Kolejna rozprawa za Pauliną Smaszcz i Maciejem Kurzajewskim, ale sprawa, która od kilku lat rozlewa się daleko poza ich dawne małżeństwo, wciąż nie znalazła finału.
6 października 2026 roku w warszawskim sądzie zeznawali Anna Mucha i Maciej Kurzajewski. Smaszcz nie pojawiła się osobiście, a reprezentowali ją pełnomocnicy.
Po wyjściu z sali Kurzajewski po raz pierwszy od dłuższego czasu tak otwarcie opowiedział o swoim spojrzeniu na rozpad małżeństwa.
Oskarżył byłą żonę o rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i stanowczo odrzucił wersję, według której Katarzyna Cichopek miała przyczynić się do rozpadu jego małżeństwa.
Kilka godzin później Smaszcz odpowiedziała. Jak można było się spodziewać po „Kobiecie Petardzie”, nie zrobiła tego półsłówkami.
Kurzajewski twierdził przed kamerami, że decyzję o rozstaniu z Pauliną podjął już w sierpniu 2019 roku. Rozwód nastąpił w styczniu 2022 roku, a jego relacja z Katarzyną Cichopek rozpoczęła się w 2022 roku.
Prezenter podkreślał, że między rozstaniem z żoną a rozpoczęciem nowego związku nie był z nikim związany.
W ten sposób po raz kolejny odrzucił publicznie przekazywaną przez Smaszcz wersję wydarzeń, według której Cichopek miała odegrać rolę w rozpadzie jej małżeństwa.
To stanowisko Kurzajewskiego jest jego własną relacją przedstawioną po rozprawie i nie stanowi jeszcze sądowego rozstrzygnięcia.
Paulina nie zostawiła tych słów bez reakcji.
W komentarzu przekazanym mediom mówiła, że obecnie skupia się na własnym życiu i kobietach, którym pomaga. Wspomniała również o trwającym sporze majątkowym z byłym mężem.
Chwilę później zdecydowała się na znacznie ostrzejszą uwagę, pisząc o osobach, które — w jej ocenie — kłamią i desperacko próbują wybielać własną przeszłość.
Nie wymieniła nazwiska Kurzajewskiego, ale kontekst jej wypowiedzi nie pozostawiał wiele miejsca na domysły.
Nie jest to pierwszy raz, kiedy Paulina Smaszcz odpowiada na krytykę w sposób, który natychmiast trafia do nagłówków.
Od kilku lat jej nazwisko bardzo często pojawia się w mediach w związku z konfliktem z byłym mężem i Katarzyną Cichopek.
Sama Smaszcz nigdy nie próbowała chować się przed tym zainteresowaniem. Wręcz przeciwnie — zabierała głos, udzielała wywiadów i przedstawiała własną wersję wydarzeń.
Z czasem zaczęła mówić o sobie przede wszystkim jako o kobiecie, która po rozwodzie chce odzyskać własną przestrzeń i na nowo poukładać życie.
To jednak tylko jeden rozdział jej biografii. Zanim Paulina Smaszcz stała się bohaterką jednego z najgłośniejszych konfliktów polskiego show-biznesu, przez lata budowała własną karierę.
Urodziła się 8 lutego 1973 roku w Poznaniu. Zaczynała jeszcze jako młoda kobieta, zanim na dobre trafiła do telewizji.
Jej droga zawodowa była znacznie bardziej różnorodna, niż sugerowałby dzisiejszy wizerunek „Kobiety Petardy”.
Pracowała jako prezenterka i dziennikarka, ale z czasem coraz mocniej weszła również w świat komunikacji, marketingu i public relations.
Pracowała przy projektach dużych firm i międzynarodowych marek, a telewizja stała się tylko jednym z etapów jej kariery.
Zajmowała się między innymi PR-em i komunikacją korporacyjną, prowadziła szkolenia, a później zaczęła rozwijać własną działalność.
W 2021 roku wydała książkę „Bądź kobietą petardą! Jak zająć się sobą i żyć świadomie”. Właśnie wtedy coraz mocniej zaczęła budować swój obecny wizerunek.
