Elena codziennie rozmawiała z wieloma ludźmi w pracy, ale tylko jednego klienta zapamiętała na dłużej

Elena z nienawiścią wpatrywała się w słuchawkę w dłoniach. Jej oczy błysnęły błyskawicą, a usta wyszeptały przekleństwa, które sprawiłyby, że pracownicy portu powiedzieliby „ew, jakie to niecywilizowane”.

Dłonie Eleny były zaciśnięte w geście duszenia. Wyraźnie wyobrażała sobie czyjąś szyję w swoich dłoniach, niestety tak nieosiągalną.

A z telefonu wydobywał się potok niewymienionych informacji, których Elena musiała wysłuchiwać nie po raz pierwszy dzisiejszego dnia.

Klient po drugiej stronie linii nie mógł zrozumieć, dlaczego jeszcze nie naprawiono im lodówki.

A Elena przez dziesięć minut próbowała wyjaśnić, że ich firma znajduje się 400 kilometrów od lodówki klienta. Tak więc serwisant odmówił pojechania do innego miasta, aby naprawić lodówkę za 600 złotych.

screen Youtube

Ale klient nalegał, a jego głównym argumentem było to, że skoro widział ich reklamę w swoim mieście, to firma musiała świadczyć mu usługi.

Gdzie znalazł to ogłoszenie? Oczywiście w Internecie! Ale skoro je znalazł, skoro zadzwonił i zostawił prośbę, musieliśmy przyjechać i zrobić wszystko. Bo zostawi taką opinię, że prawie się poddasz.

Łapiąc moment, w którym w telefonie zapanowała cisza, Elena ponownie przycisnęła go do ucha, przybrała najuprzejmiejszy uśmiech, jaki potrafiła, i po raz czwarty zaczęła rozmawiać z klientem.

Naprawdę chciała powiedzieć, co chodzi jej po głowie, ale musiała powiedzieć to, co było napisane na kartce: algorytm komunikacji z klientami.

Elena często żałowała, że nie ma osobnego algorytmu komunikacji z idiotami, w którym mogłaby krzyczeć, wyrażać swoją opinię i rozłączać się.

Teraz Elenę bolała cała głowa, a zwłaszcza policzki. Zbyt trudno było jej utrzymać uśmiech, który klient chciał usłyszeć. Klient krzyknął, że złoży skargę do prokuratury.

Elena rozluźniła się i zaczęła masować policzki. Im bardziej denerwowała się na klienta, tym szerzej uśmiechała się do telefonu. Jak mawiał jej szef, „klient musi czuć, że się uśmiechasz”.

Gdyby klienci widzieli Elenę zaciskającą zęby podczas rozmowy, woleliby, żeby siedziała ze zmarszczonym czołem, nie wyglądałoby to tak krwiożerczo.

Zanim Elena zdążyła odzyskać spokój, telefon zadzwonił ponownie. Elena natychmiast spojrzała na wyświetlony numer i wydała z siebie długi jęk pełen bólu.

Wszyscy znali ten numer na pamięć, operatorzy, technicy paznokci, a nawet dyrektor. Dzwoniła Marta, która nękała ich od sześciu miesięcy, domagając się reanimacji swojej antycznej lodówki.

Ta lodówka od dawna była legendą w ich firmie. Nie wiadomo, skąd się wzięła, ponieważ nie ma odpowiedników tego rarytasu nawet w Internecie.

Nie było takich projektów, przynajmniej nikt z tych, którzy pracowali w ich firmie, o nich nie słyszał.

Wszyscy rzemieślnicy na zmianę widzieli Martę, sam dyrektor, a nawet księgowy pobiegł zapytać. Wszyscy tylko wzruszali ramionami.

Nikt nie znał tego cudu inżynierii, więc nie było sposobu, aby dowiedzieć się, co jest z nim nie tak, nie mówiąc już o ożywieniu tego dinozaura.

Ale Marta była wytrwałą kobietą i miała ogromne rezerwy wolnego czasu, który prawdopodobnie zamierzała spędzić do ostatniej sekundy walcząc o wskrzeszenie lodówki.

Babcia miała zgrzytliwy głos, przeklinała, niedosłyszała i bardzo głośno charczała do telefonu, za każdym razem powodując u Eleny lekki wstrząs mózgu.

Elena ze smutkiem spojrzała na telefon, który nadal łzawił, ponownie potarła policzki i sięgnęła po słuchawkę. „Chciałabym, żeby ten dzień skończył się szybciej”, pomyślała smutno Elena, nie przyciskając telefonu do ucha.

Ale dzień dopiero się zaczynał i była dopiero dziesiąta rano.

Nie jestem przyzwyczajona do wnikania w życie osobiste innych ludzi. Ale ostatnio miałam okazję obserwować moją szwagierkę i jej męża, a raczej ich komunikację

Moi rodzice rozwiedli się przeze mnie. Moja młodsza siostra nie może mi tego wybaczyć

Rodzina mężczyzny uważała, że ich synowa miała szczęście, że do nich trafiła. Ale po urodzinach przestała się z nimi witać