Stanisława Celińska nie jest już wśród nas. W środowisku aktorskim ceniono ją za talent oraz chęć do życia i twórczości

Polska kultura straciła jedną z najcieplejszych i najbardziej szczerych artystek swojego pokolenia.

Stanisława Celińska przez dziesięciolecia pozostawała symbolem wielkiego talentu, wewnętrznej siły i kobiecej wrażliwości.

Potrafiła jednocześnie być silna i niezwykle delikatna — właśnie dlatego widzowie wierzyli jej w każdej roli.

Jej głosu nie dało się pomylić z żadnym innym. Tak samo było z jej obecnością na scenie. Celińska nie należała do aktorek, które grają „pod efekt”. Przeżywała każdą emocję, a publiczność wyczuwała to nawet w najmniejszych detalach.

Stanisława Celińska urodziła się w 1947 roku w Warszawa. Jej dzieciństwo nie było łatwe — rodzina przeżywała trudne powojenne lata, a przyszła aktorka już od najmłodszych lat nauczyła się patrzeć na życie bez złudzeń.

To właśnie ta wewnętrzna wrażliwość stała się później jej największą siłą jako artystki.

Po ukończeniu akademii teatralnej szybko zwróciła uwagę reżyserów. Młoda aktorka nie musiała krzyczeć ani grać przesadnie wyraziście — miała w sobie naturalność, którą kamera wręcz pokochała.

Wielkim przełomem okazał się film Krajobraz po bitwie w reżyserii Andrzej Wajda. Właśnie wtedy zaczęto mówić o Celińskiej jako o jednej z najzdolniejszych aktorek swojego pokolenia.

Później był teatr, dziesiątki ról filmowych i serialowych oraz lata pracy, które uczyniły ją częścią historii polskiej kultury.

Widzowie pamiętali ją nie tylko z dramatycznych kreacji. W Stanisławie było coś niezwykle ludzkiego — potrafiła zagrać zmęczenie, samotność czy ból tak, jakby opowiadała o własnym życiu.

I częściowo tak właśnie było. Bo poza sceną jej los daleki był od historii bez skazy. Nie raz otwarcie mówiła o swojej walce z uzależnieniem od alkoholu.

W polskim show-biznesie niewielu artystów miało odwagę tak szczerze opowiadać o własnych słabościach.

Przeżyła bardzo trudny okres, kiedy jej kariera zaczęła się rozpadać, a życie prywatne traciło stabilność. Jej małżeństwo z Andrzej Mrowiec zakończyło się, a sama Celińska przez długi czas czuła się zagubiona.

Właśnie wtedy rozpoczął się w jej życiu drugi, zupełnie nieoczekiwany etap.

Kiedy wielu postrzegało ją już wyłącznie jako legendę dawnego polskiego kina, Stanisława wróciła — tym razem również jako wokalistka.

Jej album Atramentowa oraz kolejne projekty muzyczne okazały się ogromnym sukcesem. Ludzie przychodzili na koncerty nie tylko dla muzyki.

Chcieli słuchać kobiety, która bardzo wiele przeżyła i nauczyła się mówić o życiu bez patosu.

Jej piosenki były spokojne, ciepłe i niezwykle osobiste. Dla wielu słuchaczy stawały się niemal terapią. Było w nich wszystko — smutek, nadzieja, samotność, wiara i pogodzenie się z upływem czasu.

Mimo problemów zdrowotnych Stanisława Celińska do końca pozostawała aktywna. Nawet gdy z powodu silnego bólu pleców musiała odwoływać występy, wciąż próbowała wracać na scenę. Znajomi artystki mówili, że twórczość dosłownie trzymała ją przy życiu.

Szczególnie poruszające było to, że z biegiem lat stawała się jeszcze bliższa ludziom. W jej późniejszych wywiadach nie było już pozornej „gwiazdorskości”.

Przeciwnie — pojawiło się dużo spokoju i mądrości człowieka, który przeszedł przez straty, lęki i wewnętrzną walkę.

Koledzy ze sceny zawsze podkreślali jej dobroć i ciepło. W środowisku aktorskim szanowano ją nie tylko za talent, ale także za to, jakim była człowiekiem poza kamerą. Bez skandali, bez wyższości i bez potrzeby robienia wokół siebie hałasu.

Wiadomość o śmierci Stanisławy Celińskiej stała się ogromnym ciosem dla polskiej kultury. Trudno znaleźć inną artystkę, która w tak naturalny sposób łączyłaby siłę i kruchość.

„Z wielką rozpaczą muszę Państwa poinformować, że dziś po południu odeszła nasza Stasia. Mam wielką nadzieję, że spotkała się już z Bogiem, którego tak bardzo kochała. Stasia była wspaniałym człowiekiem, najlepszym jakiego znałam…” – przekazała za pośrednictwem Facebooka.

Pozostawiła po sobie nie tylko role i piosenki, ale także bardzo ludzką historię — o upadkach, powrotach i umiejętności zachowania światła nawet w najciemniejszych momentach życia.

Jan Pietrzak jest znanym satyrykiem. W życiu prywatnym miał za sobą dwa nieudane małżeństwa i dopiero z trzecią żoną zaznał prawdziwej miłości

Jan Englert i Barbara Sołtysik podjęli przed rozwodem decyzję, o której nikt nie wiedział. Teraz on opowiada o tym bez emocji

Ania Rusowicz niemal od razu straciła mamę i tatę. Pomimo popularności piosenkarka nigdy nie zaznała matczynego ciepła ani ojcowskiej troski