Nie był celebrytą w dzisiejszym znaczeniu tego słowa i nigdy nie budował swojej popularności na skandalach czy medialnym szumie, a mimo to przez lata potrafił przyciągnąć przed telewizory tysiące Polaków, którzy czekali właśnie na jego programy.
Tadeusz Drozd należał do pokolenia ludzi telewizji, dla których najważniejszy był widz, a nie statystyki oglądalności czy chwilowe trendy.
Urodził się w 1934 roku i zanim trafił na ekran, przez długi czas był związany z radiem, estradą i kabaretem, gdzie nauczył się bezpośredniego kontaktu z publicznością oraz pracy „na żywo”, bez możliwości poprawiania czegokolwiek.
To właśnie ten etap ukształtował jego styl, który później przeniósł do telewizji. Był spokojny, wyważony i oparty na rozmowie, a nie na efekcie czy szybkim tempie.
Kiedy trafił do Telewizji Polskiej, medium to dopiero rozwijało się i szukało własnego języka, a Drozd stał się jedną z tych osób, które ten język współtworzyły.

Prowadził programy rozrywkowe i teleturnieje, w których najważniejszy był człowiek — uczestnik i widz takie jak: „Śmiechu warte”.
Nie przerywał rozmów, nie narzucał tempa, pozwalał swoim gościom mówić i wybrzmieć, co z czasem stało się jego znakiem rozpoznawczym.

Sam podkreślał w wywiadach: „Telewizja to rozmowa”, i tę zasadę konsekwentnie realizował przez całą swoją karierę.
Przez wiele lat jego obecność w telewizji była czymś stałym i przewidywalnym, co widzowie cenili najbardziej.

Nie było w niej gwałtownych zwrotów ani prób dopasowania się do chwilowych mód, lecz raczej spokojna konsekwencja i rzetelność w pracy.
Z biegiem lat telewizja zaczęła się jednak zmieniać, pojawiły się nowe formaty, szybsze tempo i inne oczekiwania wobec prowadzących,
co dla wielu prezenterów jego pokolenia oznaczało stopniowe wycofywanie się z anteny.

W przypadku Tadeusza Drozda nie było jednego momentu zakończenia kariery, lecz raczej powolne znikanie z ramówki.
Dziś były prezenter prowadzi spokojniejsze życie, z dala od świata telewizji. Otrzymuje emeryturę, która — jak sam przyznał — nie jest wysoka, ale pozwala mu funkcjonować na co dzień.

W jednym z wywiadów mówił otwarcie: „Nie są to wielkie pieniądze, ale trzeba sobie radzić”, pokazując tym samym realistyczne podejście do swojej sytuacji.

Nie ukrywa jednak, że wciąż myśli o powrocie do pracy. Przyznawał, że gdyby pojawiła się taka możliwość, chętnie wróciłby do telewizji, bo najbardziej brakuje mu nie popularności, lecz samego zawodu — kontaktu z ludźmi, rozmów i poczucia, że jego obecność ma
sens.

Jego życie prywatne przez lata pozostawało poza zainteresowaniem mediów, ponieważ konsekwentnie oddzielał je od pracy zawodowej i nie budował wizerunku na relacjach osobistych.

To podejście sprawiło, że był postrzegany przede wszystkim jako profesjonalista, a nie osoba publiczna żyjąca w świetle reflektorów.

Dziś nazwisko Tadeusza Drozda może nie pojawia się już tak często jak kiedyś, jednak dla wielu widzów pozostaje częścią telewizyjnej historii, która opierała się na spokoju, kulturze słowa i szacunku do odbiorcy.