Mateusz Rusin dla wielu polskich widzów na zawsze pozostanie skromnym i dobrym księdzem Maciejem z kultowego serialu Ranczo.
Jego bohater nie był ani szczególnie głośny, ani przesadnie komediowy, ale właśnie dzięki spokojowi, szczerości i ciepłej energii szybko stał się jedną z najbardziej lubianych postaci serialu.
Sam Rusin był wtedy młodym aktorem świeżo po akademii teatralnej i prawdopodobnie nie przypuszczał, że ta rola zmieni całe jego życie.
Mateusz Rusin urodził się 22 sierpnia 1988 roku w Świebodzice. Już jako nastolatek interesował się sceną, muzyką i teatrem.
Dostał się do Akademii Teatralnej w Warszawie, gdzie szybko zwrócił uwagę wykładowców nie tylko talentem aktorskim, ale również muzycznym.
Jeszcze podczas studiów zdobywał nagrody na konkursach piosenki aktorskiej i festiwalach teatralnych. Dla niego scena od zawsze była czymś więcej niż tylko pracą.
Przed „Ranczem” miał już kilka ról serialowych, ale to właśnie pojawienie się w Wilkowyjach przyniosło mu prawdziwą popularność.
W serialu jego bohater trafia do parafii po wyjeździe księdza Roberta. Ksiądz Maciej był cichym inteligentem, trochę nieporadnym, zanurzonym w książkach i zasadach, ale jednocześnie bardzo szczerym i dobrym człowiekiem.
Ta wewnętrzna łagodność sprawiła, że pokochały go miliony widzów.
Sam Rusin wielokrotnie wspominał, że atmosfera na planie „Rancza” była wyjątkowa — niemal rodzinna. Po latach przyznawał, że czasami tęskni za tamtym okresem życia, bo były to naprawdę szczęśliwe lata jego kariery.
Popularność po serialu prowadziła czasem do zabawnych sytuacji. Aktor opowiadał, że pewnego razu w kościele podeszła do niego kobieta przekonana, że naprawdę jest księdzem, i chciała wyspowiadać się właśnie jemu. Rusin wspominał ten epizod z dużym humorem i dystansem.
Po zakończeniu „Rancza” w 2016 roku jego kariera wcale nie zwolniła. Wręcz przeciwnie — zaczął intensywnie pracować w teatrze, grać w serialach i filmach.
Widzowie mogli oglądać go w takich produkcjach jak Czas honoru, Dziewczyny ze Lwowa, Przyjaciółki, Bodo czy Tajemnica zawodowa, a także w filmach Chłopi, Fuks 2 oraz Miłość jak miód.
Szczególne miejsce w jego życiu zajmuje Teatr Narodowy, z którym związany jest od wielu lat. Dla Rusina teatr nie jest jedynie zawodem, ale przestrzenią, w której naprawdę czuje się u siebie.
Mateusz Rusin to jednak nie tylko aktor. W jego życiu od zawsze obecna była muzyka. Występuje w zespołach Rusin & Trebuchet oraz
Cukierki, a także jest częścią Kabaret na Koniec Świata. Znajomi mówią, że należy do tych artystów, którzy nie potrafią żyć bez twórczości w różnych jej formach.
Mimo popularności Mateusz Rusin bardzo chroni swoje życie prywatne. W czasach, gdy wiele gwiazd codziennie pokazuje rodzinę w mediach społecznościowych, on wybrał zupełnie inną drogę.
W listopadzie 2022 roku aktor poślubił Pola Sawicka. Ślub odbył się w warszawskim kościele św. Wawrzyńca i był dużym zaskoczeniem nawet dla wielu jego fanów.
Rusin praktycznie nie mówił o przygotowaniach do ceremonii i nie zamieniał tego wydarzenia w medialne widowisko.
O samej Poli Sawickiej wiadomo niewiele — i właśnie tak oboje chcą żyć. Nie jest związana z show-biznesem, ma dobre wykształcenie, studiowała w Warszawie i za granicą, a od medialnego świata zawsze trzymała się z dala. Według znajomych aktora to właśnie stało się jedną z podstaw ich harmonijnego związku.
Dziś małżeństwo wychowuje dwoje dzieci — syna i córkę. Nawet po narodzinach dzieci Mateusz Rusin nie zmienił swojego podejścia do prywatności.
Rzadko pokazuje rodzinę w sieci, nie publikuje zdjęć dzieci i bardzo sporadycznie mówi o życiu osobistym.
Sam aktor przyznaje, że rodzina jest dla niego największym oparciem. Jest człowiekiem wierzącym i razem z żoną starają się wychowywać dzieci w wartościach, które są dla nich ważne.
Dziś Mateusz Rusin wygląda zupełnie inaczej niż w czasach „Rancza”. Po skromnym młodym wikarym nie zostało już prawie nic — aktor zmienił styl, nosi brodę, zajmuje się muzyką i stale szuka nowych artystycznych wyzwań.
Jednak w jego spojrzeniu wciąż zostało coś bardzo znajomego dla widzów, którzy kiedyś pokochali księdza Macieja.
I być może właśnie dlatego publiczność nadal darzy go tak dużą sympatią. Bo Mateusz Rusin nigdy nie próbował być „gwiazdą” w klasycznym znaczeniu tego słowa.
Od lat po prostu konsekwentnie robi swoje — cicho, uczciwie i z ogromnym szacunkiem do własnego życia.





