Izabela Kuna znów w centrum uwagi. Aktorka opowiedziała o faktach ze swojego życia, o których niewiele wiemy

Izabela Kuna przez lata była jedną z tych aktorek, które pojawiały się na ekranie, ale na prawdziwe uznanie musiały długo czekać.

Dziś trudno uwierzyć, że kobieta kojarzona z takimi produkcjami jak „Lejdis”, „Klara”, „Teściowie”, „Gry rodzinne” czy „Barwy szczęścia” jeszcze trzy dekady temu dorabiała, pracując poza Polską, a wcześniej występowała w telewizji jako… pogodynka.

Jej historia nie zaczęła się od czerwonych dywanów. Raczej od małych ról, niepewności i zwyczajnego życia, w którym na marzenia trzeba było po prostu zapracować.

Kuna urodziła się 25 listopada 1970 roku w Tomaszowie Mazowieckim. Już jako młoda dziewczyna wiedziała, że chce związać swoje życie ze sceną.

W 1993 roku ukończyła Wydział Aktorski łódzkiej szkoły filmowej i rozpoczęła zawodową drogę, która z czasem zaprowadziła ją zarówno do teatru, jak i kina oraz telewizji.

Początki nie były jednak takie, jak można byłoby sobie wyobrażać po biografii jednej z najbardziej charakterystycznych polskich aktorek.

Po studiach pojawiały się kolejne propozycje, ale przez długi czas były to przede wszystkim niewielkie role.

Kuna pracowała w teatrze, pojawiała się w serialach i filmach, jednak nazwisko nie trafiało jeszcze na pierwsze strony gazet.

W 1996 roku można ją było zobaczyć w Polsacie w roli prezenterki pogody. Sama po latach wspominała ten epizod z dużym dystansem.

Nie była specjalistką od meteorologii, ale miała coś, czego telewizja potrzebowała — swobodę przed kamerą i aktorskie doświadczenie.
Do dziś potrafi opowiadać o tamtych występach z humorem.

Telewizyjna pogodynka była jednak tylko jednym z rozdziałów. Kuna musiała w pewnym momencie szukać dodatkowych źródeł dochodu także poza krajem.

Wyjeżdżała do Norwegii, gdzie podejmowała się zajęć, które z aktorstwem nie miały wiele wspólnego. Malowała domy, sprzątała i zajmowała się dziećmi. Jak sama wspominała po latach, podobną pracę wykonywała już podczas studiów.

To właśnie ten fragment jej życia pokazuje, jak daleka była jej droga od dzisiejszego statusu.

Nie ukrywała, że czasami czuła niesprawiedliwość, bo po ukończeniu szkoły filmowej nie otrzymywała od razu ról, o których marzyła.

Jednocześnie nie uważała tych doświadczeń za zmarnowany czas. Przeciwnie — mówiła, że ciężka praca nauczyła ją przede wszystkim samodzielności.

Przełom przyszedł dopiero po latach. W 2008 roku Kuna pojawiła się w „Lejdis” i właśnie wtedy szersza publiczność zaczęła dostrzegać w niej aktorkę, której nie da się łatwo pomylić z żadną inną.

Niedługo później zagrała także w „Idealnym facecie dla mojej dziewczyny”. Wcześniej miała już na koncie występy między innymi w „Klanie” oraz „Barwach szczęścia”, ale to właśnie kolejne role filmowe sprawiły, że jej kariera nabrała tempa.

Kuna nie ograniczyła się jednak do telewizji. Jej dorobek obejmuje kino, teatr, pracę literacką i działalność dydaktyczną.

W 2004 roku otrzymała Grand Prix Festiwalu „Dwa Teatry” w Sopocie za rolę w przedstawieniu „Łucja i jej dzieci”. Jest również autorką książek o Klarze, a bohaterka ta z czasem trafiła także na ekran.

„Pojawiałam się w filmach krótkometrażowych, offowych, wyjeżdżałam do Norwegii malować domy, sprzątać, zajmować się dziećmi, co zresztą zaczęłam robić już w czasie studiów” – wymieniała.

Prywatnie aktorka związana jest z Markiem Modzelewskim. Ich życie nie należy do tych, które Kuna regularnie wystawia na pokaz.

Para wychowuje córkę, a sama aktorka przez lata konsekwentnie oddzielała pracę od tego, co dzieje się za drzwiami jej domu. To również jedna z cech, które odróżniają ją od wielu osób funkcjonujących dziś w świecie show-biznesu.

Dziś Izabela Kuna jest w zupełnie innym miejscu niż wtedy, gdy zakładała krótką sukienkę i przed kamerą przedstawiała prognozę pogody.

Ma za sobą dziesiątki ról, sukcesy teatralne, książki i kolejne projekty. W 2026 roku zdecydowała się na następne wyzwanie — udział w 19. edycji „Tańca z gwiazdami”, gdzie jej partnerem został Michał Bartkiewicz.

I chyba właśnie dlatego jej historia jest ciekawsza niż opowieść o aktorce, która od początku miała wszystko. Kuna nie dostała popularności w prezencie.

Zanim zaczęto ją zapraszać do największych produkcji, musiała wykonywać zwyczajne prace, wyjeżdżać za granicę i czekać na moment, w którym ktoś wreszcie zobaczy w niej nie tylko kolejną twarz z drugiego planu.

Dzisiaj, kiedy widzowie znają ją z dużych ekranów i popularnych seriali, łatwo zapomnieć, że za tym sukcesem kryje się wiele lat pracy, podczas których kariera ani przez chwilę nie była oczywista.

Być może właśnie dlatego Kuna tak spokojnie mówi o swojej przeszłości. Nie próbuje jej wybielać ani udawać, że wszystko od początku wyglądało jak filmowa historia.

Były małe role, dodatkowe zajęcia, wyjazdy do Norwegii i lata oczekiwania. A potem przyszedł moment, kiedy jej nazwisko zaczęło znaczyć coraz więcej.

Iza Kuna udowodniła przy tym coś znacznie ciekawszego niż sam fakt, że można zostać popularną aktorką po latach.

Pokazała, że czasem najważniejsze rozdziały kariery zaczynają się właśnie wtedy, gdy człowiek ma już za sobą te mniej efektowne.

Bo zanim pojawiły się światła kamer, były zwykłe prace, walizka spakowana do Norwegii i świadomość, że na swoją szansę trzeba jeszcze poczekać.

Słowa ks. Wachowiaka skierowane do Polaków wywołały prawdziwą burzę. Duchowny nagrał film dla swoich wiernych

Joanna Koroniewska i Maciej Dowbor mieli „sprzeczkę”. Po chwili prezenter telewizyjny pakował swoje rzeczy

Joanna Koroniewska i Maciej Dowbor mieli „sprzeczkę”. Po chwili prezenter telewizyjny pakował swoje rzeczy