Tym razem jednak nie potrzebowała ani muzyki, ani długiego wyznania, żeby poruszyć swoich obserwatorów.
10 października opublikowała na Instagramie zdjęcie rudego kota i dodała krótki podpis: „Miłość nie umiera! Żegnaj przyjacielu najkochańszy”.
Kilka słów wystarczyło, by stało się jasne, że artystka przeżywa kolejną bolesną stratę. Nie opisała szczegółowo okoliczności pożegnania, ale ton jej wiadomości mówił sam za siebie.
Dla osób, które od dawna obserwują jej profil, ten wpis miał szczególny ciężar. Jeszcze kilka dni wcześniej Kayah dzieliła się fotografią kota Rudaska i wspominała o bólu po śmierci ukochanego psa Greya.
Teraz znów przyszło jej pożegnać zwierzę, które zajmowało ważne miejsce w jej codzienności.
Miłość nie umiera! Żegnaj przyjacielu najkochańszy.
W przypadku Kayah miłość do zwierząt nie jest jedynie dodatkiem do wizerunku znanej wokalistki.
Artystka od czasu do czasu pokazuje swoich czworonożnych towarzyszy, a w Światowy Dzień Zwierząt otwarcie pisała o wdzięczności za obecność kota i tęsknocie za zmarłym psem.
Przypominała również, że prawo do życia mają wszystkie zwierzęta, nie tylko te, które mieszkają z człowiekiem. Jej słowa pokazały, jak mocno przeżywa rozstanie z ukochanym pupilem.
Kiedy zwierzę jest obecne każdego dnia, staje się częścią domowych rytuałów: czeka przy drzwiach, towarzyszy podczas odpoczynku, pojawia się obok w chwilach samotności.
Po jego odejściu zostaje cisza w miejscach, które wcześniej wydawały się zupełnie zwyczajne. Kayah nie próbowała ukrywać, że takie pożegnania są dla niej bolesne.
Nie jest to pierwsza strata, o której artystka zdecydowała się powiedzieć publicznie. W lutym 2025 roku poinformowała o śmierci swojego psa Greya.
Jej pożegnanie było pełne smutku i tęsknoty. Pisała o łapkach, których już nie będzie mogła pocałować, i o pustce, jaka pojawiła się po odejściu wiernego towarzysza.
Październikowy wpis znów pokazał tę samą wrażliwość. Tym razem Kayah nie rozpisywała się o bólu, ale określenie „najukochańszy przyjaciel” nie pozostawiało wątpliwości, jak ważna była ta więź.
Nie znamy wszystkich szczegółów, dlatego nie warto dopisywać do jej słów historii, której sama nie opowiedziała. Wystarczy to, co przekazała: ktoś bliski odszedł, a miłość do niego nie zniknie.
Dla publiczności Kayah pozostaje przede wszystkim jedną z najbardziej charakterystycznych polskich wokalistek.
Jej głos trudno pomylić z innym, a repertuar obejmuje zarówno nastrojowe ballady, jak i piosenki pełne rytmu oraz energii.
„Supermenka”, „Testosteron”, „Na językach”, „Fleciki” czy „Prawy do lewego” na dobre zadomowiły się w polskiej muzyce.
Jednak za tą rozpoznawalnością kryje się długa droga, która nie zaczęła się od wielkiego sukcesu ani od natychmiastowej kariery solowej.
Kayah, a właściwie Katarzyna Magda Szczot, urodziła się 5 listopada 1967 roku w Warszawie. Na scenie pojawiła się jeszcze w latach 80.
W 1988 roku wydała pierwszą płytę zatytułowaną po prostu „Kayah”, a także wystąpiła na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie.
Współpracowała z innymi artystami, nagrywała chórki i stopniowo zdobywała doświadczenie. Przez pewien czas była cenioną wokalistką drugiego planu.
