Nazwisko Cugowski od dekad kojarzy się z polską muzyką. Krzysztof Cugowski przez lata zachwycał publiczność głosem, który trudno pomylić z jakimkolwiek innym.
Jego synowie, Wojciech i Piotr, również wybrali scenę, a przez długi czas wydawało się, że wspólna pasja może stać się czymś więcej niż rodzinną tradycją.
Bracia koncertowali, nagrywali płyty, a w pewnym momencie do ich muzycznego świata dołączył także ojciec. Dziś po tamtym obrazie zostały przede wszystkim wspomnienia.
Wojciech przyznał, że od ponad ośmiu lat nie utrzymuje kontaktu ani z ojcem, ani z bratem. Najbardziej boli go jednak to, że wierzył w zupełnie inny finał tej historii.
Wojciech Cugowski dorastał w domu, w którym muzyka była czymś naturalnym, ale obecność znanego ojca nie zawsze mogła być oczywista. Krzysztof, związany z Budką Suflera, dużo koncertował i wyjeżdżał.
Wojciech wspominał później, że ojca często nie było w domu, co wiązało się przede wszystkim z pracą muzyka i koniecznością zarabiania na utrzymanie rodziny.
Nie przedstawiał go jednak jako surowego rodzica. Przeciwnie, mówił o jego wpływie na własne zainteresowania, wspominał pierwszą gitarę i płyty, które pomagały mu odkrywać świat muzyki.
Z czasem syn postanowił pójść własną drogą. Nie chciał pozostać jedynie dzieckiem sławnego artysty, dlatego razem z młodszym bratem Piotrem stworzył zespół Bracia.
Grupa powstała w Lublinie pod koniec lat 90. i stopniowo budowała swoją pozycję na polskiej scenie rockowej. To nie było łatwe zadanie.
Znane nazwisko mogło otwierać drzwi, ale jednocześnie sprawiało, że każdy sukces synów Krzysztofa Cugowskiego był oceniany przez pryzmat jego dorobku.
Bracia wypracowali jednak własne brzmienie i zdobyli publiczność. W ich repertuarze znalazły się utwory, które przyniosły im rozpoznawalność, a zespół doczekał się między innymi platynowej płyty i zagranicznych występów.
Przełom nastąpił około 2012–2013 roku. Wydawało się, że przed braćmi otwiera się kolejny etap kariery, a wspólna praca może jeszcze długo przynosić efekty.
Wtedy do ich muzycznej historii dołączył Krzysztof Cugowski. Wspólny projekt „Zaklęty krąg” miał być początkowo przedsięwzięciem na około rok, ale ostatecznie współpraca trwała trzy lata.
Powstał album studyjny, a później także płyta koncertowa. Dla Wojciecha była to szczególna okazja, by nie tylko dzielić scenę z ojcem, ale też lepiej się z nim poznać poza codziennym rytmem rodzinnym.
Mógł mieć nadzieję, że muzyka stanie się przestrzenią, w której łatwiej będzie znaleźć wspólny język.
„Nasze drogi się bardzo rozeszły i powiem szczerze, że to była dla mnie zagadkowa bardzo rzecz, bo myśmy nagrywali w ostatnim czasie we trójkę [z bratem]. Nagraliśmy płytę „Zmienić zdarzeń bieg” i pojechaliśmy w trasę, która trwała trzy sezony i była sukcesem. Myślałem, że się zbliżymy do siebie, bo nie mieliśmy wcześniej takiej możliwości” – opowiadał.
Stało się inaczej. W rozmowie z Moniką Richardson w podcaście „Przełomy” Wojciech wrócił do tamtych lat i przyznał, że mimo wspólnych występów relacje rodzinne nie uległy poprawie. Zamiast zbliżenia przyszło oddalenie, które z czasem stało się trwałym elementem ich życia.
Muzyk nie ukrywał, że taki obrót spraw był dla niego zaskoczeniem. Wierzył, że wspólna praca pomoże odbudować więź, której wcześniej brakowało.
„On potrafił wyjechać na pół roku, rok” – dodał.
Rozpad zespołu Bracia był kolejnym punktem zwrotnym. Po około dwóch dekadach wspólnego grania Wojciech uznał, że nadszedł moment, by zakończyć ten etap.
Jak wyjaśniał, wieloletnia współpraca oznaczała nieustanne kompromisy i decyzje, które nie zawsze odpowiadały wszystkim.
W końcu uznał, że dalsze trwanie w tej formule nie ma sensu. Miał 42 lata i pomyślał, że jeśli chce spróbować czegoś innego, musi zrobić to właśnie wtedy.
