W latach 70. ich głosy znała cała Polska. Piosenki zespołu 2 Plus 1 płynęły z radia, płyty sprzedawały się błyskawicznie, a sama Elżbieta Dmoch stała się symbolem delikatności i kobiecości polskiej estrady.
Obok niej zawsze był jeden mężczyzna — Janusz Kruk. Razem stworzyli zespół, pisali przeboje, zachwycali publiczność i budowali wspólne życie.
Jednak poza sceną ich związek był znacznie bardziej skomplikowany, niż wydawało się fanom.
Elżbieta Dmoch poznała Janusza Kruka pod koniec lat 60. Ona była młodą dziewczyną o łagodnym głosie i wielkich marzeniach, on — utalentowanym muzykiem i kompozytorem, który już dokładnie wiedział, czego chce od życia.
To właśnie Kruk dostrzegł w niej potencjał i zaprosił ją do projektu muzycznego, który później zamienił się w jeden z największych fenomenów polskiej sceny muzycznej.

Razem z Januszem Krukiem oraz Januszem Jankowskim stworzyli zespół „2 Plus 1”. Początkowo nikt nie przypuszczał, że grupa stanie się prawdziwym fenomenem.
Jednak już po kilku latach ich utwory — „Chodź, pomaluj mój świat”, „Windą do nieba”, „Iść w stronę słońca” — śpiewała cała Polska.

To właśnie głos Elżbiety Dmoch stał się wizytówką zespołu. Delikatny, lekko melancholijny, niezwykle charakterystyczny.
Poza sceną między nią a Januszem Krukiem narodziło się uczucie. Pobrali się i przez długi czas wydawali się idealną artystyczną parą.

On pisał muzykę, ona śpiewała jego kompozycje. Mówiono o nich jako o ludziach, którzy rozumieją się bez słów.
Z czasem jednak ten związek zaczął się rozpadać.
Popularność, koncerty, ciągłe wyjazdy i zainteresowanie kobiet Krukiem stawały się coraz większym wyzwaniem dla ich relacji. Polska prasa wielokrotnie pisała o jego romansach i zdradach. Dla Elżbiety był to bolesny cios, ale nie odeszła od razu.

Bliscy pary wspominali, że piosenkarka kochała męża bezwarunkowo — nawet wtedy, gdy sprawiał jej ból. Długo próbowała ratować małżeństwo i wierzyła, że uda im się odzyskać dawną bliskość.
Ostatecznie rozwiedli się w 1989 roku po niemal dwudziestu latach razem. Dla Dmoch było to ogromne przeżycie. Ludzie, którzy znali ją w tamtym czasie, wspominali, że bardzo ciężko przeżywała rozstanie.
Mimo rozwodu Janusz Kruk pozostał dla niej najważniejszym człowiekiem.

Sam muzyk po rozstaniu założył nową rodzinę, jednak problemy zdrowotne i uzależnienie od alkoholu coraz mocniej wpływały na jego życie. W 1992 roku zmarł na zawał serca w wieku zaledwie 45 lat.
Wiadomość o śmierci Kruka była dla Elżbiety Dmoch prawdziwą tragedią.

Na pogrzebie niemal z nikim nie rozmawiała. W dłoniach trzymała jedną czerwoną różę — symbol uczucia, które mimo wszystko nigdy całkowicie nie wygasło. Ten obraz na długo zapamiętali wszyscy obecni.
Po śmierci Janusza Kruka życie piosenkarki całkowicie się zmieniło. Stopniowo zniknęła ze sceny, unikała wywiadów i rozgłosu.
Dla wielu fanów było to niezrozumiałe: kobieta, którą uwielbiała cała Polska, nagle jakby odgrodziła się od świata.
Z czasem zaczęły pojawiać się informacje, że Dmoch żyje bardzo skromnie i od lat niemal nie utrzymuje kontaktu z mediami.
Dawni znajomi z branży muzycznej wielokrotnie próbowali jej pomagać. W prasie pojawiały się też doniesienia o problemach zdrowotnych i samotności artystki.

Mimo wszystko dla wielu Polaków Elżbieta Dmoch do dziś pozostaje głosem całej epoki. Jej piosenki przenoszą ludzi do młodości, a ona sama stała się jedną z najbardziej tragicznych postaci polskiej sceny — kobietą, która przeżyła ogromną sławę, wielką miłość i bardzo
bolesną stratę.
I być może właśnie dlatego scena z jedną różą na pogrzebie Janusza Kruka wciąż wywołuje tyle emocji. Bo czasami jedno milczące pożegnanie mówi więcej niż setki wywiadów.