Ogólnie rzecz biorąc, Michał jest bardzo spokojną osobą. Rozgniewanie tego człowieka jest prawie niemożliwe.
Ogólnie rzecz biorąc, jest jedną z tych osób, które potrzebują dużo czasu, aby to zrozumieć.
Oznacza to, że jeśli ktoś żartuje z Michała, naśmiewa się z niego lub przechodzi nad niektórymi jego cechami, nie ma reakcji!
Ponieważ mój ukochany jest albo w chmurach, co często mu się zdarza, albo myśli o czymś własnym.
Ale jeśli dotrze to do Michała, jeśli dotknie jego niedźwiedziej natury, nie można spodziewać się niczego dobrego. Lubi warczeć podczas kłótni. Mówiłam wam: niedźwiedź.

Sam nie lubi być taki. Szybko odchodzi, zawsze wybacza winowajcom i jest gotów zdjąć prawie ostatnią koszulę w ramach przeprosin.
Pół roku temu zaczęliśmy z mężem remont. Jak to się mówi, łatwiej przetrwać trzy przeprowadzki niż jeden remont.
Michał i ja zaczęliśmy się kłócić o różne rzeczy. Nie podobała mu się tapeta, którą wybrałam, albo wściekał się na kolor płytek.
Ostatnio pokłóciliśmy się tak, że rozpętało się piekło. Michał wpędził mnie w kłopoty, a i ja nie pozostałam dłużna.
Wyraziliśmy sobie swoje zdanie, poszliśmy do różnych pokoi i każdy trzasnął swoimi drzwiami. Usłyszałam trzask drzwi wejściowych. Cóż, pomyślałam, mój mąż poszedł szukać przygód.
Wrócił jednak po czterdziestu minutach i poszedł prosto do kuchni. Godzinę później zapukał do mojej sypialni, żeby przeprosić. Przyniósł mi pyszny obiad.
Kiedy skończyłam drugą porcję kurczaka, pomyślałam, że mam szczęście, że mam męża. Mimo że czasem warczy, jest świetnym kucharzem!
Potem żyliśmy cicho i spokojnie, aż przyszedł czas na wybór tapety do kuchni. Poszliśmy do jednego sklepu, drugiego i trzeciego.
Mojemu mężowi nic się nie podobało. Nie mogłam tego dłużej znieść i wyśmiałam zarówno jego gust, jak i umiejętność wyboru. Znowu się pokłóciliśmy, obraziłam się i zamknęłam w sypialni. A mój mąż znowu wyszedł z domu.
Myślałam, że znowu pobiegnie do garażu poskarżyć się mężczyznom na swoją złą żonę. Ale mój mąż wrócił i po chwili znów przyszedł do mnie z tacą.
Podniósł pokrywę, a tam były moje ulubione kotlety, świeżo zrobione! Nawet nie wiedziałam, że Michał potrafi je przyrządzać. Tak się pogodziliśmy.
Mąż powiedział też, że nie potrafi się długo gniewać. Ugotował, żebym poczuła się dobrze: był winny, obraził mnie i musiał to naprawić.
Potem pokłóciliśmy się jeszcze kilka razy, z błahych powodów. Ale za każdym razem Michał przygotowywał własne „przepraszające” dania. A raz nawet udało mu się upiec ciasto w pośpiechu w zaledwie kilka godzin!
Nie będę ukrywać, że byłam bardzo zadowolona z uwagi mojego męża. Trzeba przyznać, że czym są kwiaty w ramach przeprosin w porównaniu z najpyszniejszym domowym obiadem!
Remont powoli dobiega końca, a my nie pokłóciliśmy się o nic więcej. Było to dla mnie dziwne, ale mój mąż zgadzał się ze mną we wszystkim i ogólnie zachowywał się wzorowo.
Ja jednak zaczęłam mieć czarne myśli. Jedzenie tak bardzo mi smakowało, że zaczęłam myśleć o tym, jak ponownie pokłócić się z mężem i zmusić go do ugotowania swoich popisowych dań na przeprosiny.
Podchodzę do niego na dwa sposoby. Krytykuję go i narzekam. Na początku Michał patrzył na mnie ze zdziwieniem. Kilka razy nawet marudził, mówiąc, że kompletnie postradałam zmysły, warcząc i rzucając się na ludzi znikąd.
Ale to nie poszło dalej, bez względu na to, jak bardzo starałam się zrobić z tego wielką sprawę, milczał. Już wcześniej wypominałam mu nieumyte naczynia i okruchy na kuchennym stole po obiedzie.
Nic nie zrobił, w milczeniu wytarł okruchy i umył naczynia. A potem zapytał mnie, czy celowo próbuję wywołać kłótnię.
Nie przychodziło mi do głowy nic lepszego niż przytaknąć. Tak, tak. Stałam jak głupia, mrugając oczami. Michał zmarszczył brwi, po czym rozjaśnił się i zapytał, czy naprawdę chcę, żeby częściej gotował.
Podniosłam nogi do góry. Tak, powiedziałam, naprawdę lubię twoje gotowanie. Przez około pięć minut mężczyzna nie mógł przestać się śmiać.
I obiecał, że będzie mnie rozpieszczał swoimi klopsikami z mięsem mielonym kilka razy w tygodniu. Złoto, nie człowiek! Nie spiesz się więc z kłótnią, ale raczej prowadź szczerą rozmowę!