Anna i ja miałyśmy po 13 lat, kiedy odnalazłyśmy naszego ojca. Wcześniej komunikowałyśmy się tylko z babcią ze strony ojca. Ale w ogóle nie znałyśmy naszego ojca.
Słyszałyśmy o nim tylko nieprzyjemne rzeczy od mojej matki. Moja matka powiedziała nam, że mój ojciec zostawił mnie i moją matkę, kiedy ja i moja siostra miałyśmy zaledwie 2 lata.
Według mojej matki poznał inną kobietę, powiedział, że naprawdę ją kocha i opuścił ją. Moja matka zawsze niechętnie mówiła o moim ojcu, który interesował się kobietą znacznie młodszą od niej.
Moja siostra i ja wiedziałyśmy o skandalach poprzedzających rozwód i wiedziałyśmy, że babcia ze strony ojca bardzo nas kochała, to była prawda.
I wygląda na to, że nie wybaczyła synowi porzucenia wnuczek. Przynajmniej zerwała z nim związek. Tyle razy, ile ją odwiedzaliśmy, nigdy go nie widzieliśmy ani o nim nie słyszeliśmy.
Nawiasem mówiąc, moja siostra i ja często chorowałyśmy w dzieciństwie i gdyby nie pomoc babci, moja mama musiałaby rzucić pracę. I kto by nas wtedy karmił?
A mój ojciec otrzymywał tylko nędzne alimenty, sądząc po tym, że zawsze otrzymywał minimum socjalne… Moja mama była wdzięczna mojej teściowej, ale nie nazwałabym ich związku szczerym.
Najwyraźniej matka wciąż była na nią zła z powodu syna. Innymi słowy, przeniosła swoją niechęć do męża na jego starszą matkę. A kiedy mieliśmy po 12 lat, nagle pojawił się mój ojciec.
Pewnego dnia zadzwonił dzwonek do drzwi, pobiegłam otworzyć, a na progu stał mężczyzna… Nieznajomy. Miałam wrażenie, że widziałam go dawno temu.
Rzeczywiście go widziałam – na zdjęciach, które moja babcia znalazła kiedyś w albumie. Kiedy zapytałam ją, kim jest, odpowiedziała coś w stylu:
„Twój ojciec to kobieciarz” i zabrała mi zdjęcie. Nie zadawałam więcej pytań, zauważając, że babcia jest zła.
Kiedy zobaczyłam w drzwiach mojego męża, instynktownie krzyknęłam: „Mamo”. Potem, zdając sobie sprawę, kto to był, zarumieniłam się, zawstydziłam i wyszeptałam: „Wejdź”.
Matka wybiegła z kuchni, zdezorientowana, ale ledwo słyszalnie zaprosiła go do środka. Rozmawiali przez kilka godzin.
Anna i ja poszłyśmy już na spacer, odrobiłyśmy lekcje i zjadłyśmy kolację, którą mama pospiesznie przyniosła do naszego pokoju… kiedy w końcu usłyszałyśmy trzaśnięcie drzwiami.
Obłudnie zapytaliśmy naszą mamę, kto to jest, chociaż już dawno zdaliśmy sobie sprawę, kim jest gość. Babcia radośnie odpowiedziała, że to nasz tata.
Zauważyłyśmy, że babcia trochę płakała. Moja siostra podbiegła do babci i zaczęła ją przytulać i głaskać jej siwe włosy, ale mama wzięła moją siostrę za rękę i gestem zaprowadziła nas do sypialni.
Następnego dnia przyszedł ponownie. Mama zawołała nas i sucho przedstawiła. To było dziwne, prawda? Przedstawiła swoje córki ojcu!
Spojrzał na każdą z nich z zainteresowaniem, próbował je przytulić, ale Anna i ja odsunęłyśmy się.
Dał nam jakieś zabawki i zapytał o coś, na przykład jak nam idzie w szkole. Byliśmy dzicy, choć patrzyliśmy na niego z zaciekawieniem.
Mama westchnęła i zapytała, czy nie miałybyśmy nic przeciwko, gdyby ojciec czasem nas odwiedzał. Wzruszyliśmy ramionami i powiedzieliśmy, że nie.
„Chcę cię lepiej poznać!” ten nieznajomy, ale przystojny mężczyzna uśmiechnął się. „Jestem winny. Wiem… Ale może kiedy dorośniecie, wybaczycie mi”.