„Ja byłem przekonany, że my się zbliżymy, a stało się zupełnie inaczej” – opowiadał.
Po odejściu z zespołu rozwijał karierę solową. W 2021 roku wydał album „Nie czekaj na znak”, próbując pokazać słuchaczom własną muzyczną tożsamość.
Nie odcinał się przy tym od rodzinnego dziedzictwa. Podkreślał, że szanuje talent ojca i wciąż docenia jego głos.
„Jest tak, że żadna ze stron nie chce się odezwać do drugiej i to trzeba uszanować. To nie jest tak, że jestem zimny i nic mnie to nie interesuje, natomiast ja mam dla kogo żyć i mam swoją drogę. Na pewno z niej nie zejdę” – zwierzył się.
Nie chciał jednak, by własne osiągnięcia były postrzegane wyłącznie jako efekt sławnego nazwiska. Jak zaznaczał, nigdy nie zamierzał ogrzewać się w blasku popularności Krzysztofa.
Najtrudniejszy fragment tej historii dotyczy jednak nie kariery, lecz relacji, której nie udało się uratować. Wojciech wyznał, że od ponad ośmiu lat nie ma kontaktu z ojcem ani z bratem Piotrem.
Nie ukrywał, że sytuacja jest dla niego przykra, ale jednocześnie nie chciał publicznie roztrząsać każdego szczegółu rodzinnego sporu.
Przyznał, że nie potrafi jednoznacznie powiedzieć, dlaczego relacje przybrały taki obrót. W jego ocenie nie była to decyzja tylko jednej osoby.
„Myśmy ze sobą zerwali wszyscy” – powiedział w rozmowie z Moniką Richardson. Te słowa wiele mówią o tym, jak sam postrzega obecną sytuację.
Prowadząca zapytała go również, czy uważa, że ojciec nie chce już mieć z nim kontaktu. Wojciech nie udawał, że zna odpowiedź. Przyznał, że nie wie, co dokładnie myśli Krzysztof, a dziś żadna ze stron nie decyduje się na pierwszy krok.
Nie oznacza to jednak, że syn przestał szanować ojca. W rozmowie podkreślił, że Krzysztof jest niezwykle utalentowanym wokalistą i nawet w wieku 76 lat potrafi zachwycać głosem.
Wspominał też z uznaniem jego najstarsze nagrania. Jednocześnie zaznaczył, że pod względem charakterów są tak różni, iż trudno im funkcjonować razem. Szacunek dla artysty nie wystarczył więc, by utrzymać bliskość między ojcem a synem.
Co na to sam Krzysztof Cugowski? Wcześniej również publicznie mówił o trudnej sytuacji rodzinnej.
W wywiadzie dla Plejady przyznawał, że nie rozumie decyzji synów o zakończeniu wspólnej działalności, zwłaszcza że muzyczna współpraca przynosiła dobre efekty.
Z kolei w rozmowie z „Faktem” wspominał z żalem, że nie został zaproszony na urodziny najstarszego syna. Te wypowiedzi pokazują, że rozłam nie jest tematem obojętnym także dla ojca.
Nie dają jednak podstaw, by z całą pewnością stwierdzić, że Krzysztof nie chce pojednania. Wojciech sam przyznał, że nie zna jego intencji.
Dziś każdy z nich żyje własnym życiem i podąża osobną drogą. Wojciech skupia się na muzyce i nie zamierza rezygnować z tego, co zbudował samodzielnie.
Nie ukrywa przy tym, że rodzinna sytuacja nie należy do łatwych. W jego słowach nie ma jednak jednoznacznego przekreślenia przyszłości. Przyznał, że ma nadzieję, iż kiedyś wspólny mianownik między nim a bratem znów się odnajdzie.
W tej historii najbardziej uderza kontrast między tym, co łączyło Cugowskich na scenie, a tym, co dziś dzieli ich poza nią.
Przez lata potrafili razem tworzyć muzykę, występować przed publicznością i budować wspólny sukces. Nie udało im się jednak zachować równie trwałej więzi w życiu prywatnym.
„Natomiast charakterologicznie jesteśmy różni do tego stopnia, że nie jesteśmy w stanie funkcjonować razem. Nie jest to nic miłego, ale taka jest rzeczywistość” – skwitował.
Wojciech nie mówi, że wszystko jest już stracone, ale też nie udaje, że potrafi sam naprawić sytuację.
Na razie pozostaje cisza, a pytanie, czy ojciec i syn jeszcze kiedyś usiądą do rozmowy, wciąż pozostaje bez odpowiedzi.




