Wszyscy traktują mnie jak coś oczywistego: syn i mąż uważają mnie za służącą, synowa za darmową nianię. Kiedy poznałam Marcina, zrozumiałam, że jestem przede wszystkim kobietą

Przez długi czas myślałam, że tak po prostu wygląda życie. Że są ludzie ważni i są tacy jak ja – potrzebni, ale niewidzialni.

Ci, o których się nie dziękuje, których obecność traktuje się jak coś oczywistego. Wstają wcześniej, kładą się później, zawsze „mogą”, zawsze „powinny”.

W moim domu wszystko było oczywiste. To, że obiad będzie na czas. To, że koszule będą wyprasowane. To, że wnuki będą odebrane z przedszkola, kiedy synowa „nie zdąży”. To, że jeśli ktoś jest zmęczony, to na pewno nie ja.

Mąż mówił krótko i rzeczowo:

— Ty i tak siedzisz w domu, możesz ogarnąć.

Screen IStockphoto

Syn nawet nie pytał:

— Mamo, jutro przywieziesz dzieci, dobrze? My mamy plany.

Synowa uśmiechała się słodko:

— Jesteś niezastąpiona. Co my byśmy bez ciebie zrobili?

Na początku czułam się potrzebna. Potem już tylko zmęczona. Ale najbardziej bolało to, że nikt nie widział we mnie kobiety. Tylko
funkcję. Kucharka. Sprzątaczka. Niania. Tło.

Pamiętam dzień, kiedy po raz pierwszy pomyślałam, że znikam. Stałam w kuchni, mieszałam zupę, a mąż siedział przy stole z telefonem.

— Znowu to samo — mruknął. — Zupa za słona.

Nie podniósł nawet wzroku.

— Może sam ugotujesz jutro? — powiedziałam cicho.

Roześmiał się.

— Daj spokój. Od tego jesteś ty.

Od tego. Nie „jesteś moją żoną”. Nie „dziękuję”. Tylko „od tego jesteś”.

Kilka dni później syn przywiózł dzieci bez zapowiedzi.

— Zostaną na weekend — rzucił, już w drzwiach.

— Ale ja… — zaczęłam.

— Mamo, nie przesadzaj. Przecież lubisz wnuki.

Lubiłam. Oczywiście, że lubiłam. Ale nikt nie pytał, czy mam siłę, ochotę, plany. Synowa nawet nie wysiadła z samochodu. Pomachała mi
przez szybę.

Wieczorem siedziałam sama w łazience, na zamkniętej desce klozetowej, i płakałam w ręcznik, żeby nikt nie słyszał. Myślałam: „Kiedy ja ostatni raz byłam dla kogoś ważna?”

Marcina poznałam przypadkiem. W przychodni. Usiadł obok mnie w kolejce, uśmiechnął się i powiedział:

— Dzień dobry. Widzę, że też pani tu od rana walczy.

Zwykłe zdanie. A ja poczułam się, jakby ktoś nagle zapalił światło. Zapytał, czy długo czekam, czy często boli mnie kręgosłup, czy mam daleko do domu. Słuchał. Naprawdę słuchał.

— Ma pani piękny głos — powiedział nagle. — Taki spokojny.

Zamarłam. Nikt mi czegoś takiego nie powiedział od lat. Może nigdy.

Zaczęliśmy rozmawiać częściej. Najpierw przypadkiem, potem już celowo. Kawa. Spacer. Rozmowy, które nie kończyły się pytaniem: „A obiad gotowy?” Marcin patrzył na mnie tak, jakby widział we mnie coś więcej niż obowiązek.

— Kim pani jest, kiedy nikt niczego od pani nie chce? — zapytał mnie kiedyś.

Nie umiałam odpowiedzieć.

W domu zmiany zaczęto zauważać szybko.

— Coś ty taka odmieniona? — zapytała synowa z ironią.

— Mama chyba ma za dużo wolnego czasu — rzucił syn.

— Nie zapominaj, gdzie twoje miejsce — dodał mąż.

Ale ja już czułam, że moje miejsce nie jest tam, gdzie mnie ustawiają. Tylko tam, gdzie ktoś widzi we mnie kobietę.

Kiedy pierwszy raz odmówiłam opieki nad wnukami, zapadła cisza.

— Jak to nie? — oburzyła się synowa. — My już wszystko zaplanowaliśmy.

— Ja też — odpowiedziałam spokojnie.

Mąż spojrzał na mnie, jakby zobaczył obcą osobę.

— Co się z tobą dzieje?

— Przestaję być służącą — powiedziałam.

Marcin nigdy niczego ode mnie nie wymagał. Nie mówił: „musisz”. Pytał: „chcesz?”. Kiedyś powiedział:

— Wiesz, że masz prawo do swojego życia?

Te słowa długo dźwięczały mi w głowie.

Najtrudniejsza była rozmowa z rodziną.

— Zniszczysz rodzinę — powiedział syn.

— Zgłupiałaś na starość — dodał mąż.

— A kto nam pomoże? — zapytała synowa bez wstydu.

Patrzyłam na nich i po raz pierwszy nie czułam winy. Tylko smutek. Że przez tyle lat pozwalałam, by traktowali mnie jak coś
oczywistego.

— Ja wam nie znikam — powiedziałam cicho. — Ja po prostu zaczynam żyć.

Odeszłam. Nie z trzaskiem drzwi. Spokojnie. Z jedną walizką i drżącym sercem. Marcin stał w progu swojego mieszkania i powiedział:

— Dobrze, że przyszłaś. Już myślałem, że się nie odważysz.

Czasem jeszcze słyszę, że jestem egoistką. Że babcia powinna poświęcać się wnukom. Że żona powinna trwać. Ale kiedy rano piję kawę i ktoś mówi:

— Dobrze, że jesteś

— Pięknie dziś wyglądasz

— Jak się czujesz?

Wtedy wiem jedno.

Przede wszystkim jestem kobietą.

I nikt już nie ma prawa mi tego odebrać.

Na Nowy Rok przyjaciele zaprosili nas na wspólną imprezę, a kiedy już zbieraliśmy się do wyjścia, do drzwi zapukała teściowa. Okazało się, że mąż zdecydował, że ona też pójdzie z nami: „Ona jest sama, co ma robić, a my z przyjaciółmi”

Teściowa chciała, żebym została służącą dla niej i jej syna, ale ja wybrałam wolność: „Pożałujesz, że zostawiłaś mnie i mojego syna”

Mama dzwoniła do mnie tylko wtedy, gdy czegoś potrzebowała, a kiedy przychodziła z wizytą, opróżniała lodówkę, mówiąc: „Wam wszystkiego wystarcza, a ja mam małą emeryturę, a do tego mieszka ze mną córka z wnukiem”