8-letnia wnuczka Jana Frycza zabrała głos podczas ceremonii pożegnalnej, opowiadając o swoim dziadku. Słowa dziewczynki sprawiły, że wszyscy się zastanowili

Na pogrzebie Jana Frycza padło wiele ważnych słów. Mówili jego przyjaciele, aktorzy, ludzie, z którymi przez lata pracował.

Wspominano wielkie role, charakter, poczucie humoru i niezwykłą osobowość artysty. A jednak najbardziej przejmujący moment przyszedł wtedy, gdy odczytano krótkie wspomnienie jego ośmioletniej wnuczki Heleny. Dziewczynka nie mówiła o nagrodach, scenie ani filmach.

Powiedziała po prostu: „To był najwspanialszy dziadek na świecie”. W tej krótkiej wypowiedzi było więcej niż w długiej przemowie. Było dziecko, które straciło kogoś bardzo bliskiego.

Jan Frycz został pożegnany 7 września 2026 roku na warszawskich Powązkach. Ceremonia miała charakter świecki i państwowy.

Wśród żałobników znaleźli się przedstawiciele świata teatru i filmu, przyjaciele oraz rodzina aktora. Po części odbywającej się w Sali Pożegnań kondukt przeszedł na miejsce pochówku.

Frycz spoczął w Alei Zasłużonych, w sąsiedztwie grobów Bogusława Kaczyńskiego i Jerzego Połomskiego.

Trudno jednak zamknąć życie Jana Frycza wyłącznie w obrazie aktora, którego publiczność znała z ekranu. Urodził się 15 maja 1954 roku w Krakowie.

W 1978 roku ukończył krakowską PWST i właśnie wtedy rozpoczął swoją sceniczną drogę. Jego pierwszą ważną sceną był Teatr im. Juliusza Słowackiego. Później przyszły warszawski Teatr Narodowy i Teatr Polski, powrót do Krakowa oraz lata spędzone w Starym Teatrze.

Od 2006 roku aż do śmierci był związany z Teatrem Narodowym w Warszawie. Teatr był dla niego czymś więcej niż kolejnym miejscem pracy.

To właśnie na scenie powstały role, które przez lata budowały jego pozycję jednego z najbardziej charakterystycznych polskich aktorów.

Pracował z takimi reżyserami jak Krystian Lupa, Andrzej Wajda, Jan Englert, Jerzy Jarocki, Mikołaj Grabowski czy Grzegorz Jarzyna. Stworzył niemal 200 kreacji teatralnych, filmowych i telewizyjnych.

Dla szerokiej publiczności miał jednak również drugie, bardzo mocne oblicze. Zagrał między innymi w „Wielkim Szu”, „Pornografii”, „Pręgach”, „Nigdy w życiu!” oraz „25 lat niewinności.

Sprawa Tomka Komendy”. Wielu widzów zapamiętało go także jako Daria z serialu „Ślepnąc od świateł”. Potrafił przechodzić od ról dramatycznych do postaci mrocznych, niepokojących i bardzo wyrazistych.

Jeszcze kilka miesięcy przed śmiercią nie wyglądało na to, że jego zawodowa historia zbliża się do końca. W sezonie 2025/2026 występował między innymi w „Królu Learze” oraz „Jak być kochaną”.

Wcielił się także w Króla w „Termopilach polskich” Jana Klaty. Za tę rolę w 2026 roku otrzymał Nagrodę Aktorską podczas 66. Kaliskich Spotkań Teatralnych. Rozpoczął również próby do „Orestei” w reżyserii Luki Percevala.

Poza sceną jego życie było znacznie bardziej skomplikowane. Jan Frycz był trzykrotnie żonaty i został ojcem sześciorga dzieci.

Z pierwszego małżeństwa z Grażyną Laszczyk miał córkę Gabrielę. Z drugiego związku, z Agatą Frycz, pochodziło pięcioro dzieci: Olga,
Maria, Michał, Wojciech i Antoni.

Jego trzecią żoną została Małgorzata. Rodzinne losy nie zawsze układały się łatwo. Po rozpadzie drugiego małżeństwa doszło do trudnego okresu i przez lata aktor nie utrzymywał kontaktu z częścią dzieci. Z czasem relacje zaczęły się odbudowywać.

Dziś szczególnie mocno wybrzmiewają słowa jego córki Olgi. Podczas ceremonii przypomniała, że po ojcu odziedziczyła między innymi poczucie humoru i umiejętność robienia pierogów ruskich.

Powiedziała też, że z każdym dzieckiem i wnukiem Jan Frycz miał własną, osobną relację. I że rodzina bardzo go kochała — co, jak podkreśliła, było dla nich najważniejsze, bo on o tym wiedział.

Właśnie ten rodzinny obraz Frycza najbardziej różnił się od tego, który znali widzowie. Na ekranie potrafił być bezwzględny, chłodny, ironiczny czy niepokojący.

W domu był ojcem i dziadkiem, dla którego ważne były zwyczajne spotkania i czas poświęcony bliskim.

Z relacji rodziny wynikało, że szczególnie cenił sobie obecność drugiego człowieka i bolało go, gdy ludzie nie potrafili poświęcić sobie nawzajem wystarczająco dużo uwagi.

Dlatego jedno zdanie ośmioletniej Heleny zabrzmiało tak mocno. „To był najwspanialszy dziadek na świecie” — powiedziała dziewczynka.

Bez opowiadania o wielkich rolach, bez nazwisk reżyserów i bez wymieniania nagród. Dla niej Jan Frycz nie był aktorem, który stworzył niemal dwieście kreacji. Był po prostu dziadkiem. I właśnie takiego człowieka jego rodzina żegnała na Powązkach.

Jan Frycz zmarł 15 sierpnia 2026 roku w wieku 72 lat, w domu, w otoczeniu najbliższych. Odszedł człowiek, którego zawodowego dorobku nie da się sprowadzić do jednej roli.

Ale pożegnanie jego wnuczki przypomniało coś jeszcze: za wielkim aktorem zawsze był człowiek, który miał swoją rodzinę, swoje relacje, śmiech, rozmowy i zwyczajne chwile.

I być może właśnie dlatego na końcu nie potrzeba było wielkich słów. Wystarczyło jedno zdanie dziecka.

Jan Englert wygłosił podczas ceremonii pożegnalnej poświęconej Janowi Fryczowi przemowę, która poruszyła wszystkich obecnych. Co aktor powiedział o swoim koledze

Jan Englert wygłosił podczas ceremonii pożegnalnej poświęconej Janowi Fryczowi przemowę, która poruszyła wszystkich obecnych. Co aktor powiedział o swoim koledze

Dominika Chorosińska ponownie znalazła się w centrum uwagi. Kim jest jej mąż, Michał Chorosiński, i czym się zajmuje