Dla jednych na zawsze pozostał lekarzem z „Na dobre i na złe”, dla innych — dobrym księdzem z serialu „Ojciec Mateusz”.
Na ekranie przez lata grał mężczyzn, którym się ufa. Mało kto jednak domyślał się, że za tym spokojnym uśmiechem kryje się dzieciństwo pełne samotności i poczucia straty.
Urodził się w 1966 roku w Radzyminie — niewielkim mieście niedaleko Warszawy. Jego rodzina nie żyła w luksusie.
Była to zwyczajna polska rodzina, która liczyła pieniądze od wypłaty do wypłaty i funkcjonowała bez większych przywilejów.
Prawdziwy przełom w życiu chłopca nastąpił jednak wtedy, gdy ojciec odszedł od rodziny. Artur był jeszcze dzieckiem i bardzo mocno przeżył ten moment.
Później aktor wielokrotnie przyznawał, że ta historia wpłynęła na całe jego dalsze życie. W domu zostali mama, dwóch synów i ciągłe poczucie, że teraz trzeba radzić sobie samemu.
Żyli skromnie — bez wygód, do których dziś wielu ludzi jest przyzwyczajonych. Najbardziej bolała jednak nie bieda, lecz brak męskiego wsparcia i obecności ojca.
„Moi rodzice rozeszli się, kiedy miałem 8 lat. Ojciec szybko założył nową rodzinę. Kontakt był sporadyczny” – wspominał Żmijewski.
„Ojciec szybko założył nową rodzinę. Kiedyś spotkałem go w parku w Radzyminie. Spotkanie było chłodne, bez czułości. Byłem na jego pogrzebie, ale nigdy nie nawiązaliśmy bliskiej relacji” – dodał.
Żmijewski wspominał, że po rozwodzie rodziców bardzo szybko dorósł. Widział, jak jego mama próbuje utrzymać dom i zapewnić dzieciom normalne życie.
„Brakowało mi męskiego wzorca, więc go sobie stworzyłem. W myślach widziałem siebie jako dorosłego mężczyznę, który opiekuje się najbliższymi, dba o nich i nigdy ich nie zawodzi. Obiecałem sobie, że zrobię wszystko, by nie popełnić błędów ojca i jeśli założę rodzinę, będę jej wierny do końca życia” – mówił w Plejadzie.
Właśnie wtedy narodziła się w nim decyzja, którą nosił przez lata: jeśli kiedyś będzie miał własną rodzinę, zrobi wszystko, by jego dzieci nie przeżyły tego, co przeżył on sam.
W młodości Artur nie wyglądał jak człowiek skazany na sukces. Nie pochodził z wpływowej rodziny ani wielkiego warszawskiego środowiska.
Miał jednak coś, czego często nie da się nauczyć — wewnętrzną charyzmę. Po dostaniu się do szkoły teatralnej w Warszawie wykładowcy szybko zauważyli jego naturalność przed kamerą.
Nie było w nim sztuczności ani teatralnej maniery. Wręcz przeciwnie — wyglądał tak, jakby naprawdę przeżywał każdą scenę.
Prawdziwa popularność przyszła w latach 90. Polscy reżyserzy zaczęli widzieć w nim idealnego bohatera — silnego, ale jednocześnie bardzo ludzkiego.
Żmijewski z łatwością przechodził od ról dramatycznych do romantycznych historii, a widzowie szybko przywiązywali się do jego postaci. Jego twarz stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych w polskiej telewizji.
Mimo popularności nigdy nie zachowywał się jak typowa gwiazda. W czasie, gdy wokół innych aktorów wybuchały skandale, Żmijewski trzymał się z dala od publicznych dramatów. Dla niego najważniejsza zawsze była rodzina.
Ze swoją przyszłą żoną Pauliną poznał się jeszcze jako młody człowiek. Ich relacja rozwijała się z dala od kamer i branżowych imprez.
Spędzili razem dziesięciolecia, wychowali troje dzieci i stali się jedną z najbardziej stabilnych par w polskim show-biznesie.
Sam aktor wielokrotnie mówił, że to właśnie rodzina daje mu poczucie oparcia, którego tak bardzo brakowało mu w dzieciństwie.
Co ciekawe, Żmijewski nigdy nie idealizował siebie jako ojca. Szczerze przyznawał, że przez zdjęcia i pracę nie zawsze był w domu tyle, ile by chciał.
Ale zawsze starał się być obecny emocjonalnie — wspierać dzieci, słuchać ich i nie zostawiać ich z poczuciem opuszczenia.
Kiedy w jego życiu pojawił się „Ojciec Mateusz”, aktor miał już ogromne doświadczenie. To właśnie ten serial uczynił go jednak niemal „narodowym” artystą.
Widzowie zobaczyli w nim nie tylko profesjonalnego aktora, ale człowieka, któremu chce się ufać. Jego bohater nie krzyczał, nie grał twardego macho i nie udawał superbohatera. Był spokojny, uważny wobec ludzi i zawsze pozostawał ludzki. Być może właśnie dlatego ta postać tak mocno zapadła widzom w pamięć.
Koledzy z branży często mówią, że Żmijewski należy do starej szkoły aktorów. Nie lubi taniego rozgłosu wokół swojego nazwiska, nie goni za chwilową popularnością i nie zamienia życia prywatnego w spektakl dla mediów społecznościowych. Dla niego zawód to nie tylko sława, ale przede wszystkim dyscyplina i odpowiedzialność.
Dziś, patrząc na jego karierę, trudno uwierzyć, że za tym wszystkim stoi chłopak z trudnym dzieciństwem i bólem, który przez lata nosił w sobie.
Ale być może właśnie te doświadczenia sprawiły, że Artur Żmijewski stał się człowiekiem, którego miliony widzów postrzegają jako spokojnego, ciepłego i bardzo prawdziwego.
W jego historii nie ma głośnej bajki o błyskawicznym sukcesie. Jest coś innego — człowiek, który przeżył rozczarowanie już jako dziecko, ale nie pozwolił, by to go złamało.
I być może największe zwycięstwo Żmijewskiego nie polega wyłącznie na popularności czy dziesiątkach ról.
Polega na tym, że udało mu się stworzyć dokładnie taką rodzinę, o jakiej kiedyś marzył mały chłopiec pozostawiony bez ojca.
Imię Danuty Holeckiej przez wiele lat kojarzyło się w Polsce przede wszystkim z telewizją, wieczornymi…
W polskim show-biznesie rzadko zdarzają się pary, które przez lata pozostają razem, a jednocześnie unikają…
Kiedy Bronisław Cieślak po raz pierwszy pojawił się na ekranach w roli porucznika Sławomira Borewicza…
Kiedy Joanna Kołaczkowska wychodziła na scenę, publiczność często reagowała jeszcze przed pierwszą kwestią. Było w…
Kiedy Aniela Świderska poznała Bronisława Pawlika, nie byli jeszcze gwiazdami pierwszej wielkości. Było to środowisko…
Kiedy Michał Szpak po raz pierwszy pojawił się na wielkiej scenie, w Polsce zaczęto mówić…