Zapewne wiele młodych rodzin stanęło przed pytaniem, jak zwracać się do rodziców partnera po ślubie. Zdarza się, że moja teściowa mówi do swojej synowej „córko”, a ona do niej „mamo”.
Niektórzy uważają, że to zupełnie normalne, ale ja uważam, że to przesada. W końcu moja własna matka jest sama, więc po prostu nie mam serca mówić tak do praktycznie obcej osoby.
Mówię to, ponieważ sama znalazłam się w nieprzyjemnej sytuacji i nie wiem, co robić. Mam nadzieję, że ktoś pomoże mi radą.
Mam teraz 25 lat. Jestem żoną mojego męża od zaledwie 6 miesięcy. Sama uroczystość była cudowna i byłam wniebowzięta. Wydawało mi się, że znalazłam wspólny język z krewnymi mojego wybranka.
Moi teściowie to prości i mili ludzie. Oboje są na emeryturze, więc mieszkają na wsi, gdzie zajmują się domem. Zadbali o to, aby ich syn miał własne mieszkanie, porządne wykształcenie i przyzwoitą pracę.
Zanim się pobraliśmy, mieszkaliśmy u nich przez jakiś czas, ale zazwyczaj podróżowaliśmy tam i z powrotem. Przez cały ten czas zwracałem się do teściów tak, jak uczono mnie od szkoły: po imieniu i patronimicznie. Na początku wszystkim to odpowiadało, ale podczas naszego ślubu teściowa podeszła do mnie i powiedziała: „Anno, jesteśmy teraz rodziną, więc mów do mnie 'mamo’, a ja będę mówiła do ciebie 'córko'”.
W tamtym czasie nie wzięłam tych słów na poważnie, a jedynie uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Jednak w głębi duszy wiedziałam, że nie mogę do nikogo mówić „mamo”, ponieważ mam tylko jedną matkę.
Zaraz po ślubie mieliśmy z mężem mnóstwo rzeczy do zrobienia, więc prawie nie rozmawialiśmy z rodzicami. Jednak kilka miesięcy później nasze mieszkanie było remontowane, więc zdecydowaliśmy się zamieszkać na jakiś czas w domu rodzinnym mojego męża. Było tam wystarczająco dużo miejsca i nikt nie miał nic przeciwko.
Wieczorem, przy stole, teściowa zaczęła zadawać mi pytania, mówiąc: „Córeczko, kiedy możemy spodziewać się wnuków?”. Temat rozmowy wcale mnie nie zirytował, bo byłam przygotowana na takie pytania. Jednak zupełnie nie rozumiem tej gry matki z córką.
W odpowiedzi powiedziałam, że czas pokaże i zwróciłam się do kobiety po imieniu i patronimice. Westchnęła głęboko i odczytała morał tej historii, że postrzega żonę własnego syna jako swoją córkę. Nie skomentowałem tego i próbowałem zakończyć rozmowę.
Następnego dnia postanowiłem zamówić pizzę. Kurier miał przyjechać za trzydzieści minut, więc miałem czas wziąć prysznic. Jednak kiedy wyszłam, nikogo tam nie było. Poszłam do teściowej, a ona powiedziała, że ktoś już przyjechał. Zapytałam ją, dlaczego nie przyjęli mojego zamówienia. W odpowiedzi kobieta powiedziała, że w jej domu mieszka tylko jej ukochany mąż i dzieci. Nie chciałaby zadowolić nikogo innego. Jeśli nie chcę być jej córką, to muszę jeść to, co mi dają.
Byłam zaskoczona reakcją teściowej. Powiedziałam o tym mężowi dopiero po powrocie do mieszkania. On też nie wiedział, jak to skomentować.
Niedługo wybieramy się na imprezę rocznicową jego mamy. Oczywiście nie mam nic przeciwko wydaniu pieniędzy na prezent, ale czy powinnam przymknąć oko na tę sytuację? Może powinnam zrobić trochę zamieszania? W końcu dla mnie mama zawsze będzie sama.
„Kilka tygodni po rozwodzie znalazłam swoją pierwszą miłość. Teraz moje dziecko ma nowego ojca”
