Zawsze wierzyłam, że dzieci pojawiają się w naszym życiu nie bez powodu, ale w określonym celu. Niektóre po to, aby nas czegoś nauczyć, a inne, abyśmy spojrzeli na siebie z boku.
Wychowałam wspaniałego syna, który od najmłodszych lat pomagał mi we wszystkim, a ponieważ mój mąż zostawił nas dla innej kobiety, wychowywałam Krzysztofa sama.
Dziecko dorastało jako dobre, porządne, zawsze witało się z sąsiadami, nigdy nie powiedziało złego słowa pod adresem innych. Wydawało mi się, że tak będzie zawsze.
Kiedy Krzysztof chodził do przedszkola, wszyscy wychowawcy dziwili się, że dziecko jako jedno z nielicznych potrafiło samodzielnie się ubierać, a nawet pomagać innym dzieciom.
W szkole dobrze się uczył, nauczyciele cieszyli się takim uczniem, a ja miałam przyjemność słuchać, że jest dobrze wychowany. Każdego lata sadziliśmy ogród i sprzedawaliśmy ziemniaki i jabłka.
Dzięki temu i mojej pensji wyremontowaliśmy dom, a mój Krzysztof był dobrze ubrany i nakarmiony. Nie należeliśmy do zamożnych ludzi, raczej do klasy średniej.
I oto ukończył studia medyczne i znalazł narzeczoną. Rozumiałam, że ten moment prędzej czy później nadejdzie, więc byłam gotowa na to, że syn przyprowadzi mi synową. Jednego nie rozumiałam, że czeka mnie taka niespodzianka w postaci Joanny.
Dziewczyna na pierwszy rzut oka prosta, ale elegancka. Ma zamożnych rodziców i studiowała na świetnej uczelni.
Zbliżało się wesele, z Joanną widziałyśmy się tylko dwa razy. Raz, kiedy zbierałam plony ziemniaków, a Krzysztof przyjechał mi pomóc, a drugi raz zaprosiłam ich na kolację.
W tym roku zasadziłam więcej ziemniaków, a jeszcze miałam dobry plon pomidorów i jabłek, więc udało mi się zarobić więcej niż zwykle, a wszystko to dla syna, chciałam zebrać dla nich pieniądze na ślub.
Miałam już trochę pieniędzy, ale one nigdy nie są zbędne, więc pracowałam, jak mogłam.
Podczas kolacji pytałam Krzysztofa, kiedy planują ślub, ale z jakiegoś powodu odpowiadała mi Joanna, a syn tylko kiwał głową.
Przez chwilę miałam wrażenie, że to nie mój syn, a ktoś obcy. Ale nie, to był mój dobry syn, którego wychowałam tak, że nie mógł nikogo obrazić ani powiedzieć złego słowa.
Po kilku minutach ciszy Krzysztof powiedział, że jeszcze nie wie, kiedy dokładnie odbędzie się ceremonia.
Minął tydzień i zadzwonił telefon, to był mój syn, cieszyłam się, że go słyszę, ale jego głos był nieco chłodny, coś myślał i poczułam to moim matczynym sercem.
I wtedy Krzysztof powiedział: „Mamo, Joanna powiedziała, że nie warto przychodzić na ślub, nie będzie tam nic ciekawego. Pieniądze możesz nam przekazać, ja po nie przyjadę”.
Zaniemówiłam, po prostu nie wiedziałam, co powiedzieć. A to mój synek, moje słoneczko. Nie wiedziałam, jak postąpić, i powiedziałam synkowi, że się zastanowię. A jak Państwo sądzą, co zrobiłam źle? Dlaczego mój syn w jednej chwili odwrócił się ode mnie?
Najstarsza kobieta świata świętuje swoje 116 urodziny. Gdzie jubilatka spędziła swoje urodziny
Kiedy dowiedziałem się, że moja żona ma romans ze swoim szefem, początkowo nie uwierzyłem. Wydawało…
Mieszkaliśmy w wynajmowanym mieszkaniu, liczyliśmy grosze na opłaty za media, razem zbieraliśmy pieniądze na zakupy,…
Ojciec opuścił rodzinę, kiedy byłem jeszcze bardzo mały. Teraz, kiedy jest stary, chce, żeby zaopiekował…
Długo odkładaliśmy pieniądze, odmawialiśmy sobie wypoczynku, pracowaliśmy na dwa etaty, ale nie przestawaliśmy marzyć o…
Kiedy wraz z mężem kupiliśmy dwupokojowe mieszkanie na kredyt, mam wrażenie, że to najszczęśliwszy moment…
Wszystko, co mamy, to nasz przytulny kącik, gdzie każda rzecz jest na swoim miejscu, a…