona sama zna aż nazbyt dobrze.

Każdy najmniejszy postęp pacjenta ma znaczenie, bo za medycznymi określeniami kryją się konkretni ludzie, ich bliscy i życie, które nagle zatrzymało się w miejscu.

Wiadomość o poprawie stanu Sylwii jest więc ważna nie tylko dla jej rodziny. To również przypomnienie, po co powstały takie ośrodki i jak potrzebna jest rehabilitacja osób po ciężkich uszkodzeniach mózgu.

Nie oznacza to jednak, że podobny przełom nastąpił w przypadku córki aktorki. Aleksandra nadal pozostaje pod opieką rodziny, a Ewa Błaszczyk nie przestaje szukać możliwości, które mogłyby poprawić jej stan.

Historia Sylwii przynosi bliskim konkretne powody do radości, ale nie jest prostą opowieścią o cudzie, który rozwiązuje wszystkie problemy.

Przed kobietą wciąż wiele pracy, a przed jej rodziną kolejne miesiące leczenia i rehabilitacji.

Dla Ewy Błaszczyk to z kolei kolejny dowód, że wysiłek wkładany w pomoc osobom w śpiączce ma sens — nawet jeśli najważniejsza dla niej odpowiedź wciąż nie nadeszła.

Wyszła na jaw prawda ws. małżeństwa Grażyny Torbickiej. Ta para mogła wcale nie być razem

Między mamą Michała Wiśniewskiego a Mandaryną nigdy nie było ciepłych relacji. Jak mama piosenkarza zareagowała na ich ponowne zbliżenie

Michał Szpak wygadał się ws. swojej miłości. Czy artysta, będąc tak zajęty, ma czas na życie prywatne