Miała talent i wyrazisty głos, ale na własny, w pełni autorski repertuar musiała jeszcze poczekać. Dopiero kolejna dekada przyniosła jej przełom.
W 1995 roku ukazał się album „Kamień”, który Kayah uważa za właściwy początek swojej solowej kariery. Płyta łączyła pop, soul i jazz, a jej brzmienie wyróżniało się na tle ówczesnej polskiej sceny.
Artystka nie ograniczała się do śpiewania cudzych utworów. Pisała teksty, współtworzyła muzykę i coraz wyraźniej zaznaczała własny styl.
Późniejsze albumy „Zebra” i „JakaJaKayah” pokazały, że nie zamierza zamykać się w jednym gatunku. Potrafiła zmieniać brzmienie, eksperymentować i jednocześnie zachowywać charakterystyczną dla siebie emocjonalność.
Ogromnym sukcesem okazała się współpraca z Goranem Bregoviciem. Album „Kayah i Bregović”, wydany w 1999 roku, połączył polskie teksty z bałkańskimi rytmami i energią, która natychmiast trafiła do słuchaczy.
„Prawy do lewego” i „Śpij kochanie, śpij” stały się przebojami, a płyta rozeszła się w setkach tysięcy egzemplarzy. Po latach muzycy ponownie spotkali się na scenie.
W 2026 roku wrócili do wspólnego repertuaru podczas trasy „Huczne Poprawiny”. Kayah nie musi więc polegać wyłącznie na nostalgii za dawnymi hitami.
Nadal występuje i potrafi przyciągnąć publiczność, która pamięta jej największe sukcesy, ale także młodszych słuchaczy odkrywających te piosenki na nowo.
Jednocześnie od lat rozwija działalność poza sceną. Wspólnie ze swoim wieloletnim menedżerem Tomikiem Grewińskim stworzyła wytwórnię Kayax.
Firma zajmuje się wydawaniem muzyki i promowaniem artystów, którzy wyróżniają się osobowością oraz własnym pomysłem na twórczość.
Dla Kayah było to ważne przedsięwzięcie: zamiast skupiać się wyłącznie na własnej karierze, zaczęła także pomagać innym muzykom w docieraniu do publiczności.
Pokazuje to jej drugą stronę — nie tylko wykonawczynię przebojów, ale również osobę, która rozumie, jak trudne może być budowanie pozycji na rynku muzycznym.
W życiu prywatnym nie wszystkie marzenia spełniły się tak, jak chciała. W sierpniu 1998 roku Kayah poślubiła producenta telewizyjnego Rinke Rooyensa.
Kilka miesięcy później, 1 grudnia, na świat przyszedł ich syn Roch. Małżeństwo nie przetrwało jednak próby czasu. Para rozstała się w 2002 roku, a formalny rozwód nastąpił dopiero w 2010 roku.
Przez lata ich historia budziła zainteresowanie mediów, ale dziś byli małżonkowie potrafią mówić o sobie z szacunkiem.
Kayah wielokrotnie podkreślała, że Rinke był dobrym ojcem i że docenia jego zaangażowanie w wychowanie syna.
Ich relacja pokazuje, że koniec małżeństwa nie musi oznaczać przekreślenia wszystkiego, co wcześniej było ważne.
Roch jest już dorosłym mężczyzną i, podobnie jak jego ojciec, związał swoją zawodową drogę z branżą telewizyjną. Nie szuka jednak rozgłosu na miarę sławy matki.
Kayah również chroni jego prywatność i nie opowiada o nim przy każdej okazji. Kiedy jednak pojawiają się ważne momenty, nie ukrywa dumy.
W jednym z wpisów z okazji jego urodzin napisała, że kocha go już od 27 lat. Za tym krótkim zdaniem kryje się macierzyństwo, które nie zawsze było dla niej łatwe.
Artystka opowiadała bowiem, że po narodzinach syna przeżywała bardzo trudny okres. Zamiast wyłącznie radości pojawiły się smutek i poczucie przytłoczenia, które trwały miesiącami.
