Są takie doświadczenia, po których człowiek już nigdy nie patrzy na świat w ten sam sposób. Dla Leszka Lichoty jednym z takich momentów była śmierć ojca.
Dziś widzowie znają go jako charyzmatycznego aktora, gwiazdę seriali i filmów, człowieka pełnego spokoju oraz dystansu.
Jednak za tym spokojem kryje się historia chłopaka, który bardzo wcześnie musiał zmierzyć się z bólem, na jaki nie da się przygotować.
Leszek Lichota urodził się w 1977 roku w Zielonej Górze. Zanim stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych aktorów swojego pokolenia, był zwykłym chłopakiem wychowującym się w rodzinie, w której ogromną rolę odgrywał ojciec.
To właśnie on był dla niego autorytetem i punktem odniesienia. Nikt nie przypuszczał, że ich wspólna historia zostanie tak nagle przerwana.
Tragiczne wydarzenie przyszło niespodziewanie. Lichota był jeszcze młodym człowiekiem, gdy stracił ojca. Co więcej, to właśnie on znalazł jego ciało.
„Wieczorem zapomniałem spakować podręcznika do plecaka i rano wchodząc po nią do pokoju, znalazłem mojego martwego ojca” – wspominał aktor.
Wiele osób po takim doświadczeniu przez lata nie potrafi wrócić do normalności. Sam aktor po latach przyznawał, że trauma była ogromna, choć z czasem nauczył się z nią żyć. Nie ukrywał jednak, że takie wydarzenie zostawia ślad na całe życie.
Paradoksalnie właśnie wtedy zaczął dojrzewać szybciej niż jego rówieśnicy. Musiał nauczyć się funkcjonować bez osoby, która wcześniej dawała poczucie bezpieczeństwa.
„Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Myślę, że to jest bardziej przez wyparcie, czyli zapominanie złych rzeczy. Ja nigdy nie patrzę z przeszłość, nie rozpamiętuję przeszłości, nie kolekcjonuję przeszłości. Więc jeśli się coś złego zdarzyło, miało jakieś bardzo negatywne oddziaływanie na mnie, to myślę, że ja to wypierałem i zapominałem i patrzyłem w przyszłość. „No dobra, od dzisiaj rzeczywistość wygląda tak i idziemy do przodu”. Jednak to gdzieś bardzo mocno we mnie jest, takie coś” – wyznał.
W późniejszych wywiadach mówił, że śmierć ojca nauczyła go patrzeć na życie inaczej. Zrozumiał, jak kruche potrafi być wszystko, co wydaje się trwałe.
Mimo trudnych doświadczeń nie zamknął się w sobie. Wybrał własną drogę i postanowił realizować marzenia. Ukończył warszawską Akademię
Teatralną, a następnie zaczął budować karierę aktorską. Początkowo były to mniejsze role, ale z każdym rokiem zdobywał coraz większe uznanie.
„Jestem jedynakiem, więc po śmierci ojca cała uwaga i troska mamy skupiła się na mnie, a ja z kolei czułem, że muszę stać się dla niej oparciem” – mówił aktor i dodał: „Wybrałem technikum hotelarskie, bo to była jedyna szansa, żeby wyrwać się z Wałbrzycha i zobaczyć coś więcej. Szkoła dawała możliwość praktyk w dobrych hotelach, co wtedy wydawało mi się szczytem marzeń”.
Publiczność zaczęła zwracać uwagę na jego naturalność i autentyczność. Nie był aktorem, który próbował błyszczeć za wszelką cenę. Widzowie wierzyli w granych przez niego bohaterów, bo sam sprawiał wrażenie człowieka prawdziwego.
Ogromną popularność przyniosły mu role w serialach i filmach, a później także występ w produkcji „Wataha”, która otworzyła przed nim nowe możliwości zawodowe.
W tym czasie stał się jednym z najbardziej cenionych aktorów średniego pokolenia. Sukces nie zmienił jednak jego podejścia do życia.
Równie ważne jak kariera okazało się dla niego życie rodzinne. Od lat związany jest z aktorką Iloną Wrońską. Ich historia należy do tych rzadszych w świecie show-biznesu, bo opiera się na stabilności i wzajemnym wsparciu.
Razem wychowują dzieci i starają się chronić swoją prywatność przed nadmiernym zainteresowaniem mediów. Sam Lichota wielokrotnie podkreślał, że rodzina jest dla niego największą wartością.
Być może właśnie doświadczenie straty sprawiło, że jeszcze bardziej docenia bliskość najbliższych. Ludzie, którzy przechodzą przez podobne wydarzenia, często uczą się dostrzegać znaczenie zwykłych chwil.
W przypadku aktora można odnieść wrażenie, że właśnie tak się stało. Nie goni za skandalami ani medialnym rozgłosem. Znacznie ważniejsze są dla niego relacje i codzienność.
Dziś Leszek Lichota jest aktorem spełnionym zawodowo, ale jego historia pokazuje, że za sukcesem często kryją się doświadczenia, których nie widać na czerwonym dywanie.
Śmierć ojca była jednym z najtrudniejszych momentów jego życia. Nie zniknęła z pamięci, nie została zapomniana. Stała się częścią człowieka, którym jest dzisiaj.
Patrząc na jego drogę, trudno nie odnieść wrażenia, że największą rolą, jaką przyszło mu zagrać, było nie to, co wydarzyło się przed kamerą.
Było nią odnalezienie siły po stracie i zbudowanie własnego życia na nowo. A to wymaga znacznie większej odwagi niż jakakolwiek filmowa scena.





