screen Youtube
Ale ja mam zupełnie inne spojrzenie na życie. Nie chcę rodzić, dopóki nie będę pewna, że nasza sytuacja finansowa jest stabilna. I nie chcę rodzić, dopóki nie będziemy mieli nic za sobą.
Teraz ledwo wiążemy koniec z końcem, mimo że oboje z mężem pracujemy. Starcza nam na czynsz, jedzenie, podróże i wszystko inne. Jeśli ktoś nagle zachoruje, to koniec, mamy finansową zapaść.
Nie siedzę bezczynnie, staram się jakoś znaleźć dodatkowy dochód, szukam lepszej pracy, ale jak dotąd udało mi się pracować tylko na pół etatu. Ale przynajmniej coś robię.
Natomiast mój mąż nie robi nic. Ma pracę, w której coś dostaje i jest mu dobrze. Niczego więcej teraz nie potrzebuje, a moje roszczenia mu przeszkadzają.
Powiedział, że gdyby miał dziecko, to zacząłby zarabiać, ale nie widzi w tym sensu. Postawiłam sprawę jasno — nie urodzę w takich warunkach. Nie dość, że nie będziemy w stanie przeżyć tylko z jego pensji, to jeszcze musimy kupić mnóstwo rzeczy związanych z narodzinami dziecka.
Powinniśmy też zmienić mieszkanie, bo szczerze mówiąc, to straszna opcja. Ściany są tekturowe, winda zawsze się psuje, sąsiedzi są agresywni, mieszkanie jest na obrzeżach, nie ma normalnej infrastruktury.
Ale jest tanie i jako opcja tymczasowa jest całkiem odpowiednie. Ale nie dla rodziny z dzieckiem. Pchanie wózka na piąte piętro, gdy winda nie działa, jest trochę uciążliwe. A jeśli trzeba zawieźć dziecko do przychodni, to już w ogóle koszmar. Trzeba iść pod górę na przystanek autobusowy, dużo tuptać i przesiadać się.
Gdzie ja tu mogę rodzić? Nie jestem za głupia, żeby ignorować te wszystkie problemy. Nie mamy pieniędzy, normalnego mieszkania, oszczędności, a mój mąż czeka na cud.
Jego matka wciąż daje mu rady. Mówi: ty go urodzisz, a on będzie natchniony i góry przeniesie. I dlaczego, zastanawiam się, mało w to wierzę?
Nawet nie tak bardzo. A co, jeśli on nic nie zmieni? Teraz zawiązałam wszystko na supeł i poszłam swoją drogą, ale co zrobię z dzieckiem i urlopem macierzyńskim?
Któregoś dnia rozmowa znów zeszła na temat konieczności zmiany czegoś. Mój mąż natychmiast zaczął mówić o urodzeniu dziecka, a ja wyjaśniłam mu, kiedy zamierzam urodzić.
W rezultacie okazałam się najemniczką, która jest gotowa urodzić spadkobiercę męża tylko w zamian za jakieś korzyści materialne. W ten sposób mój mąż odwrócił sytuację.
Nie chce mnie słuchać, nagina swoją linię i w końcu to ja jestem winna. Jakby to nie on gadał bzdury i składał obietnice, tylko ja.
Mówię, zmieńmy najpierw mieszkanie na coś porządniejszego. Spodziewamy się odpowiedzi — nie mamy na to pieniędzy. Ale ty masz pieniądze na dziecko.
Oto wasz cel: zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, aby wasze dziecko mogło żyć w normalnych warunkach. Po co czekać na jego narodziny, skoro można zrobić coś dla niego już teraz?
Mój mąż nie chce tego zrozumieć. I wydaje mi się, że on też tak naprawdę nie potrzebuje dziecka, to tylko głupia wymówka, żeby nic dalej nie robić, bo dorosły, adekwatny człowiek już dawno zrozumiałby, że się mylił, że dzieci nie rodzą się w takich warunkach z dobrą wolą.
Nie wiem, czy uda mi się odwrócić sytuację, ale jeśli nie, to jest tylko jedno wyjście — rozwód.
Nazwisko Katarzyny Grocholi od lat kojarzy się milionom czytelników z książkami, które potrafią jednocześnie wzruszyć,…
Na zdjęciach w mediach społecznościowych często można było zobaczyć uśmiech, rodzinne chwile i codzienne momenty…
Niektórzy aktorzy latami czekają na pierwszy kontakt z planem filmowym. Helena Englert nie musiała na…
Przez dziesięć lat był najważniejszą osobą w państwie. Codziennie podejmował decyzje, reprezentował Polskę na arenie…
Przez lata przyzwyczaił wszystkich do tego, że potrafi zaskoczyć jednym zdaniem bardziej niż niejeden wielki…
Przez lata przyzwyczaiła widzów do tego, że na ekranie potrafi być wyrazista, bezkompromisowa i pełna…