Dlaczego pokłóciliśmy się z mamą mojego męża? Ponieważ jest bardzo przebiegłą osobą, która ma niesamowitą zdolność adaptacji. Tym razem zrobiła to naszym kosztem.
W zeszłym roku spędziliśmy cały rok na naprawie domku letniskowego, który moja teściowa wielokrotnie obiecywała przekazać swojemu najstarszemu synowi, czyli mojemu mężowi.
A w tym roku nie było o tym mowy, ponieważ młodszy syn postanowił się ożenić, a jego kochająca matka chce dać mu pieniądze na wesele.
Aby to zrobić, musimy sprzedać domek letniskowy. A potem okazało się, że niczego nam nie obiecała.
Staram się jak najmniej kontaktować z Martą. Nie lubię jej za to, że ciągle narzeka. Coś ją boli, nie jest doceniana w pracy, ma za mało pieniędzy, jest za gorąco albo za zimno – generalnie zawsze coś jest nie tak. Osoba ta jest kompletnym negatywem.

Mój mąż też rzadko rozmawia z mamą, ale jest inny powód. Mama ma ulubionego syna, młodszego. Starszy zawsze był na drugim planie.
To się rzuca w oczy, typowe niekochane dziecko. Utrzymuje jednak relacje z matką, twierdząc, że po śmierci ojca czuje się w obowiązku jej pomagać.
Młodszy brat męża, Maciej, przyjaźni się i komunikuje ze wszystkimi. Jest zawsze pogodny, nie obraża się na nikogo i nie chowa urazy.
To dobry facet, ale jest leniwym człowiekiem. Z mężem dzieli go siedem lat różnicy, ale Maciej sprawia wrażenie, jakby chodził do podstawówki jeszcze zanim był dzieckiem.
Nikt z jego znajomych nie nazywa go inaczej niż Maciej. Jedynie matka mówi do niego „mój kotek”, ale i to nie jest lepsze.
Moja teściowa nie zajmowała się domkiem letniskowym, nie miała takiej ochoty. Ale trzeba było za niego płacić albo go sprzedać, żeby nie stał bezczynnie i nie rzucał się w oczy. Marta zdecydowała inaczej: zaproponowała, że odda nam domek letniskowy. Sama to zaproponowała, nikt jej o to nie prosił.
Teściowa zaczęła rozmowę od tego, że nigdy nie była ogrodnikiem, a Maciej też tam nie pójdzie. To się całkowicie rozpadnie. I co roku trzeba za to płacić. Niby niewiele, ale to jednak pieniądze.
Następnie zasugerowała, że jeśli chcemy, możemy korzystać z domku letniskowego, ale wtedy będziemy musieli sami płacić czesne.
Spojrzeliśmy z mężem na siebie i poszliśmy zobaczyć, co chcą nam dać. Nigdy tam nie byłam, a mój mąż nie pamiętał, kiedy był tam po raz ostatni.
To, co zobaczyliśmy, nie było miłe dla oka. Ogrodzenie gniło w krzakach. Dom ze spróchniałą werandą i powybijanymi oknami, duża działka porośnięta roślinami, na której nie wiadomo już, co i kiedy posadzono, a nawet ścieżek już nie ma.
Duży zbiornik na wodę, który już zardzewiał. Zdjęcie robi wrażenie. Ale mój mąż i ja sprawdziliśmy działkę, przyjrzeliśmy się jej i stwierdziliśmy, że jest obiecująca.
Rozmawialiśmy z sąsiadami o prądzie i wodzie. Byliśmy zadowoleni z odpowiedzi. Postanowiliśmy ożywić ten domek letniskowy.
Cały ubiegły rok poświęciliśmy z mężem temu fascynującemu zajęciu, przerywając tylko na zimę. Do zeszłej jesieni wycięliśmy już wszystkie chwasty, postawiliśmy porządne ogrodzenie, rozebraliśmy śmieci w domu, wymieniliśmy okna, pomalowaliśmy wszystko, co wymagało wymiany i ponownie pokryliśmy dach.
Zainstalowaliśmy również prąd i wodę w domu. W tym roku chcieliśmy posadzić drzewa i krzewy jagodowe.
Moja teściowa była w domku letniskowym z Maciejem, kiedy zamykaliśmy ostatni sezon jesienny. Poprosili o to, ponieważ byli bardzo ciekawi, co robiliśmy tam przez tak długi czas.
Teściowa była pod wrażeniem, a my przypomnieliśmy jej, że dobrym pomysłem byłoby ponowne zarejestrowanie dokumentów własności.
Okazało się, że teściowa już zaczęła to robić, ale były pewne problemy z zarządzaniem gruntami i innymi rzeczami, więc nie było to tak szybkie, jak byśmy chcieli.
Nie zdążyła się z tym uporać przed zimą, a potem okazało się, że musi pracować na miejscu, wezwać inżyniera, krótko mówiąc, jakaś biurokracja, której nie rozumiałam. Jedyne, co zrozumiałam, to to, że wszystko zostanie załatwione na wiosnę.
Jakoś wyrzuciłam to całe zamieszanie z głowy, dopóki mój mąż nie wrócił ostatnio do domu zły i zdenerwowany. Okazało się, że był u mamy, bo chciała mu powiedzieć coś ważnego.
Tym „czymś” była wiadomość, że Maciej postanowił się ożenić. I będzie wesele, na które kiedyś z mężem „skąpiliśmy”.
Mąż zapytał, skąd będą pieniądze na wszystkie uroczystości, bo Maciej nie zarabia dużo, teściowa też nie, więc czy panna młoda jest bogata?
Marta wyjaśniła, że panna młoda jest taka sama jak Maciej, a pieniądze będą, gdy jej teściowa sprzeda ten dom, który wyremontowaliśmy i w który zainwestowaliśmy tyle wysiłku i pieniędzy.
Byłam zszokowana, a mój mąż również nie był zadowolony. Przypomniał mojej matce, że tak naprawdę obiecała nam ją dać, a my zainwestowaliśmy dużo pieniędzy, ponieważ zrobiliśmy ją dla siebie. Teściowa tylko mrugnęła okiem, mówiąc, że niczego nie obiecywała.
Jesteśmy z mężem wściekli na takie zachowanie. Sami daliśmy się nabrać, powinniśmy byli najpierw przerejestrować dokumenty, ale kto wie, nigdy wcześniej nie zauważyliśmy oszustwa teściowej.
Mąż powiedział matce, że jeśli to zrobi, to nie może już liczyć na jego pomoc. Niech pomaga jej Maciej, za którego nawet jest gotowa zapomnieć o sumieniu.
Teraz Marta ma nowy powód do narzekań – syn ją szantażuje. I zgadzam się z mężem, teściowa posunęła się za daleko.