Dopiero później zrozumiała, jak ważne jest, by w takich sytuacjach nie zostawać samemu i korzystać z pomocy. Jej szczerość była istotna także dlatego, że wizerunek gwiazdy często nie pozostawia miejsca na słabość.
Kayah pokazała, że można odnosić sukcesy, być kochającą matką, a jednocześnie przechodzić przez trudne emocje, których nie da się rozwiązać jednym gestem.
Po wyprowadzce syna artystka mówiła również o braku rodzinnej codzienności, której zawsze pragnęła. Przyznawała, że marzyła o domu pełnym dzieci, wspólnych posiłkach i bliskości.
Nie wszystko ułożyło się zgodnie z jej wyobrażeniami. Mimo tego utrzymuje dobre relacje z byłym mężem, ma bliskich przyjaciół i nadal jest aktywna zawodowo.
W jej wypowiedziach często pojawia się jednak świadomość, że sukces nie zastępuje obecności drugiego człowieka.
Wielkie koncerty i uznanie publiczności mogą dawać satysfakcję, ale po powrocie do domu najważniejsze bywają rzeczy znacznie prostsze.
Właśnie dlatego październikowe pożegnanie tak mocno pasuje do tej bardziej prywatnej strony Kayah. Jej życie od dekad pozostaje związane z muzyką, ale nie składa się wyłącznie z płyt, nagród i scenicznych triumfów.
Są w nim także rozstania, macierzyńskie trudności, chwile samotności i przywiązanie do zwierząt, które towarzyszą jej poza światłem reflektorów.
Kot czy pies nie interesują się liczbą sprzedanych płyt, nie oceniają wyglądu ani nie oczekują kolejnego przeboju. Są po prostu obok.
Być może właśnie dlatego ich obecność potrafi być tak cenna dla osoby, której codzienność od lat obserwują tysiące ludzi.
Dziś Kayah ma za sobą ponad cztery dekady pracy artystycznej, własną wytwórnię i utwory, które na stałe weszły do polskiej kultury.
Nadal koncertuje, nagrywa i podejmuje nowe wyzwania, ale jej najnowszy wpis przypomina, że poza zawodowymi sukcesami pozostaje zwykłe życie, w którym nie wszystko można zaplanować.
Artystka nie próbowała zamieniać żałoby w wielką publiczną opowieść. Napisała kilka słów i pozwoliła im wybrzmieć.
„Miłość nie umiera” — te słowa można odczytać nie tylko jako pożegnanie ukochanego zwierzęcia, ale także jako wyraz więzi, która pozostaje mimo nieobecności.
Kayah nie podała szczegółów, nie potrzebowała też długiego wyjaśnienia. Jej wiadomość była prosta i osobista.
A za znanym nazwiskiem, charakterystycznym głosem i sceniczną energią znów pokazała się kobieta, która potrafi przywiązać się całym sercem — i która, kiedy przychodzi czas pożegnania, nie wstydzi się powiedzieć, jak bardzo boli strata.
Wystarczyło krótkie nagranie z domowego salonu, żeby Florian Martyniuk skradł uwagę internautów. Niespełna półtoraroczny synek…
Ewa Kasprzyk przez lata udowadniała, że potrafi żyć po swojemu. Nie ukrywała swoich emocji, mówiła…
Sandra Kubicka przez długi czas próbowała ratować małżeństwo z Aleksandrem Milwiw-Baronem. Były wspólne zdjęcia, rodzinne…
„Mamy siebie dość. Nie jest tak, jak kiedyś” — tymi słowami Lech Wałęsa opisał swoje…
Sławomir i Kajra od lat udowadniają, że udany duet może łączyć nie tylko na scenie,…
Jan Borysewicz przez dekady podbijał polską scenę rockową i stworzył piosenki, które zna kilka pokoleń…