Są kobiety, które od pierwszych lat życia mają w sobie energię nie do zatrzymania. Dorota Szelągowska należy właśnie do nich.
Projektantka wnętrz, osobowość telewizyjna, kobieta o wyrazistym charakterze i jeszcze bardziej wyrazistym poczuciu humoru.
Jej życie – zawodowe i prywatne – nie było prostą linią. Raczej mozaiką doświadczeń, decyzji, odwagi i kilku bolesnych lekcji.
Urodziła się w 1980 roku w Libii. Jej dzieciństwo od początku miało w sobie coś niestandardowego.
Jest córką znanej pisarki Katarzyny Grocholy, a więc dorastała w domu, w którym słowo miało ogromną moc. Jednak sława matki nie była dla niej gotową przepustką do sukcesu.
Wręcz przeciwnie — długo budowała swoją tożsamość osobno, trochę w cieniu, a trochę w kontrze.
„Zawsze chciałam być sobą, a nie czyjąś córką” — mówiła po latach. Jej droga zawodowa nie zaczęła się od wielkich projektów i spektakularnych metamorfoz.
Studiowała architekturę wnętrz, próbowała różnych form pracy, uczyła się rynku. Dopiero z czasem stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy programów wnętrzarskich w Polsce.
Popularność przyniosły jej autorskie formaty telewizyjne, w których nie tylko zmieniała mieszkania, ale też wprowadzała do nich emocje i historie mieszkańców.
Widzowie pokochali ją za autentyczność, dystans do siebie i brak sztuczności. Jednak za uśmiechem i energią kryły się także prywatne burze.
Dorota ma za sobą trzy małżeństwa. O pierwszym mówi niewiele — była bardzo młoda, kiedy została żoną i matką. Z tego związku ma syna Antoniego.
„Dojrzewałam razem z moim dzieckiem” — przyznawała szczerze. To był czas uczenia się odpowiedzialności, kompromisu, ale i własnych granic.
Drugie małżeństwo również nie przetrwało próby czasu. Jak sama mówiła, była wtedy w ciągłym biegu — między projektami, nagraniami, obowiązkami. „Czasem myślimy, że damy radę wszystko pogodzić. A potem okazuje się, że coś po drodze gubimy” — wspominała.
Trzecim mężem był przedsiębiorca Michał Wawro. Z tego związku ma córkę Wandę. Przez pewien czas wydawało się, że to właśnie ta relacja będzie na zawsze.
W mediach pojawiali się razem, tworzyli obraz nowoczesnej rodziny. Jednak i to małżeństwo zakończyło się rozstaniem.
Dla wielu osób trzy rozwody mogłyby oznaczać porażkę. Ona patrzy na to inaczej. „Nie wstydzę się żadnej swojej decyzji. Każda była podejmowana z wiarą, że to na całe życie” — podkreślała.
Dziś mówi o relacjach z zupełnie innego miejsca. Bez presji, bez potrzeby udowadniania czegokolwiek. Obecne życie uczuciowe określa jako takie, o jakim marzyła przez całe życie — spokojne, dojrzałe, oparte na partnerstwie.
„Najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa i śmiech. Jeśli możesz z kimś śmiać się codziennie, to znaczy, że jesteś w domu” — wyznała w jednym z wywiadów.
Kiedy patrzymy na jej historię, widzimy kobietę, która nie bała się zaczynać od nowa. Każde małżeństwo było rozdziałem — nie zawsze łatwym, ale potrzebnym. Każde przyniosło jej coś ważnego: dzieci, doświadczenie, większą samoświadomość.
Dorota Szelągowska dziś jest symbolem kobiety, która nie udaje idealnej. Mówi wprost o zmęczeniu, terapii, kryzysach, ale też o radości z codzienności.
W jej projektach wnętrz widać to samo, co w jej życiu — kolor, światło i miejsce na niedoskonałość.
Bo może właśnie na tym polega dojrzałość — nie na tym, by nigdy się nie pomylić, ale by umieć powiedzieć: próbowałam, kochałam, żyłam naprawdę.
A jej obecne relacje? Są jak dobrze zaprojektowane wnętrze — bez zbędnego przepychu, za to z poczuciem ciepła i prawdziwego domu.






