Taki właśnie jest głos Janusza Panasewicza – lidera zespołu Lady Pank, jednej z najważniejszych formacji w historii polskiego rocka.
Patrząc na jego sceniczną charyzmę, trudno uwierzyć, że za uśmiechem i luzem kryła się droga pełna zakrętów. Życie Janusza Panasewicza nie zawsze było idealne.
Były w nim sukcesy, ale też momenty zagubienia. Był blask reflektorów, ale i ciemność, która przychodziła po koncertach.
Urodził się w 1956 roku w Wilnie, dzieciństwo i młodość spędził w Polsce. Muzyka od początku była jego naturalnym środowiskiem, choć nikt nie przewidywał, że stanie się ikoną rocka lat 80.
Zanim trafił do Lady Pank, próbował różnych dróg – grał w zespołach, szukał swojego stylu, swojego miejsca.
Przełom przyszedł na początku lat 80., gdy spotkał Jana Borysewicza. To była chemia natychmiastowa. Lady Pank stał się fenomenem.
„Mniej niż zero”, „Kryzysowa narzeczona”, „Zawsze tam, gdzie ty” – te utwory stały się hymnem pokolenia.
„Nie myśleliśmy, że to będzie historia na dekady. Chcieliśmy po prostu grać” – wspominał Panasewicz.
Sława przyszła szybko. A wraz z nią wszystko to, co niesie życie rockmana – niekończące się trasy koncertowe, uwielbienie fanek, nocne rozmowy, alkohol. Lata 80. w Polsce miały w sobie dzikość i wolność, którą młodzi artyści chłonęli bez ograniczeń.
Panasewicz nie ukrywał, że ten okres był intensywny. „Byłem młody, naiwny i zachłanny na życie” – mówił w wywiadach. – „Wydawało mi się, że tak będzie zawsze”.
Ale nic nie trwa wiecznie. Po euforii przychodzi zmęczenie. Po sukcesie – kryzys. Zespół przechodził trudniejsze momenty, zmieniał skład, mierzył się z problemami finansowymi i osobistymi.
Sam Janusz przyznawał, że były chwile, gdy musiał na nowo nauczyć się odpowiedzialności – nie tylko za siebie, ale i za bliskich.
W jego życiu prywatnym również nie wszystko było proste. Wcześniejsze relacje nie przyniosły stabilizacji. Dopiero z czasem poznał Ewę – kobietę, która stała się jego punktem odniesienia.
„Ewa przyszła w momencie, kiedy byłem już innym człowiekiem” – przyznał. – „Nie szukałem przygody. Szukałem domu”.
To małżeństwo odmieniło jego codzienność. Z rockmana żyjącego w ciągłym biegu stał się mężczyzną, który wraca do konkretnego miejsca, do konkretnych ludzi. Ewa – jak sam podkreśla – nauczyła go spokoju.
„Największą sztuką jest być normalnym facetem. Mężem. Ojcem” – mówił.
Panasewicz ma dzieci i wielokrotnie podkreślał, że ojcostwo to doświadczenie, które go ugruntowało.
„Kiedy patrzysz w oczy swojemu dziecku, przestajesz być egoistą. Przynajmniej powinieneś” – żartował, ale w jego głosie słychać było powagę.
Nie oznacza to, że całkowicie porzucił scenę. Lady Pank wciąż koncertuje, a ich utwory nie tracą popularności.
Jednak dziś Panasewicz mówi o muzyce inaczej niż kiedyś. „Teraz śpiewam bardziej świadomie. Wiem, co znaczą słowa”.
Z wiekiem przyszedł dystans. Do siebie. Do sławy. Do plotek.
Życie Janusza Panasewicza to opowieść o dojrzewaniu. O chłopaku, który zachłysnął się sukcesem, i mężczyźnie, który nauczył się go oswajać. O artyście, który nie udaje idealnego, ale potrafi przyznać się do błędów.
„Nie jestem święty. Ale staram się być przyzwoity” – powiedział kiedyś w jednym z wywiadów.
Dziś, gdy stoi na scenie i śpiewa „Zawsze tam, gdzie ty”, publiczność słyszy nie tylko hit sprzed lat.
Słyszy historię człowieka, który przeszedł długą drogę – od rockowej euforii po spokojne, dojrzałe życie u boku kobiety, którą naprawdę wybrał.
Bo czasem największym sukcesem nie jest liczba sprzedanych płyt ani owacje na stojąco. Największym sukcesem jest to, że po koncercie masz dokąd wrócić.
Jerzy Kamas nigdy nie był typowym filmowym amantem, który podbijał serca kobiet wyłącznie wyglądem. Było…
Cezary Kosiński należy do tych aktorów, którzy od lat są obecni na ekranie, ale niemal…
Henryk Loska należał do tych ludzi telewizji, którzy nie potrzebowali skandali, by zostać zapamiętani. W…
Paulina Smaszcz i Marcin Hakiel jeszcze kilka lat temu prawdopodobnie nie przypuszczali, że ich nazwiska…
Andrzej Grabowski od wielu lat pozostaje jednym z najbardziej znanych polskich aktorów. Dla milionów widzów…
Córka Marty i Karola Nawrockich jest jeszcze bardzo młoda, ale już uczęszcza do szkoły, która…