Nie mogę już znieść ciągłego gadania mojego męża. Mój Paweł niczym się nie przejmuje, ale chce rozmawiać.
Kiedyś było na odwrót. Mój mąż pracował na odpowiedzialnym stanowisku, które wymagało ciągłej komunikacji z ludźmi. Wracał późno do domu, był strasznie zmęczony i prawie cały czas w domu milczał.
Kiedy wychodziliśmy w weekendy w odwiedziny lub na spacer, Paweł znów stawał się towarzyską osobą. Dwa dni w tygodniu mogłam znosić niekończący się potok słów.
Sześć miesięcy temu Paweł zmienił pracę i teraz musi siedzieć w biurze z milczącymi ludźmi. Nie raz mi się nawet na to skarżył.
Oczywiście współczułam mu, ale nie z głębi serca. Co więcej, mężczyzna zaczął kierować swój strumień słów w moją stronę.

Sytuację komplikuje fakt, że jestem nauczycielką w liceum. Mój język jest tak zmęczony w ciągu dnia, że mój mózg się gotuje – chcę tylko wrócić do domu i milczeć. Pracuję z nastolatkami, którzy nie podlegają niczyim rozkazom. To wyczerpuje moje siły.
Paweł zdaje się zapominać, że pracuję w szkole. Po kolacji siada bliżej mnie i mówi dalej. Obraża się też, gdy odpowiadam prostym „tak” lub „aha”.
Oczywiście nie zawsze ograniczam się do krótkich zdań. Staram się znaleźć czas na rozmowę z Pawłem. Ale i tak denerwuje go, że siedzę przy komputerze do 22:00, sprawdzając zeszyty i przygotowując się do zajęć.
A jego rozmowy nie mają żadnego znaczenia! To zupełnie pusta paplanina: historie z dzieciństwa, które słyszę po raz setny, głupie żarty z mediów społecznościowych, jakieś dowcipy, które zawsze są na czasie, plotki zasłyszane od nieznajomych.
Opowiada je sam i śmieje się z własnych słów. Czasami nawet nie rozumiem, co chce mi powiedzieć. Przeskakuje z tematu na temat. Kilka razy w ciągu wieczoru proszę go o godzinę ciszy.
A on odpowiada, że zawsze to olewam. Nudzi mu się, przez cały dzień nie ma nikomu nic do powiedzenia w pracy, a ja w domu jestem
tylko wścibska. Mówi, że niedługo oszaleje bez normalnego kontaktu z ludźmi.
Jego ostatni wybryk doprowadził mnie do szału. Kończyłam właśnie pisać ostatnią stronę planu lekcji, kiedy podszedł i odłączył komputer. Ekran zgasł, a ja nie zdążyłam zapisać danych. Otworzyłam usta jak ryba w niemym zdziwieniu i złości.
Paweł powiedział, że minęła godzina, siadając obok mnie na kanapie. Zapytałam go, dlaczego to zrobił, pogrzebał całą godzinę mojej pracy swoim żartem! Nie miałam czasu na zapisanie danych!
Paweł tylko odrzucił moje skargi i poprosił, żebym nie wpadała w złość z powodu jakiegoś nonsensu. Dla mnie nonsensem jest jego paplanina, chodzenie jak szczeniak i błaganie o komunikację! On nie rozumie normalnych próśb!
Każde słowo wzmacniałam mocnym uderzeniem w oparcie kanapy. Paweł przezornie odsunął się dalej, żeby też nie oberwać. Aby nie zostać przedwcześnie wdową, odetchnęłam kilka razy i poszłam pod prysznic. Musiałam się uspokoić i wziąć w garść.
Nie rozmawiałam z Pawłem od tygodnia. Z powodu jego działań musiałam przywrócić pliki i nie spać do północy. On nie widzi nic szczególnego w swoim zachowaniu i nadal zachowuje się jak obrażona księżniczka, narzekając, że jest ignorowany we własnym domu.