Screen freepik
A ja zawsze słyszałam tylko takie zdania „Znowu źle się ubrałaś”, „dlaczego nie zdecydujesz się na lepszą pracę”, „spójrz na siostrę – jej wszystko się udaje”.
Moja siostra żyje dostatnio. Ma swój dom, samochód, podróżuje. Zawsze jest w centrum uwagi rodziny, a ja pozostawałam gdzieś w tle.
Oczywiście nie zazdrościłam jej – wiedziałam, że dużo pracuje, ale bolało mnie coś innego: dlaczego mama nigdy nie dostrzegała moich wysiłków?
Dlaczego jej słowa wsparcia nigdy nie były skierowane do kogoś innego niż ona?
Pamiętam jeden wieczór. Siedziałyśmy we trójkę w kuchni, a mama powiedziała:— Gdybyś była bardziej zdecydowana, co, córko, jak twoja siostra…
Odpowiedziałam wtedy cicho, prawie szeptem:— Mamo, a czy kiedykolwiek byłaś ze mnie dumna? Zamilkła, odwróciła wzrok i zaczęła mówić o „innym charakterze”.
Ale w tej chwili poczułam pustkę. Bo przez te wszystkie lata żyłam nadzieją, że pewnego dnia…
Zamilkła, odwróciła wzrok i zaczęła mówić coś o „innym charakterze”. Ale w tej chwili poczułam pustkę.
Bo przez te wszystkie lata żyłam nadzieją, że pewnego dnia usłyszę: „Jestem z ciebie dumna”. I choć to tylko kilka słów, dla mnie znaczyłyby więcej niż jakiekolwiek prezenty.
Często myślę: może to moja wina? Może nie starałam się wystarczająco? Ale przecież wiele osiągnęłam w swoim życiu.
Wychowałam syna sama, bez pomocy męża. Pracowałam na dwa etaty, żeby miał wszystko, czego potrzebował. Nie załamałam się, nawet gdy było bardzo ciężko. Czy to nie powód do dumy?
Ale kiedy opowiadam mamie o swoich sukcesach, ona słucha w milczeniu, a potem nagle przenosi rozmowę na siostrę: „Wiesz, ona ma nową kuchnię, a do tego poleciała na wakacje…”
I wtedy moje serce się ściska. Bo znowu jestem niewidzialna.
Nie proszę o wiele. Nie chcę rywalizacji ani porównań. Chcę tylko prostego ciepła. Chcę usłyszeć: „Ty też jesteś ważna. Ty też jesteś moją dumą”.
Ale wydaje się, że te słowa na zawsze pozostaną tylko w moich marzeniach. Ja też jestem twoją córką. A ona na to „Co ty wygadujesz, kocham was obie.
Po prostu ona osiąga więcej”. I wtedy zawsze zamierało mi serce. Bo miłość mierzona osiągnięciami to już nie miłość, a jakaś umowa.
Teraz, kiedy dorosłam, nauczyłam się akceptować ten ból jako część siebie. Nadal czasami chciałabym, żeby mama interesowała się moim
życiem, a nie tylko relacjami o sukcesach mojej siostry.
Ale rozumiem, że prawdopodobnie nic się już nie zmieni. Uczę się kochać siebie tak, jak chciałabym, żeby kochała mnie mama.
Ale w mojej duszy wciąż pozostaje mała dziewczynka, która czeka na jedno jedyne słowo wsparcia.
I być może kiedyś go usłyszę. A może nauczę się odpuszczać i nie czekać. Ale na razie żyję z tą ciszą, która boli bardziej niż jakiekolwiek kłótnie.
Mieszkaliśmy w wynajmowanym mieszkaniu, liczyliśmy grosze na opłaty za media, razem zbieraliśmy pieniądze na zakupy,…
Ojciec opuścił rodzinę, kiedy byłem jeszcze bardzo mały. Teraz, kiedy jest stary, chce, żeby zaopiekował…
Długo odkładaliśmy pieniądze, odmawialiśmy sobie wypoczynku, pracowaliśmy na dwa etaty, ale nie przestawaliśmy marzyć o…
Kiedy wraz z mężem kupiliśmy dwupokojowe mieszkanie na kredyt, mam wrażenie, że to najszczęśliwszy moment…
Wszystko, co mamy, to nasz przytulny kącik, gdzie każda rzecz jest na swoim miejscu, a…
Brat zawsze słuchał mamy, zgadzał się z jej opinią i nigdy nie sprzeciwiał się. Ja…