Ta sytuacja była dla nas nowa i wywołała niezwykłe uczucia. Z jednej strony cieszyliśmy się, że nagle mamy ojca. Z drugiej strony, byliśmy już wystarczająco dorośli, by czuć urazę, a nawet odrzucenie.
Oczywiście relacja nie rozwijała się szybko, ale krok po kroku. Tata próbował rozmawiać z nami jak z dorosłymi: powiedział nam, że popełnił wtedy błąd, myląc swój podziw z miłością.
Teraz wszystko rozumie i chce wrócić do swojej rodziny. Należy jednak zauważyć, że 10 lat zajęło mu uświadomienie sobie, co zrobił! „I teraz mamy mu wybaczyć?” Anna była wściekła.
„Tak po prostu? Cóż, nie!” – drażniłam się. „On jest dla mnie nikim!” Nastolatki potrafią być bardzo okrutne… Czasami było mi go żal, chciałam, żeby z nami mieszkał, szczerze mówiąc…
W końcu moja matka uległa: wybaczyła mu zdradę. I pozwoliła mu się wprowadzić. Przyjechał z walizką akurat w nasze urodziny (miałyśmy po 13 lat) i przywiózł Annie i mnie masę prezentów.
Mama była wesoła i trochę zawstydzona. Kiedy zapytałam go ze złością, dlaczego chce z nami mieszkać, odpowiedziała, że nadal kocha naszego ojca.
Zaczęliśmy się przyzwyczajać do obecności mężczyzny w domu. Miało to swoje plusy i minusy. Mój ojciec zawsze starał się być łagodny i sprawiedliwy. Ale i tak zaczęliśmy dostawać dwa razy więcej za nasze psoty i złe stopnie.
Pewnego weekendu moja matka zasugerowała, abyśmy wszyscy razem poszli do domu jego matki. „Nadszedł czas, abyś się z nią pogodził. To źle być skłóconym przez tak długi czas! Tak bardzo nam pomogła, kiedy ty byłeś…” – jego matka urwała. „Kiedy cię nie było!”
Ojciec zgodził się i pojechaliśmy do wioski, gdzie babcia, nieświadoma pojednania rodziny i powrotu syna marnotrawnego, żyła swoim normalnym życiem.
Przywitała nas ze łzami w oczach: „Dlaczego tak długo nas tu nie było?” Na początku była surowa wobec mojego ojca, ale potem rozpłynęła się – nawet przytuliła go podczas obiadu, zalała się łzami i powiedziała:„Wszystko jest tak, jak widziałam we śnie!
Anna spojrzała na babcię i zapytała, jaki miała sen. Klasnęłam w dłonie i poprosiłam, żeby mi powiedział. Przełknęła łzy i powiedziała ojcu bardzo cicho: „Czy przyprowadzisz mi kiedyś mojego syna?”.
Ojciec zastanawiał się, skąd ona pochodzi, skąd mogła wiedzieć o jego synu. „Wiem wszystko”, babcia pogłaskała go po policzku. „Jak chyba każda matka”.
„Więc masz syna?” – moja mama podskakiwała na krześle. „Więc teraz zostawimy kolejne dziecko bez ojca!”.
Wstała i wybiegła z domu. Tata pobiegł za mamą, a babcia złapała za rękę Annę, która chciała pobiec za rodzicami. Siedziałam spokojnie, bo rozumiałam, że rodzice muszą porozmawiać na osobności.
Po chwili mama i tata wrócili. Mama miała zapuchnięte oczy od płaczu, a tata miał pociągłą twarz. Pojechaliśmy do miasta w złych nastrojach.
Babcia odprowadziła nas w milczeniu, najwyraźniej bojąc się, że powie coś niestosownego.
Kilka tygodni później ojciec po raz pierwszy przyprowadził do nas swojego syna Aleksa. Zaczął nas często odwiedzać. Czasami zostawał na całe tygodnie.
Moja matka była dla niego łagodna. Zaakceptowaliśmy go jako swojego. Tata nie musiał porzucać kolejnego dziecka.
Stał się naszym własnym. Stał się naszym ukochanym bratem. A teraz, prawie 10 lat później, nadal jesteśmy przyjaciółmi. Pomagamy sobie w najmniejszych kłopotach.