Andrzej i Joanna uznali, że ich dzieci są już dorosłe i muszą same zarabiać na swoje utrzymanie. Przestańmy im pomagać, niech radzą sobie same! Musimy żyć dla siebie.
I byli zmęczeni chodzeniem do schroniska dla psów – nie jest trudno wziąć jedzenie raz w miesiącu, ale nadal byli zmęczeni.
A jedna stara, daleka krewna jest jak woda na galarecie, jej też przestali dawać jedzenie i pieniądze – to jest po prostu męczące, męczące.
I w ogóle, trzeba żyć dla siebie. Co więcej, byli dobrze sytuowani. Byli. Bo jej mąż nagle stracił pracę.
Został poproszony o przejście na emeryturę i to wszystko. Potem zaczął pić i chorować. Pokłócił się z żoną, która też jakoś się postarzała i zaczęła chorować. Została przeniesiona na skromniejsze stanowisko w pracy.

Zaczęli chodzić do szpitali, a wszystkie pieniądze przeznaczali na lekarstwa. Innymi słowy, zaczęli żyć dla siebie, ale okazało się to nieuczciwe.
Myśleli, że ktoś ich przeklął lub im zazdrościł. Ale to nie było to: przestali oddawać. Woda w stawie stagnowała i zgniła, a strumień, który ich karmił, wysechł.
Wszyscy ludzie są stworzeni inaczej; niektórzy mogą jeść pysznie pod przykryciem. I nawet nie henna. Inni – oczywiście są dawcami; ale w tym rzecz: dawca musi oddać trochę krwi – w ten sposób powstaje. Trzeba trochę dać i trochę się podzielić.
Babcia nie zje dużo – i nie prosiła o wiele! I musisz wydać trochę na schronisko – grosz. A dzieci to wciąż rodzina, oczywiście poradzą sobie bez nas i nie będą prosić – ale musimy im to dać. Trochę. Naszym własnym.
Albo obcym – komu chcemy, z serca… A teraz ta para ma się dobrze. Wszystko się uspokoiło.
Trzeba i można żyć dla siebie, ale mały strumień jest bardzo potrzebny. Prawie niezauważalny, ale odświeżający i ratujący życie.