Krzysztof Cugowski przez ponad pół wieku był jednym z głosów, które trudno pomylić z jakimkolwiek innym.
Jego nazwisko na stałe związało się z Budką Suflera, a charakterystyczny, mocny wokal stał się częścią historii polskiej muzyki.
Nic więc dziwnego, że kiedy Jacek Kawalec zdecydował się odejść z zespołu, słowa Cugowskiego natychmiast zwróciły uwagę.
Były wokalista Budki Suflera nie próbował owijać sprawy w bawełnę. Jego komentarz pokazał, że za scenicznym obrazem zespołu od dawna kryją się również różnice zdań i zupełnie inne spojrzenie na muzykę.
Historia Cugowskiego i Budki Suflera zaczęła się jeszcze w latach 60. W 1969 r. powstał zespół, który w kolejnych dekadach stał się jedną z najważniejszych formacji polskiego rocka.
Cugowski był jego głosem niemal od początku. Wspólnie z Romualdem Lipką stworzył duet, który przez lata wyznaczał brzmienie polskiej sceny.
Nie była to jednak historia pozbawiona zakrętów. Cugowski kilkakrotnie odchodził z Budki Suflera i wracał do zespołu. Muzycy przechodzili przez zmiany składu, konflikty i okresy zawieszenia działalności.
Mimo tego przez dziesięciolecia potrafili przyciągać publiczność, a takie utwory jak „Jest taki samotny dom”, „Cień wielkiej góry” czy „Takie tango” na stałe weszły do polskiej kultury muzycznej.
Cugowski nigdy nie udawał jednak, że zespół jest miejscem, w którym wszyscy zawsze myślą tak samo. Jego charakter i bardzo konkretne podejście do muzyki wielokrotnie były widoczne w wywiadach.
Dla niego Budka Suflera była przede wszystkim zespołem rockowym, a nie projektem, który można dowolnie zmieniać zależnie od aktualnych oczekiwań publiczności.
Dlatego odejście Jacka Kawalca wywołało pytania o to, co właściwie dzieje się wewnątrz formacji. Kawalec dołączył do Budki Suflera w okresie, kiedy zespół po raz kolejny próbował odnaleźć swoje miejsce na rynku.
Aktor znany przede wszystkim z ról telewizyjnych i teatralnych nie był klasycznym wyborem na frontmana rockowej grupy.
Jego pojawienie się w składzie od początku wzbudzało zainteresowanie, ale również komentarze ze strony osób pamiętających czasy, kiedy twarzą Budki był Cugowski.
Sam Cugowski nie ukrywał, że widzi tę sytuację inaczej niż część fanów. W jego ocenie nie można po prostu zastąpić wieloletniej historii zespołu inną konfiguracją i oczekiwać, że wszystko będzie funkcjonowało tak samo.
Kiedy więc Kawalec zdecydował się odejść, Cugowski odniósł się do sprawy bez większych emocjonalnych deklaracji. Z jego słów wynikało przede wszystkim, że nie był zaskoczony takim rozwojem wydarzeń.
Dla Cugowskiego Budka Suflera jest bowiem czymś, co powstało w zupełnie innych czasach. To nie tylko nazwa zespołu, lecz również lata wspólnej pracy, setki koncertów, nagrania, podróże i relacje między muzykami.
Po takim doświadczeniu trudno patrzeć na kolejne zmiany w składzie wyłącznie jak na zwykłe roszady personalne.
Sam Cugowski już dawno poszedł własną drogą. Po zakończeniu działalności Budki Suflera w 2014 r. rozpoczął kolejny etap kariery solowej.
Kiedy zespół powrócił na scenę kilka lat później, zrobił to już bez niego i bez zmarłego w 2020 r. Romualda Lipki. Dla wielu fanów była to zupełnie inna Budka.
Cugowski konsekwentnie podkreślał, że nie zamierza wracać do dawnej formuły. Nie próbował też udawać, że można cofnąć czas. W jego przypadku muzyka po odejściu z zespołu stała się bardziej osobistą przestrzenią.
Prywatnie również stworzył silne rodzinne muzyczne zaplecze. Jego synowie, Piotr i Wojciech Cugowscy, również zostali muzykami.
Szczególnie Wojciech przez lata występował z ojcem, a rodzinne koncerty pokazywały, że zamiłowanie do muzyki w rodzinie Cugowskich nie skończyło się na jednym pokoleniu.
Sam Krzysztof pozostaje jednak postacią, której nie da się sprowadzić wyłącznie do rodzinnego nazwiska czy jednej grupy. Jego kariera obejmuje dziesięciolecia, a jego głos stał się jednym z najbardziej charakterystycznych w historii polskiego rocka.
Dziś Cugowski patrzy na wydarzenia wokół Budki Suflera już z innej perspektywy. Nie jest członkiem zespołu, nie odpowiada za jego decyzje i nie próbuje kierować jego przyszłością. Może natomiast mówić o tym, co sam przeżył.
Nic mnie to nie obchodzi. To jest ich sprawa. Ja się nie wypowiadam. Nie mam z tym nic wspólnego od lat i nie mam zamiaru mieć — stwierdził.
I właśnie dlatego jego komentarz dotyczący odejścia Jacka Kawalca zabrzmiał tak mocno. Za kilkoma zdaniami stoi człowiek, który spędził z Budką Suflera większą część swojego życia. Człowiek, który zna smak sukcesu, ale również cenę wieloletniej współpracy.
Dla jednych odejście kolejnego muzyka to tylko następna zmiana w składzie. Dla Cugowskiego to fragment historii zespołu, który przez dziesięciolecia był częścią jego własnego życia.
A tej historii nie da się już napisać od początku. Można jedynie dopisywać do niej kolejne rozdziały.
Ujawniono przyczynę odejścia Jana Frycza. Teraz wiadomo, jak spędził ostatnie dni słynny aktor





