Już od progu Anna zdjęła trampki i wbiegła do pokoju, aby opowiedzieć nam o swoim szczęściu. Dostała dobre oceny w szkole.
Dziewczynka zobaczyła jednak w pokoju babcię ze smutną miną, siedzącą na krześle, zalaną łzami, i przytulającą ją sąsiadkę Marię.
Wnuczka zapytała staruszkę, co się stało, czy coś się stało jej matce. Babcia odpowiedziała twierdząco. Matka Anny długo chorowała, przechodziła rehabilitację i operacje, nikt nie tracił nadziei, że wszystko będzie dobrze, ale choroba zebrała swoje żniwo.
Po tej tragedii zmarła również jej babcia — nie mogła znieść takiego smutku. Młoda dziewczyna wzięła na siebie wszystkie obowiązki — sprzątała, gotowała, opiekowała się babcią — i nie miała czasu na lekcje.
Nie było jednak innego wyjścia, nie byli zżyci z krewnymi, nie mieli też pieniędzy na opiekunkę. Anna nie znała swojego ojca od dzieciństwa, a matka nigdy nic jej o nim nie mówiła.
Tego dnia Anna nie radziła sobie dobrze w szkole, jej serce nie było we właściwym miejscu, a wszystkie jej myśli dotyczyły chorej babci, wydawało się, że jeśli nie będzie z nią, coś może się stać starszej kobiecie.
Czuła się zaniepokojona i musiała opuścić ostatnią lekcję, ponieważ źle się czuła. Była w drodze do domu, kiedy zobaczyła karetkę i swoją ciotkę Marię w drzwiach.
„Babcia została zabrana do szpitala, ale nie martw się, zostaniesz ze mną, znajdziemy miejsce. Zobaczysz, szybko dojdzie do siebie”.
Ciotka Maria wychowywała trzech synów i miała kota, więc Anna znalazła się w dużej rodzinie. Było jej tam dobrze — mogła bawić się z chłopcami i spać z kotem. W międzyczasie Maria zbierała dokumenty do adopcji dziewczynki, ale odmówiono jej, ponieważ rodzina była niepełna, wielodzietna i miała niskie dochody. W ciągu miesiąca zmarła jej babcia.
Ciotka Maria powiedziała jej, że chcą zabrać dziewczynkę do sierocińca, ale ona nie chciała. Maria długo zastanawiała się, co zrobić i przypomniała sobie o swojej młodszej kuzynce Marcie, która mieszkała w innym mieście, pracowała w administracji, ale ona i jej mąż nie mieli dzieci i nie mogli ich mieć ze względu na jej stan zdrowia.
Następnego dnia Maria zadzwoniła do siostry, opowiedziała jej historię Anny i zaproponowała adopcję. Kobieta nawet się nie wahała, przyjechała na spotkanie i rozpoczęła papierkową robotę.
Anna nie chciała wyprowadzać się od ciotki Marii, ale nie miała wyboru. Dziewczynka martwiła się, bo kiedy poprzednim razem zabrano ją do nowego domu, wydawało się, że to prawdziwy chór. Później cioci Marcie i wujkowi Michałowi udało się znaleźć sposób na zbliżenie się do dziewczynki, byli bardzo opiekuńczy i nawet kupili jej małego kotka.
Kilka miesięcy później Martę odwiedził Andrzej, który był ojcem Anny. Zaprosił dziewczynę do siebie, bo miał gdzie mieszkać.
Anna przytuliła Martę i Michała i powiedziała mu, że ma już rodziców. Potem zapytała go, gdzie jest. Moja mama była ciężko chora, a ty nawet nie zapytałeś, jak sobie radzą, czy ma coś do jedzenia.
Andrzej nie mógł nic powiedzieć na swoje usprawiedliwienie, zrozumiał swoją winę i po prostu odszedł. Przez te wszystkie lata naprawdę nie zależało mu na córce, ale kiedy został zupełnie sam, chciał poczuć się komuś potrzebny… Zrozumiał, jaki błąd popełnił przez swoją głupotę, a teraz mógł tylko marzyć, że córka mu wybaczy, przyjdzie do niego, przytuli i powie: „Tatusiu”.
