Screen freepik
Wydawało mi się, że mam szczęście — prawdziwy, dobry człowiek. Poznaliśmy się w pracy, wszystko rozwijało się powoli, naturalnie: kwiaty, spacery, rozmowy do późna w nocy.
Moja mama powtarzała, że to porządny mężczyzna. Ale dopiero później zrozumiałam, że to nie ja, a jego matka miała największy wpływ na nasze życie.
Po ślubie zamieszkaliśmy w mieszkaniu, które należało do jego rodziców. I już wtedy poczułam, że nie jesteśmy tam sami. W każdej szafce, w każdym talerzu czuć było jej obecność.
Ale nie zwracałam na to uwagi — do czasu, aż pewnego dnia po prostu przyszła. Bez zapowiedzi, z torbą pełną zakupów i słowami:
— Przyszłam sprawdzić, czy mój syn ma co jeść.
Od razu skierowała się do kuchni, otworzyła lodówkę, zajrzała do garnków.
— To barszcz z wczoraj? — zapytała z powątpiewaniem.
Zaskoczona odpowiedziałam:
— Tak, został trochę, ale jest dobry.
Na to ona zimno:
— Mój syn nie je odgrzewanego. U mnie zawsze miał świeże.
Wieczorem stałam przy kuchni i gotowałam od nowa. Marcin siedział w salonie, przeglądał telefon. Czekałam, że powie coś w mojej obronie, że wytłumaczy matce, że mamy własne życie. Ale tylko rzucił:
— Wiesz, mama ma rację, wczorajsze jedzenie jest takie… bez smaku.
I wtedy poczułam, że coś między nami pękło.
Potem wszystko toczyło się według jednego scenariusza. Teściowa wpadała „na chwilę”, przynosiła pierogi, mięso, własny chleb.
Sprawdzała, co mam w garnkach.
— Przesolone.
— Za tłuste.
— On takiego jedzenia nie jadał w domu.
Za każdym razem gryzłam się w język. Ale któregoś dnia usłyszałam, jak w kuchni mówi do niego półgłosem:
— Nie wiem, jak ty tu wytrzymujesz. Ja cię nie po to wychowałam, żebyś jadł byle co.
Stałam w łazience i słuchałam. Serce mi się ścisnęło — nie przez jej słowa, ale przez jego ciszę.
Z czasem zaczęłam się zatracać. Gotowałam dwa obiady dziennie, ciągle sprzątałam, by wszystko wyglądało „jak u mamy”. Ona dzwoniła codziennie:
— Co dziś ugotowałaś Marcinowi?
— Świeże mięso kupiłaś?
— Pamiętaj, że on nie lubi makaronu.
Czasem chciałam krzyknąć: A może ja też jestem człowiekiem? Może też chcę, żeby ktoś mnie zapytał, jak się czuję? Ale zamiast tego
milczałam.
Aż któregoś dnia nie wytrzymałam. Znowu przyszła, zajrzała do chlebaka i powiedziała:
— Chleb już czerstwy. Mój syn takiego nie je.
Spojrzałam jej prosto w oczy i spokojnie odpowiedziałam:
— Pani syn jest dorosły. Jeśli nie odpowiada mu mój chleb, może upiec własny.
Zamarła. W jej oczach zobaczyłam błysk złości. Nie powiedziała nic, tylko wyszła, trzaskając drzwiami.
Wieczorem Marcin wrócił z pracy.
— Po co tak ostro? — zapytał cicho. — Przecież ona tylko się martwi.
Uśmiechnęłam się smutno.
— Nie, Marcinie. Ona nie martwi się o ciebie. Ona po prostu nie potrafi cię wypuścić spod skrzydeł.
Jeszcze przez kilka miesięcy próbowaliśmy udawać, że wszystko jest dobrze. Ale w środku czułam, jak gasnę. Kiedy powiedział, że mama „obraziła się” i nie chce już przychodzić, po raz pierwszy od dawna odetchnęłam z ulgą.
Spokój trwał krótko. Wkrótce zaczął jeździć do niej na noc, „żeby jej nie było przykro”. Potem coraz częściej.
Aż w końcu zostałam sama.
I wiesz co? Nie płakałam. Przez pierwsze dni jadłam zimny barszcz, który sama ugotowałam. Smakował cudownie — może dlatego, że nikt go nie oceniał.
Kilka miesięcy później spotkałam ich na ulicy. Szli razem: on niósł torby z zakupami, a ona mówiła coś, jak zawsze. On kiwał głową, uśmiechał się tak samo jak dawniej. Zobaczył mnie, zatrzymał się na moment. Chciał coś powiedzieć, ale nie powiedział nic.
Patrzyłam, jak odchodzą, i poczułam dziwny spokój. Bo zrozumiałam, że nie można stracić kogoś, kto nigdy naprawdę do ciebie nie należał.
Bez niej „Noce i dni” nie byłyby takie, jakie znamy. Polskie kino ponownie traci najlepszych
Są momenty, które zatrzymują nawet tych, którzy przez całe życie byli w ruchu. Dla Jarosława…
Urodził się w samym środku legendy. Gdy przyszedł na świat, jego ojciec był ikoną muzyki,…
Kiedy wychodziłam za mąż, byłam przekonana, że tworzę nową rodzinę. Że od tej chwili „my”…
Życie Michała Wiśniewskiego od zawsze toczyło się na oczach całej Polski. Scena była jego domem,…
Dolly Parton od dekad pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet świata muzyki. Jej głos, peruka,…
Mama sama zaprosiła nas do siebie na weekend. Zaproponowała też, żebyśmy zostawili u niej wnuki,…