Nie jako prezenterka znana wyłącznie z telewizji, ale jako osoba mówiąca kobietom o niezależności, samoświadomości i potrzebie układania życia na własnych zasadach.
Z czasem stworzyła również własną Akademię Kobiet Petard, w której skupia się na pracy z kobietami i ich rozwoju.
Ma także wykształcenie naukowe. Studiowała polonistykę, a później związała się z socjologią. Obroniła doktorat na Uniwersytecie SWPS, poświęcając swoją pracę sytuacji kobiet w okresie przemian społecznych.
To ważna część jej historii, o której znacznie rzadziej mówi się w kontekście późniejszych medialnych awantur.
Przez lata Smaszcz funkcjonowała przecież nie tylko przed kamerą, ale także w biznesie, edukacji i świecie komunikacji.
Jej życie prywatne przez długi czas było znacznie spokojniejsze. Z Maciejem Kurzajewskim poznała się w 1996 roku i jeszcze w tym samym roku wzięli ślub.
Ich małżeństwo trwało ponad dwie dekady. Doczekali się dwóch synów — Franciszka i Juliana.
Przez wiele lat byli rodziną, której wspólne zdjęcia pojawiały się w mediach przede wszystkim przy okazji wydarzeń zawodowych czy rodzinnych, a nie publicznych konfliktów.
Rozpad tego związku zmienił wszystko. Para rozwiodła się w 2020 roku, a w kolejnych latach ich prywatna historia zaczęła żyć własnym medialnym życiem.
Największa burza rozpętała się po ujawnieniu związku Kurzajewskiego z Katarzyną Cichopek. Smaszcz zaczęła publicznie wypowiadać się o byłym mężu i jego nowej relacji, a jej kolejne komentarze odbijały się szerokim echem.
Z czasem pojawiły się również postępowania sądowe. Jedno z nich dotyczy sprawy wytoczonej Smaszcz przez Katarzynę Cichopek w związku z zarzutami dotyczącymi naruszenia dóbr osobistych.
Właśnie ta sprawa była przedmiotem rozprawy 6 października. Anna Mucha i Maciej Kurzajewski zostali przesłuchani jako świadkowie. Posiedzenie odbywało się przy zamkniętych drzwiach, dlatego dokładnej treści zeznań nie ujawniono.
Mucha po wyjściu z sądu mówiła, że podczas jej przesłuchania analizowano między innymi publiczne wypowiedzi Pauliny Smaszcz i ich wpływ na sytuację prywatną oraz zawodową Cichopek.
Ja przede wszystkim dzisiaj zeznawałem, żeby raz, ale bardzo dosadnie przed sądem, bo taką drogę wybraliśmy ja i Katarzyna Cichopek, powiedzieć o kłamstwach, które od bardzo długiego czasu kolportuje moja była żona, Paulina Smaszcz. A przede wszystkim jedno kłamstwo, które zostało przez Paulinę Smaszcz potraktowane jako oręż w walce ze mną – to, iż Katarzyna Cichopek rozbiła moje i Pauliny Smaszcz małżeństwo. Jest to absolutną nieprawdą – przekazał Kurzajewski.
Aktorka zwróciła uwagę również na ogromną liczbę publikacji, które pojawiały się wokół tej historii. Jej wypowiedź po rozprawie była bardzo dosadna i szybko stała się kolejnym elementem medialnej wymiany.
Smaszcz odpowiedziała również na jej słowa. W tym przypadku także nie przebierała w słowach, sugerując, że zdanie osoby, która sama zabiera głos w tej sprawie, nie ma dla niej większego znaczenia.
Pewne ruchy finansowe zostały wykonane, żeby się do czegoś przygotować. Umniejszał naszemu majątkowi, żeby było mniej do podziału. Wyprowadzał pieniądze, przelewając je na inne konta. O to się właśnie sądzimy – zdradziła.
Tym samym jedna rozprawa przyniosła nie tylko zeznania świadków, ale także kolejną rundę publicznych komentarzy.
