Jeszcze niedawno żegnała się z „MasterChefem”. Teraz Anna Starmach mówi wprost, że jej życie znowu może się zmienić

Przez lata widzowie przyzwyczaili się do jej spokojnego głosu, szczerego uśmiechu i tego charakterystycznego sposobu oceniania uczestników, w którym było więcej ciepła niż telewizyjnej surowości.

Anna Starmach nie budowała wokół siebie skandali, nie walczyła o uwagę za wszelką cenę.

A jednak stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy kulinarnej telewizji w Polsce.

Dlatego kiedy poinformowała o odejściu z „MasterChefa”, wielu widzów naprawdę było zaskoczonych.

Przez ponad dekadę program był częścią jej życia. To tam dojrzewała jako osobowość telewizyjna, budowała swoją markę i zdobywała ogromną sympatię widzów.

Dla wielu osób była tą „najbardziej ludzką” jurorką — wymagającą, ale jednocześnie empatyczną.

Sama nigdy nie ukrywała, że gotowanie kojarzy jej się przede wszystkim z domem, rodziną i emocjami, a nie wyłącznie z perfekcją.

I może właśnie dlatego decyzja o zmianach przyszła naturalnie. Anna Starmach pochodzi z Krakowa i od początku była związana z kulinariami.

Studiowała historię sztuki, ale prawdziwą pasję odkryła w kuchni. Uczyła się gotowania także we Francji, gdzie poznawała świat profesjonalnej gastronomii od środka.

Potem przyszły książki kulinarne, telewizja i ogromna popularność. Ale za ekranowym spokojem od dawna kryło się coś więcej niż tylko zawodowe ambicje.

Prywatnie Anna stworzyła szczęśliwy związek z Piotrem Kuskiem, z którym wychowuje dzieci. I właśnie rodzina coraz częściej staje się dla niej ważniejsza niż telewizyjne tempo życia.

W ostatnich miesiącach dało się zauważyć, że dużo chętniej mówi o codzienności, macierzyństwie i zwykłych momentach niż o show-biznesie.

Po odejściu z „MasterChefa” wielu zastanawiało się, co dalej. Czy zniknie z telewizji? Czy planuje nowy projekt? A może po prostu chce zwolnić?

„Jakbyś mnie zapytał dwa i pół roku temu, jak pojawiła się ta informacja, że odchodzę z 'MasterChefa’, to bym ci powiedziała, że nigdy w życiu, zamknięty rozdział, bo tak wtedy czułam, że potrzebuję przerwy. Potrzebuję się zająć, nazwijmy to tak ogólnie, innymi sprawami. Mówię tutaj bardziej o osobistych, których nie chcę dzisiaj dotykać. To były ciężkie dla mnie dwa lata pod wieloma względami” – mówiła.

Ostatnio sama przyznała, że jej plany mogą jeszcze ulec zmianie. Nie zdradziła wszystkiego wprost, ale dało się wyczuć, że jest dziś na etapie życia, w którym bardziej słucha siebie niż oczekiwań innych ludzi. I chyba pierwszy raz od dawna naprawdę daje sobie do tego prawo.

„Teraz jest zupełnie inaczej. Dużo już za mną i teraz mam zupełnie inne podejście do tego, co było na planie, do tego, jaka była ta praca, do tego, czy mam na nią ochotę, czy w takim wymiarze. Więc kiedyś mi się wydawało, że furtka jest całkowicie zamknięta i że chcę czegoś innego. Teraz ten jeden raz na planie pokazał mi, jak ja kocham być przed kamerą. Absolutnie kocham [kamerę – red.] i kocham ten format” – wyznała.

W świecie, gdzie większość celebrytów nieustannie walczy o uwagę, Anna Starmach działa trochę inaczej. Nie próbuje być najgłośniejsza. Nie szuka sensacji. Być może właśnie dlatego ludzie wciąż jej ufają.

„Natomiast wydaje mi się, że skład jurorski tam jest doskonale dobrany i że na teraz to jest koniec tej historii. Ale już na pewno nie mówię tak kategorycznie 'nie’ jak kiedyś” – dodała.

Bo kiedy mówi o zmianach, nie brzmi jak ktoś, kto buduje medialne napięcie. Raczej jak kobieta, która po latach życia w telewizyjnym rytmie zaczyna wybierać własne tempo.

I wygląda na to, że wcale się tego nie boi.

Stanisław Janicki, który przez 30 lat był ozdobą programu „W starym kinie”, już nie jest z nami. Wraz z jego odejściem minęła cała epoka

Gabriela Kownacka zasłynęła dzięki roli w serialu „Rodzina zastępcza”. Jej koledzy z planu nie od razu zrozumieli, dlaczego aktorka zaczęła często znikać z planu

Zofia Czerwińska kochała mocno, ale szczęście długo ją omijało. Jeden z najprzystojniejszych chłopaków w Krakowie trzymał ją na dystans