Szybko zdałam sobie sprawę, że moja przyszła swatka ma raczej przestarzałe pojęcia o tym, jak powinno odbywać się wesele. Ale ślub moich dzieci świętowałabym inaczej, w końcu jestem matką

Za kilka miesięcy nasza jedyna córka i jej narzeczony Bartosz mają się pobrać. Spotykają się od pięciu lat, od pierwszego roku studiów.

Od czterech lat mieszkają razem. Na początku tego roku Katarzyna i Bartosz zdecydowali, że nie chcą dłużej czekać i powiedzieli nam, że biorą ślub.

Powiedziałam wtedy Katarzynie, że mają dopiero po 20 lat. Co więcej, nie skończyli jeszcze nawet studiów magisterskich.

Musi napisać dyplom! Co to za ślub! Córka z oburzeniem odparła, że nic nie rozumiem.

Spotyka się z nim od pięciu lat! Już się wstydzi, że tak długo nazywa się jego dziewczyną, a nie żoną. Wszystkie jej przyjaciółki wyszły za mąż rok lub dwa po rozpoczęciu związku.

screen Youtube

A dla niej to już pięć lat! A potem Bartosz poprosił ją o rękę. Powiedziała, że chce ślubu i kropka!

Zapytałam ją, czy będzie miała czas na zorganizowanie domu, a ona nic nie mówiła o pieniądzach. Moja córka była zakłopotana, zamilkła i spojrzała na mnie błagalnie. Westchnęłam i powiedziałam, że porozmawiam z przyszłymi swatami i coś wymyślimy.

Kilka tygodni później poznaliśmy rodziców Bartosza. I na pierwszy rzut oka polubiłam ich, wydawali się dobrze wychowanymi i odpowiednimi ludźmi. Z Olą, mamą pana młodego, od razu się polubiliśmy.

Powiedziała, że nie mają pieniędzy na wesele, ale to zrozumiałe. Więc my za nie zapłacimy. Zaproponowałam, że podzielimy się po połowie.

Umówiliśmy się, że ja zajmę się organizacją. Oni mają jeszcze egzaminy do zdania i dyplom do napisania, więc nie mają wolnego czasu.

Przytaknęła, że to oczywiste. Kto płaci, ten decyduje. I taka była umowa. Oczywiście najpierw zapytaliśmy dzieci, jak wyobrażają sobie swój ślub.

Wyraziły swoje życzenia, ale dodały, że wszystko zależy od naszego uznania. Uprzedziliśmy ich z swatką, że zajmiemy się organizacją, bo wesele było za nasze pieniądze. Dzieci nie wyraziły sprzeciwu.

Na początku wszystko szło dobrze. Katarzyna i Bartosz ustalili datę, ja z Olą zrobiłyśmy listę gości i znalazłyśmy restaurację. A potem zaczęły się nieporozumienia.

Szybko zdałam sobie sprawę, że moja przyszła swatka ma dość przestarzałe wyobrażenia o tym, jak powinno wyglądać wesele. Na przykład, kiedy wysłałam jej listę najfajniejszych gospodarzy w naszym mieście, powiedziała, że nie potrzebuje tego wszystkiego.

Ola powiedziała mi, że zna odpowiednią osobę i jest to jej kuzynka. Prowadzi wesela od trzydziestu lat. I w naszym przypadku nie wzięłaby żadnych pieniędzy, tylko jako prezent dla nowożeńców. Zgodziłam się.

Dokładnie tak wyobrażałam sobie siostrę Oli. Gruba baba, która używa wielowiekowych wulgarnych wyzwisk i tradycyjnych pozdrowień.

W dzisiejszych czasach po prostu wstyd robić takie wesela. Nie mogłam jednak powiedzieć tego wprost swatce, zasugerowałam tylko, żeby przemyślała to później. Ale gdyby to była tylko kwestia gospodyni!

Wtedy Ola powiedziała, że musimy wymyślić, jak organizować konkursy. Byłam temu przeciwna, ponieważ nie wpływa to na wzajemne uczucia dzieci.

Z wielkim trudem, ale w końcu przekonałam ją do tego pomysłu. Jednak oprócz tego jest wiele innych punktów, w których Ola i ja nie możemy się zgodzić. A ja już jestem zmęczona!

Ślub jest tuż za rogiem, a ja muszę bronić każdego kroku, aby zrobić normalne, nowoczesne wesele dla naszych dzieci. A swatka tego nie rozumie i upiera się, że wszystko powinno być tradycyjne!

Nie miałem szczęścia do kobiet, spotykałem tylko samolubnych. Jak tylko poznałem dziewczynę, od razu dawałem jej prezenty i zabierałem do restauracji, ale to też nie pomogło

Od razu wiedziałam, że jest żonaty i ma córkę z pierwszego małżeństwa. Nie wiedziałam jednak, że później będę chciała się z nim rozwieść z jej powodu

Od razu wiedziałam, że jest żonaty i ma córkę z pierwszego małżeństwa. Nie wiedziałam jednak, że później będę chciała się z nim rozwieść z jej powodu