Co ciekawe, sama rozprawa nie zamknęła sprawy. Rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga potwierdził, że posiedzenie z 6 października zostało odroczone do 8 października. Oznacza to, że żadnego finałowego rozstrzygnięcia na tym etapie jeszcze nie ma.
W całym tym zamieszaniu łatwo zapomnieć, że Paulina Smaszcz jest kimś więcej niż bohaterką sądowych nagłówków.
Jej życie zawodowe przez lata było bardzo intensywne, a prywatne również nie ograniczało się do jednego małżeństwa i późniejszego konfliktu.
Spełniamy oczekiwania wobec siebie, a nie innych. Zwłaszcza tych, którzy kłamią i desperacko robią z siebie pajaca, wybielając swoje życiowe kłamstwa i niepodważalne fakty – przekazała Paulina.
Jest matką dwóch dorosłych synów i mówiła publicznie, że relacja z nimi należy do najważniejszych części jej życia.
Po rozwodzie zaczęła także otwarcie opowiadać o własnych trudnościach. Mówiła o kryzysie, samotności i o tym, jak trudno było jej zaakceptować nową rzeczywistość po zakończeniu wieloletniego związku.
Z czasem zaczęła jednak coraz mocniej budować życie niezależne od byłego męża. Jej działalność zawodowa, książki, szkolenia i praca z kobietami stały się sposobem na skierowanie uwagi na własną przyszłość.
Dziś Smaszcz mówi, że jest szczęśliwa i kochana. Nie chce już przedstawiać siebie przede wszystkim przez pryzmat rozwodu.
Jednocześnie wciąż prowadzi spór majątkowy z byłym mężem. W jednym z wcześniejszych wywiadów twierdziła, że przez lata małżeństwa wnosiła znaczący wkład w rodzinny majątek i że uważa, iż nie został on sprawiedliwie rozliczony.
To osobna sprawa od procesu dotyczącego dóbr osobistych Cichopek. Właśnie dlatego najnowsze wydarzenia nie są jednym konfliktem, ale kilkoma historiami, które przez lata zaczęły się ze sobą splatać.
Jest sprawa Cichopek przeciwko Smaszcz, jest rozliczenie majątkowe Smaszcz i Kurzajewskiego, jest dawny rozwód i późniejszy związek Kurzajewskiego z Cichopek.
Każda z tych historii ma własne fakty, własne stanowiska stron i własne postępowania.
Paulina Smaszcz pozostaje przy swoim. Jej były mąż przedstawia zupełnie inną wersję przeszłości. Katarzyna Cichopek również od początku nie zgadza się z częścią publicznych wypowiedzi Smaszcz i dlatego zdecydowała się na drogę sądową.
Tymczasem ich dawne życie, które kiedyś było prywatną historią rodziny, zostało rozłożone niemal na części pierwsze.
Kolejne rozprawy, zeznania świadków, komentarze przed kamerami i odpowiedzi publikowane w mediach społecznościowych sprawiają, że trudno dziś oddzielić wydarzenia sprzed lat od tego, co dzieje się obecnie.
Jedno jest pewne: wtorkowa rozprawa nie zakończyła tej historii. Sąd wróci do sprawy już 8 października. A zanim pojawi się jakiekolwiek rozstrzygnięcie, zainteresowani nadal będą przedstawiać własne wersje wydarzeń.
Paulina Smaszcz tym razem również nie zamierzała milczeć. Odpowiedziała ostro, w charakterystycznym dla siebie stylu, i dała do zrozumienia, że nie zamierza wycofywać się z walki o swoje racje.
Po tylu latach od rozpadu małżeństwa trudno już mówić o jednym sporze. To historia, która dawno przestała być wyłącznie opowieścią o miłości, rozstaniu i nowym związku. Stała się także walką o własną wersję przeszłości.
I właśnie dlatego jej kolejne rozdziały wciąż piszą się nie w telewizji, ale na sali sądowej.
Paweł Golec i jego żona Katarzyna świętują ten wyjątkowy dzień. Gratulacje napływają z każdej strony




