Mój mąż chce, żebym została w domu i zajmowała się dzieckiem, ale ja dążę do rozwoju osobistego i nawet chodzę do pracy

Podczas mojego pobytu z małym synem, mój mąż przyzwyczaił się do roli jedynego żywiciela rodziny. I do wszystkich zalet tej roli.

Bardzo podobało mu się to, że dom był zawsze wysprzątany i przygotowany, a on mógł z czystym sumieniem odpocząć po pracy.

Przez jakiś czas byłam zadowolona z tej sytuacji. Ale w tym roku musiałam wrócić do pracy. Tak się złożyło, że nie była to moja specjalność.

Podoba mi się mój nowy zawód. Jednak wiedza, którą posiadam, nie jest wystarczająca do wykonywania moich obowiązków. Co więcej, w ostatnim czasie zwiększył się zakres moich obowiązków.

Dlatego postanowiłam zdobyć drugi stopień naukowy, aby lepiej zrozumieć wszystkie niuanse. A moi szefowie zasugerowali, że drugi stopień mi nie zaszkodzi. Podnieśli mi nawet pensję, aby ułatwić mi opłacenie studiów.

screen Youtube

Michał zaakceptował fakt, że idę do pracy. Ale na studia, które planuję rozpocząć tej jesieni, patrzy z rozgoryczeniem. Uważa, że z tego powodu całkowicie zaniedbam gospodarstwo i dziecko.

I będę musiała sama prowadzić całe gospodarstwo domowe. Chociaż ze względu na te kwestie rozważam studiowanie tylko w formie zdalnej. Poza tym, tak jest taniej. Ale Michał nadal jest oburzony.

Wiedza, której potrzebuję, nie przyjdzie sama. Coraz częściej dręczą mnie pytania od bardziej doświadczonych kolegów. Oczywiście są one pomocne. Ale czuję się przy nich niekomfortowo, bo odciągam ich od pracy.

Szukam czegoś w Internecie. Ale najwyraźniej nie jest to właściwa rzecz. Informacje są zbyt rozproszone. Czasami jedna rzecz zaprzecza drugiej. A kierownictwo potrzebuje dyplomu, nie tylko umiejętności. Nie mogę ich zawieść.

Mój mąż zawsze odpowiada na te argumenty propozycją odejścia. Najwyraźniej nie może się doczekać, aż wrócę do pieca. W porządku! Już jestem w to zaangażowana. Poza tym nie chcę znowu wiązać końca z końcem.

Swoją drogą, Michał kiedyś dobrze zarabiał. Nie byliśmy bogaci, ale starczało nam na zakupy, ubrania i wakacje nad morzem. Po urlopie macierzyńskim zrezygnowałam z pracy. Głównie dlatego, że mój syn często chorował.

Chodził do przedszkola przez tydzień, a potem kaszlał i kichał przez kolejny tydzień, jak wiele dzieci. Musiałam ciągle chodzić na zwolnienia lekarskie. Szefowie byliby wściekli. A babcie nadal same pracują.

Zostałam więc w domu, dopóki mój syn nie zaczął chodzić do szkoły. A potem życie samo się dostosowało. Firma męża została zamknięta.
Musiał pilnie szukać nowej pracy. Znalazł ją szybko, ale wynagrodzenie było znacznie niższe.

Po trzech miesiącach zdaliśmy sobie sprawę, że obecna pensja Michała ledwo pokrywa nasze wydatki. Musieliśmy ograniczyć wiele rzeczy. Wtedy zaczęliśmy się zastanawiać, co dalej.

Mój mąż chciał podjąć pracę na pół etatu. Ale wyobraziłam sobie, jak bardzo byłby wyczerpany takim reżimem i zasugerowałam inne rozwiązanie. Mianowicie, żebym sama znalazła pracę.

Dlaczego nie? Igor jest już uczniem. Choruje znacznie rzadziej niż w przedszkolu. Poza tym mieliśmy szczęście ze szkołą. Możemy tam zostać na zajęcia grupowe. Generalnie nie ma żadnych przeszkód w mojej pracy. Poza tym byłam zmęczona siedzeniem w czterech ścianach.

Początkowo mąż niechętnie przystał na mój pomysł. W końcu nie czekałby już na niego osławiony gorący obiad. I musiałby wziąć na siebie część obowiązków domowych. Ale potem zgodził się, że to jedyne rozsądne wyjście z naszej trudnej sytuacji.

Obecną pracę dostałam dość szybko, dzięki moim przyjaciołom. Nawet jeśli nie była to moja branża. Kierownictwo jest dość lojalne. Harmonogram, lokalizacja i wynagrodzenie również mi odpowiadały.

I nie cieszy mnie perspektywa utraty tego wszystkiego z powodu kaprysów Michaiła. A jeśli nie rozwiążę problemu z drugą wieżą, mogę zostać „poproszony o odejście”. Pomimo mojej lojalności.

Mój mąż niestrudzenie powtarza, że poradzimy sobie bez mojej pracy. W końcu nadal ma możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy na boku. I nie ma znaczenia, że będzie w domu tylko na noc.

A myśl o ponownym zostaniu kurą domową napawa mnie smutkiem. Kiedy mój syn był mały, inaczej się nie dało. Ale teraz, dlaczego muszę
to robić?

Żeby zadowolić męża? No właśnie nie! Wystarczająco go rozpieściłam, zajmując się wszystkimi domowymi obowiązkami. Gdy poszłam do pracy, sklep został zamknięty. Mam nadzieję, że na wiele lat.

I nie obchodzi mnie niezadowolenie Michała. Niech wzdycha ile chce o tym, jak dobrze było zanim zaczęłam pracować. W końcu nie rozpadnie się, jeśli pozmywa naczynia, odkurzy czy zrobi sobie śniadanie.

Ale mój mąż naprawdę zmęczył się robieniem tego wszystkiego. Któregoś dnia zagroził, że przestanie wyrzucać pieniądze na moje zachcianki, jeśli kupię drugą wieżę. Ale ja nie zamierzam się wycofać!

Tak, czasami prosiłam go o strzyżenie lub manicure. Ale mogę obcinać włosy rzadziej. A paznokcie potrafię doskonale opiłować i pomalować w domu. Nie zamierzam jeszcze kupować nowych ubrań. Również w tym przypadku poradzę sobie z opłaceniem studiów bez pomocy męża.

Uczelnia, którą wybrałam jest komercyjna. Zawsze mają bardziej przystępne ceny niż uczelnie państwowe. Zwłaszcza jeśli chodzi o naukę na odległość. I mogę łatwo zaoszczędzić potrzebną kwotę do jesieni.

Nie przejmuję się więc groźbami męża. Mam nadzieję, że wkrótce zrozumie, że nie jestem hybrydą mopa i robota kuchennego, tylko człowiekiem. I mam prawo się rozwijać i budować karierę. Poza tym wszyscy na tym skorzystają.

Mój mąż i ja jesteśmy zupełnie innymi ludźmi, więc zdecydowałam się opuścić go. Później przypomniał mi, dlaczego się w nim zakochałam

Anna rozmawiała z przyjaciółkami o romansie z żonatym mężczyzną. Była pewna, że on zostawi żonę dla niej

„Porozmawiaj z bratem, on mnie nie słucha”: moja matka dzwoni do mnie codziennie, a ja nie chcę się w to mieszać