Jan Englert wygłosił podczas ceremonii pożegnalnej poświęconej Janowi Fryczowi przemowę, która poruszyła wszystkich obecnych. Co aktor powiedział o swoim koledze

Na warszawskich Powązkach 7 września pożegnano Jana Frycza. Wśród rodziny, przyjaciół i przedstawicieli świata teatru znalazł się Jan Englert, który przez lata nie tylko obserwował rozwój młodszego kolegi, ale również miał swój udział w jego drodze artystycznej.

Kiedy stanął przed zgromadzonymi, nie wygłosił zwykłej oficjalnej mowy. Opowiedział o relacji, która z czasem stała się dla niego czymś znacznie ważniejszym niż zawodowa znajomość.

Englert przyznał, że przez wiele lat uważał się za zawodowego starszego brata Frycza. I właśnie to określenie najlepiej pokazuje, jak postrzegał ich relację.

Z jednej strony był starszym, bardziej doświadczonym aktorem, z drugiej — z biegiem lat musiał pogodzić się z tym, że jego młodszy kolega potrafił go artystycznie zaskoczyć.

„Bardzo trudno jest starszemu bratu stwierdzić, że młodszy jest zdolniejszy” — powiedział podczas ceremonii.

Screenshot

Za tymi słowami kryła się historia, która zaczęła się wiele lat wcześniej. Englert zwrócił uwagę na Frycza, gdy zobaczył młodego aktora podczas telewizyjnej transmisji próby spektaklu „Przed sklepem jubilera”. Nie potrzebował nawet castingu, by podjąć decyzję.

Później obsadził go w „Irydionie”. To był jeden z momentów, które otworzyły Fryczowi drogę do kolejnych ważnych ról.

Jan Frycz z czasem stworzył własny, bardzo charakterystyczny język aktorski. Nie należał do artystów, którzy potrzebowali nieustannego potwierdzania swojej pozycji.

Na scenie potrafił być chłodny, skupiony i precyzyjny, ale jednocześnie miał w sobie ogromną wrażliwość.

Englert podczas pożegnania mówił właśnie o tej niezwykłej sprzeczności. Widział w nim jednocześnie entuzjastycznego chłopca i człowieka doświadczonego przez życie, sceptycznego, czasem gorzkiego.

Ich drogi zawodowe przez lata przecinały się w Teatrze Narodowym. Frycz był związany z tą sceną przez 21 lat, a Englert przez wiele lat pełnił funkcję jej dyrektora artystycznego.

To właśnie Teatr Narodowy jako pierwszy poinformował o śmierci aktora, który zmarł 15 sierpnia 2026 roku w wieku 72 lat.

Dla Jana Englerta pożegnanie Frycza musiało mieć więc szczególny wymiar. Sam Englert jest przecież jedną z tych postaci, których zawodowe życie niemal całkowicie splata się z historią polskiego teatru.

Urodził się 11 maja 1943 roku w Warszawie. Na ekran trafił bardzo wcześnie — jako nastolatek wystąpił w „Kanale” Andrzeja Wajdy.

Jak wspominał po latach, o jego udziale w filmie zdecydował Janusz Morgenstern, który szukał chłopca do roli „Zefirka”. Englert nie planował wtedy wielkiej kariery. Aktorstwo przyszło do niego niemal przypadkiem.

Ten przypadek szybko przerodził się jednak w zawód na całe życie. W 1964 roku Englert ukończył warszawską Państwową Wyższą Szkołę Teatralną.

Niedługo później rozpoczął pracę w Teatrze Polskim, a następnie przez lata był związany z Teatrem Współczesnym.

Grał u najważniejszych polskich reżyserów, między innymi Erwina Axera, Kazimierza Dejmka, Jerzego Grzegorzewskiego, Macieja Prusa czy
Jerzego Jarockiego.

Na scenie mierzył się z wielką klasyką — od Fredry i Mickiewicza po Gogola, Szekspira i Mrożka.

Jedną z najważniejszych scen w jego zawodowym życiu stał się Teatr Narodowy. Englert dołączył do jego zespołu w 1997 roku, a od 2003 roku przez lata kierował artystycznie tą instytucją.

W 2025 roku zakończył wieloletnią funkcję dyrektora artystycznego, pozostając jednak związany z teatrem jako aktor gościnny.

