Olga Tokarczuk znów znalazła się w centrum gorącej dyskusji, ale tym razem nie za sprawą nowej powieści ani literackiej nagrody.
Chodzi o wywiad, który miał ukazać się w „Rzeczpospolitej”, a ostatecznie nie doszedł do skutku.
Dziennikarz Adam Pantak chciał porozmawiać z noblistką o jej najnowszej książce „Świata jest za dużo”, której polska premiera została zaplanowana na 14 października 2026 roku.
Kiedy okazało się, że rozmowa nie odbędzie się w tradycyjnej formie, uzgodniono możliwość przesłania pytań na piśmie.
Ostatecznie wydawnictwo nie przekazało ich autorce. W sprawie szybko pojawiły się dwie różne wersje wydarzeń, a dyskusja wykroczyła daleko poza kulisy pracy redakcji.
Wróciło pytanie, które od lat towarzyszy wielkim nazwiskom literatury: czy uznany pisarz powinien odpowiadać również na trudne, krytyczne pytania, nawet jeśli nie wszystkie są mu na rękę?
Adam Pantak opisał sprawę w weekendowym wydaniu „Plusa Minusa”, dodatku do „Rzeczpospolitej”.
Według jego relacji początkowo nie udało się umówić bezpośredniego spotkania z Tokarczuk ze względu na jej napięty harmonogram. Rozwiązaniem miała być rozmowa pisemna.
Dziennikarz przygotował 25 pytań dotyczących między innymi nowej powieści, sposobu interpretowania literatury, wykorzystania sztucznej inteligencji i odpowiedzialności pisarza za własne słowa.
Później otrzymał informację, że pytania nie zostaną przekazane noblistce. Jak relacjonował, początkowo usłyszał, że ich ton jest zbyt konfrontacyjny.
W późniejszej korespondencji wydawnictwo wskazywało już, że część pytań wykracza poza wcześniej uzgodniony zakres tematyczny.
Wydawnictwo Literackie przedstawiło własne stanowisko 12 października. Zapewniło, że Tokarczuk zgodziła się na wywiad, ale ze względu na bardzo napięty grafik miała odpowiedzieć na pytania na piśmie. Według wydawnictwa dziennikarz zaakceptował tę formę rozmowy.
Zastrzeżenia pojawiły się dopiero po zapoznaniu się z listą pytań. Wydawnictwo uznało część z nich za niewłaściwie skonstruowane, niezwiązane z uzgodnionym tematem lub niewystarczająco przygotowane od strony merytorycznej.
Przytoczyło między innymi pytanie o to, jaką część nowej książki napisała sztuczna inteligencja, oraz pytania dotyczące publicznego wizerunku noblistki i jej pozycji w polskiej kulturze.
Pantak nie zgodził się z takim uzasadnieniem. Uważał, że pytania miały skłonić autorkę do poważnej rozmowy o jej twórczości, poglądach i kontrowersjach, które wywołały jej wcześniejsze wypowiedzi.
Zaznaczył też, że pisarka ma prawo odmówić rozmowy, ale jego zdaniem rezygnacja z możliwości dialogu jest stratą dla czytelników.
Warto jednak podkreślić, że nie ma potwierdzenia, iż to sama Tokarczuk osobiście zdecydowała o odrzuceniu pytań. Według informacji przedstawionych przez wydawnictwo to ono podjęło decyzję, że nie przekaże ich autorce.
Jednym z powodów, dla których sprawa wzbudziła tak duże zainteresowanie, był wątek sztucznej inteligencji. W maju 2026 roku Tokarczuk mówiła publicznie, że korzysta z zaawansowanych modeli językowych podczas pracy.
Opisywała je jako narzędzie ułatwiające wyszukiwanie informacji, sprawdzanie faktów i rozwijanie pomysłów. Jej wypowiedzi wywołały dyskusję wśród czytelników i przedstawicieli środowiska literackiego.
Część osób uznała, że wykorzystanie AI przez pisarza budzi poważne pytania o autorstwo i sam proces twórczy. Inni zwracali uwagę, że korzystanie z narzędzi do researchu nie jest tym samym co powierzanie im napisania książki.
Sama Tokarczuk odniosła się później do kontrowersji. Wyjaśniła, że jej nowa powieść nie została napisana przy pomocy sztucznej inteligencji ani we współpracy z innymi osobami.
Podkreśliła, że od kilkudziesięciu lat pisze samodzielnie, a AI wykorzystuje jako narzędzie pomocnicze, przede wszystkim do szybszego gromadzenia informacji i sprawdzania faktów.
Właśnie dlatego pytanie o to, jaka część „Świata jest za dużo” powstała dzięki AI, mogło być dla obu stron szczególnie drażliwe.
Dla dziennikarza był to temat, który zasługiwał na wyjaśnienie. Dla wydawnictwa sposób sformułowania pytania sugerował nieuzasadnione założenie, że technologia współtworzyła tekst powieści.
Cała historia pokazuje, jak bardzo zmieniła się pozycja Olgi Tokarczuk w polskiej kulturze. Zanim stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich pisarek na świecie, prowadziła życie dalekie od literackich salonów.
Urodziła się w 1962 roku w Sulechowie, a dorastała w Klenicy, w województwie lubuskim. Już w młodości interesowała się literaturą, psychologią, innymi kulturami i religiami.
Ostatecznie wybrała studia psychologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. W czasie studiów angażowała się w wolontariat na rzecz osób z zaburzeniami psychicznymi, a po uzyskaniu dyplomu pracowała jako psychoterapeutka w Wałbrzychu.
