Zgodziłam się zaopiekować wnukami przez tydzień, a teraz zrozumiałam, że przywieźli je na całe lato: „Mamo, przecież i tak nie masz nic do roboty”

Kiedy córka zadzwoniła po raz pierwszy i powiedziała: „Mamo, mamy z Maciejem ważną podróż, czy mogłabyś zająć się dziećmi przez tydzień?”, bez wahania się zgodziłam.

W końcu wnuki są dla mnie największą radością i zawsze chętnie spędzam z nimi czas.

Myślałam, że będzie to miła odmiana w moim codziennym życiu: trochę zamieszania, śmiechu, dziecięcych zabaw, spacerów w parku. Tydzień i tyle.

Moja córka zawsze potrafiła pięknie mówić, z taką łatwością, która rozwiewała wszelkie wątpliwości.

Przyjechała z dziećmi, szybko wniosła torby, wyjaśniła, że „wszystko, co potrzebne, jest tutaj” i tylko mimochodem wspomniała, że ona i jej mąż mają pracę, nowy kontrakt i być może będą musieli zostać dłużej.

Screen freepik

Nie powiedziałam wtedy ani słowa, tylko uściskałam wnuki i pomyślałam: „No cóż, nawet jeśli trochę dłużej, to dam radę”.

Telefony od córki są krótkie i zawsze zawierają te same słowa: „Mamo, jeszcze tu zostaniemy, u ciebie wszystko w porządku?

Przecież jesteś w domu, nie jest ci ciężko”. A to „nie jest ci ciężko” brzmi jakoś szczególnie przykro.

Jestem już zmęczona. Nawet nie fizycznie, ale psychicznie. Kocham swoje wnuki, ale kiedy od rana do wieczora gotujesz kaszę, sprzątasz i próbujesz zdążyć ze wszystkim, zaczynasz rozumieć, że twoje własne plany, marzenia, a nawet proste pragnienia – nikogo nie interesują.

„Babciu, można bajki?”, „Babciu, daj mi jeszcze soku!”, „Babciu, on mam uderzył!” – te słowa powtarzają się w kółko. I łapię się na tym, że nie słyszę już własnych myśli.

Kiedy wczoraj zadzwoniłam do córki i powiedziałam: „Córeczko, zgodziłam się tylko na tydzień, ja też mam swoje sprawy”, ona tylko się roześmiała:

„Mamo, jakie masz sprawy? Przecież nie masz nic do roboty. A dzieciom dobrze jest na świeżym powietrzu, z tobą jest im nawet lepiej niż w mieście”.

Odłożyłam słuchawkę i długo siedziałam w milczeniu. To miało miejsce jak zimny prysznic. Czy naprawdę w oczach mojego dziecka jestem osobą bez planów, bez życia, bez prawa do powiedzenia „nie”?

Przypomniałam sobie, jak kiedyś sama zostawiałam córkę w przedszkolu, jak spieszyłam się do pracy i czułam wyrzuty sumienia. Zawsze starałam się dać jej wszystko, co najlepsze, żeby wyrosła na szczęśliwą osobę. A teraz ona patrzy na mam i widzi tylko wygodną nianię.

Dzieci oczywiście nie są winne. Śmieją się, bawią się, obejmują mam. Czasami patrzę na ich twarze i myślę: „A może naprawdę lepiej, że są tutaj, na łonie natury, ze mną?”. Ale potem nadchodzi noc, kładę się do łóżka i zdaję sobie sprawę, że znowu nie miałam ani chwili dla siebie.

Sąsiadka powiedziała kiedyś: „Oj, masz szczęście, wnuki są zawsze przy tobie”. Uśmiechnęłam się tylko, ale w środku chciałam odpowiedzieć: „A czy wiesz, ile to wymaga siły i cierpliwości?”

Bo miłość do wnuków nie znosi zmęczenia i poczucia, że po prostu cię wykorzystano. Kilka dni temu postanowiłam porozmawiać poważnie. Powiedziałam córce:

„Córko, rozumiem, że jesteś zajęta, ale ja też mam prawo do własnego życia. Jeśli zdecydowałaś się zostawić dzieci na całe lato, powinnaś była przynajmniej zapytać mam o zdanie”.

W słuchawce nastąpiła przerwa, a potem usłyszałam: „Mamo, przesadzasz. Zawsze mówiłaś, że nie ma dla ciebie większej radości niż przebywanie z wnukami”. Dlaczego teraz jest inaczej?”.

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Tak, mówiłam tak. Ale miłość to jedno, a lekceważenie moich granic to zupełnie co innego.

Nie stajemy się pustką, kiedy przechodzimy na emeryturę. Mamy swoje nawyki, marzenia, zainteresowania. I prawo, by powiedzieć: „Chcę inaczej”.

Czy znowu zgodzę się znosić i udawać, że wszystko jest w porządku?Bo najbardziej boli mnie nie zmęczenie. A to, że moja córka widzi we mnie tylko osobę, która „i tak nie ma nic do roboty”.

I zadaję sobie pytanie: czy naprawdę my, matki, jesteśmy winne tego, że same nauczyłyśmy nasze dzieci, że zawsze będziemy przy nich, zawsze pomożemy, zawsze będziemy milczeć?

Kiedy zdecydowałam się rozstać z mężem, jego matka powiedziała, że zasługuje on na lepszą kobietę: „Gdyby nie ty, już dawno żyłby lepiej”

Mój mąż często wyjeżdżał w podróże służbowe i nie widziałam go tygodniami. Kiedy rozpakowywałam jego rzeczy, znalazłam notatkę: „Dziękuję za wspaniały wypoczynek, kochanie”

Kiedy przyjechałam do córki z wizytą, nie sądziłam, że za moimi plecami będzie rozmawiać ze swoim mężem o tym, jak najszybciej wysłać mnie do domu spokojnej starości