Irena Santor należy do grona artystek, których głos przez dekady był obecny w polskich domach.
Jej kariera zaczęła się jeszcze w czasach, gdy polska scena muzyczna wyglądała zupełnie inaczej niż dziś.
Przez kolejne dziesięciolecia występowała na estradach w kraju i za granicą, nagrywała płyty, pojawiała się w telewizji i budowała pozycję jednej z najważniejszych polskich wokalistek.
Dziś, po około siedmiu dekadach związku ze sceną, otwarcie mówi także o finansowej stronie emerytury.
Santor nigdy nie była artystką jednego sezonu. Jej nazwisko przetrwało kolejne muzyczne mody, zmiany pokoleniowe i polityczne.
Zaczynała jeszcze jako młoda dziewczyna, a jednym z najważniejszych etapów jej wczesnej kariery była współpraca z zespołem Mazowsze. Później rozpoczęła karierę solową, która przyniosła jej ogromną popularność.
Przez lata śpiewała piosenki, które dla kolejnych pokoleń stały się częścią polskiej kultury.
Jej charakterystyczny głos i elegancki sposób bycia sprawiły, że szybko zaczęła być postrzegana nie tylko jako wokalistka, ale jako prawdziwa osobowość sceniczna.
Za sukcesem nie stały jednak wyłącznie brawa. Przez dziesięciolecia Santor musiała regularnie pracować, podróżować, występować i dbać o głos.
Scena była jej miejscem pracy przez większą część życia. Nic więc dziwnego, że kwestia emerytury nabiera w jej przypadku szczególnego znaczenia.
Artystka przepracowała na scenie około 70 lat. To właśnie dlatego wysokość jej świadczenia może zaskakiwać osoby, które patrzą na jej dorobek i długość kariery.
Santor nie zdecydowała się ukrywać tej informacji i w rozmowie z mediami powiedziała, ile pieniędzy otrzymuje co miesiąc.
Jej emerytura ma wynosić około 2,5 tys. zł miesięcznie. Kwota może wydawać się niewielka, szczególnie jeśli zestawi się ją z siedmioma dekadami obecności na scenie.
Sama wokalistka podchodzi jednak do swojej sytuacji bez wielkich słów i dramatycznych deklaracji.
Historia Santor pokazuje przy tym coś, o czym w świecie artystów często mówi się niewiele. Długa i pełna sukcesów kariera nie zawsze przekłada się na wysokie świadczenie emerytalne.
System emerytalny opiera się bowiem przede wszystkim na odprowadzanych składkach, a nie na liczbie występów czy popularności.
Dla Santor emerytura jest więc tylko jednym z elementów codziennego życia. Przez lata zdążyła zgromadzić dorobek, którego nie da się przeliczyć na jedną miesięczną kwotę.
Pani Irena nie ma wysokiej emerytury. Na rękę 2600 zł, nie licząc 13-ki i 14- ki. Ale nie narzeka. Przez lata dużo pracowała. Nawet, będąc już na emeryturze, wciąż koncertowała. Miała stałe stawki – 10 tysięcy za koncert. A potrafiła ich zagrać kilkanaście w miesiącu. Wszystko, co zarobiła, odkładała. Teraz zdrowie już jej tak nie dopisuje – zdradza.
Nagrania, koncerty, nagrody i przede wszystkim pamięć publiczności pozostają częścią jej historii niezależnie od wysokości świadczenia.
Ale pani Irena ma te pieniądze i nie musi pracować ponad siły. Nigdy nie wydawała na drogie kreacje, zabiegi kosmetyczne czy biżuterię. Nie jeździła do Spa. Oszczędzała i teraz ma z czego godnie żyć. Mimo niewielkiej emerytury w stosunku do dzisiejszych cen.
W życiu prywatnym artystka zawsze była znacznie bardziej powściągliwa niż na scenie. Jej małżeństwo z aktorem Zbigniewem Korpolewskim przez lata było częścią jej biografii, choć Santor nie należała do osób, które chętnie wystawiają prywatność na widok publiczny.
Korpolewski zmarł w 2018 roku. Po jego śmierci piosenkarka wielokrotnie wspominała wspólne lata i znaczenie, jakie miał dla niej ich związek.
Santor musiała też zmierzyć się z trudnymi momentami zdrowotnymi. W przeszłości przeszła operację usunięcia guza piersi.
O chorobie mówiła publicznie, pokazując, że nawet w najbardziej prywatnych momentach swojego życia nie straciła charakterystycznego dla siebie spokoju.
Dziś Irena Santor należy do artystek, które nie muszą już niczego nikomu udowadniać. Jej nazwisko jest częścią historii polskiej muzyki rozrywkowej.
A jednak informacja o emeryturze przypomniała, że za wielkimi karierami stoją zwyczajne, bardzo ludzkie kwestie.
70 lat na scenie i około 2,5 tys. zł miesięcznie – te dwie liczby brzmią obok siebie niemal niewiarygodnie. Pierwsza mówi o niezwykłej długości kariery. Druga pokazuje, że sława i wysokość emerytury to dwie zupełnie różne rzeczy.
Irena Santor pozostaje jednak przede wszystkim artystką, której życia nie da się podsumować jednym przelewem z ZUS-u.
Jej największym dorobkiem są piosenki, które przetrwały zmieniające się czasy, oraz głos rozpoznawalny po kilku pierwszych dźwiękach.
Po siedmiu dekadach na scenie właśnie to wydaje się mieć dla niej największą wartość.