Nie ograniczał się przy tym do aktorstwa. Englert od lat pracował także jako reżyser i pedagog. Był profesorem Akademii Teatralnej w Warszawie, przez lata pełnił tam funkcję dziekana, a następnie rektora.

Jego kariera obejmuje również teatr telewizji, radio i dziesiątki ról filmowych. Na ekranie pojawił się między innymi w „Katyniu” Andrzeja Wajdy, „Tataraku”, „Kolumbach” czy „Kiler-ów 2-óch”.

Za scenicznymi sukcesami zawsze istniało jednak życie, którego Englert pilnował znacznie bardziej niż swojej zawodowej legendy. Był dwukrotnie żonaty.

Z pierwszą żoną, aktorką Barbarą Sołtysik, doczekał się trojga dzieci — syna Tomasza oraz bliźniaczek Katarzyny i Małgorzaty.

Później jego życie związało się z Beatą Ścibakówną. Para ma córkę Helenę, urodzoną w 2000 roku, która również wybrała drogę artystyczną.

Związek Englerta i Ścibakówny od początku budził zainteresowanie. Poznali się, gdy Beata była studentką Akademii Teatralnej, a Englert należał do grona jej wykładowców.

Po latach aktorka otwarcie mówiła, że życie u boku człowieka kierującego jedną z najważniejszych polskich scen nie zawsze było łatwe.

Zawodowa pozycja męża sprawiała, że również na nią patrzono przez pryzmat jego nazwiska i funkcji.

Ich córka Helena także została aktorką. Sama Beata Ścibakówna wielokrotnie podkreślała, że jej droga zawodowa nie powinna być oceniana wyłącznie przez pryzmat nazwiska ojca.

W rodzinie Englertów teatr od dawna był bowiem nie tylko zawodem, ale częścią codzienności.

Dlatego przemowa Jana Englerta na pogrzebie Jana Frycza wybrzmiała mocniej niż zwykłe wspomnienie kolegi z branży.

„Przez wiele, wiele lat, a nawet do dziś, uważałem się za starszego brata Jana Frycza. Zawodowego starszego brata. Myślę, że to była świadomość jednostronna. Nigdy nie czuł się ode mnie młodszy. Bardzo trudno jest starszemu bratu stwierdzić, że młodszy jest zdolniejszy. Wielokrotnie tego doświadczyłem” – powiedział Jan Englert.

Była opowieścią człowieka, który pamiętał Frycza nie tylko jako uznanego aktora, ale również jako młodego człowieka, którego talent dostrzegł wiele lat wcześniej.

Englert znał jego drogę niemal od początku i miał świadomość, jak bardzo przez kolejne dekady artysta potrafił się zmienić.

„Janek był jednocześnie rozentuzjazmowanym, pełnym entuzjazmu chłopcem i zgorzkniałym, sceptycznym starszym panem. Te dwie postacie mieszały się w nim bezustannie” – dodał.

Na Powązkach mówił o Fryczu bez wielkich słów i bez budowania pomnika na siłę. Wspominał jego charakter, talent, sprzeczności i własne poczucie, że był dla niego „starszym bratem”.

Właśnie dlatego ta mowa tak mocno wybrzmiała. Nie była pożegnaniem kolejnego aktora. Była pożegnaniem człowieka, którego Englert znał przez większą część swojego dorosłego życia.

Jan Frycz odszedł 15 sierpnia, ale podczas poniedziałkowej ceremonii jego nazwisko znów pojawiło się wśród ludzi, z którymi przez lata dzielił scenę, pracę i przyjaźń.

A słowa Jana Englerta przypomniały, że za wielkimi rolami zawsze stoją konkretni ludzie i relacje, których publiczność często nigdy nie widzi.

Dominika Chorosińska ponownie znalazła się w centrum uwagi. Kim jest jej mąż, Michał Chorosiński, i czym się zajmuje

Małgorzata Rozenek-Majdan niedawno odprowadziła swojego syna Henia do pierwszej klasy. Gwiazda nie oszczędzała na niczym

Każdy z nas pamięta tę dziewczynkę, która zagrała rolę Pippi Pończoszanki. Jak obecnie wygląda ta 66-letnia aktorka