To doświadczenie nie pozostało bez znaczenia dla jej późniejszej twórczości. W książkach Tokarczuk często pojawiają się pytania o ludzką tożsamość, pamięć, sposób postrzegania rzeczywistości i granice między tym, co jednostkowe, a tym, co wspólne.
Jej bohaterowie nie zawsze mieszczą się w prostych kategoriach, a opowieści rzadko prowadzą czytelnika najkrótszą drogą do jednego, oczywistego wniosku.
Pisarka interesuje się tym, co ukryte pod powierzchnią codziennych zdarzeń: historią zapisaną w miejscach, ludźmi pomijanymi przez oficjalne narracje i zależnościami, których na pierwszy rzut oka nie widać.
Pierwszą powieść, „Podróż ludzi Księgi”, opublikowała w 1993 roku. Z czasem jej nazwisko zaczęło pojawiać się coraz częściej w rozmowach o najważniejszych współczesnych polskich autorach.
„Prawiek i inne czasy” oraz „Dom dzienny, dom nocny” umocniły jej pozycję, a kolejne książki pokazały, że nie zamierza ograniczać się do jednego gatunku ani jednej formy opowiadania.
Szczególnym przełomem okazały się „Bieguni”, za których angielskie wydanie otrzymała Międzynarodową Nagrodę Bookera w 2018 roku. Rok później, w 2019 roku, odebrała literacką Nagrodę Nobla za 2018 rok.
Doceniono jej wyobraźnię narracyjną i sposób, w jaki w swoich książkach przekracza granice między kulturami, historiami i ludzkimi doświadczeniami.
Sukces przyniósł jej światową rozpoznawalność, ale jednocześnie zmienił relację z mediami. Każda wypowiedź noblistki zaczęła być analizowana w znacznie szerszym kontekście niż wcześniej.
Jej komentarze społeczne i polityczne wywoływały dyskusje, podobnie jak sposób, w jaki mówiła o literaturze, prawach człowieka czy relacji człowieka z przyrodą.
Dla jednych stała się jedną z najważniejszych polskich intelektualistek, dla innych — autorką, której publiczne stanowisko budziło sprzeciw.
W takich warunkach wywiad z nią przestał być jedynie rozmową o kolejnej książce. Stał się również okazją do zadania pytań o wpływ sławy na twórczość i o odpowiedzialność, która wiąże się z międzynarodowym uznaniem.
Prywatnie Tokarczuk od lat stara się chronić część swojego życia przed nadmiernym zainteresowaniem.
W autobiograficznym tekście opublikowanym w związku z Nagrodą Nobla wspominała o pracy psychoterapeutki, małżeństwie z innym psychologiem i synu.
Pisała również o życiu pomiędzy Wrocławiem a Kotliną Kłodzką, o czytaniu, gromadzeniu materiałów i codziennym powracaniu do pisania.
Nie buduje publicznej rozpoznawalności na szczegółach rodzinnych ani na nieustannym odsłanianiu prywatności. Jej najważniejszą przestrzenią pozostaje literatura, a kontakty z mediami są tylko jednym z elementów zawodowego życia.
Teraz uwagę czytelników przyciąga „Świata jest za dużo”, nowa powieść, której polska premiera została zaplanowana na 14 października 2026 roku.
Jeszcze przed pojawieniem się książki w księgarniach dyskusja na jej temat nabrała politycznego i medialnego charakteru.
Zamiast skupić się wyłącznie na fabule, część odbiorców zastanawia się, czy autorka odpowie na pytania o wykorzystywanie AI, a inni — czy wydawnictwo nie ogranicza zbyt mocno dostępu do noblistki.
Spór dotyczy więc nie tylko jednej niedoszłej rozmowy, lecz także granic między ochroną autora a prawem dziennikarza do zadawania trudnych pytań.
Prawdziwa wielkość nie obawia się pytań świadczących o tym, że dyskutowany tekst się przeczytało i przemyślało. To przeciwieństwo niezrozumiałej dla mnie metody rozmów o książce polegającej na zachęcaniu autora, by ten streścił akcję swojej powieści.
Nie ma prostego rozwiązania tego konfliktu. Wydawnictwo ma prawo pilnować uzgodnionego zakresu rozmowy, a autor nie musi udzielać każdego wywiadu.
Jednocześnie pytania o proces twórczy i wykorzystanie sztucznej inteligencji są istotne dla czytelników, szczególnie gdy dotyczą jednej z najbardziej uznanych pisarek współczesnej Europy.
Najwięcej stracili na tym odbiorcy, którzy mogli liczyć na pogłębioną rozmowę o książce i jej autorce, a otrzymali publiczny spór o to, jakie pytania można zadać noblistce.
Olga Tokarczuk przez lata budowała pozycję pisarki, której książki zachęcają do podważania oczywistych odpowiedzi i patrzenia na świat z kilku perspektyw.
Teraz sama znalazła się w centrum dyskusji o tym, czy taka otwartość powinna obejmować również rozmowy o jej własnych decyzjach i publicznych wypowiedziach.
Jedno jest pewne: nowa powieść jeszcze nie trafiła do polskich księgarń, a już wywołała debatę, która wykracza poza literaturę.
Czy po premierze uwaga wróci do samej książki? To pokażą najbliższe dni. Na razie niedoszły wywiad stał się jednym z najgłośniejszych tematów towarzyszących jej wydaniu.
Co wiadomo o mężu Danuty Stenki. Dlaczego Janusz Grzelak świadomie zrezygnował z kariery aktorskiej




