Teściowa zaprosiła nas na swoje urodziny, a także byłą żonę mojego męża. Podczas uczty powiedziała, że żałuje, iż jej syn rozwiódł się z Julią: „Na tej uroczystości jestem zbędna”

Zaproszenie przyszło kilka tygodni wcześniej. Zwykła wiadomość od teściowej, krótka, uprzejma, jak zawsze.

— W niedzielę robię urodziny. Będzie obiad. Przyjdźcie koniecznie.

Nie było w tym nic podejrzanego. Urodziny, rodzinna uroczystość, stół, ciasto, kawa. Pomyślałam nawet, że to miłe, że chce spędzić ten dzień z nami.

Starałam się mieć z nią poprawne relacje. Nie były ciepłe, ale też nie wrogie. Raczej chłodna uprzejmość, dystans, który z czasem nauczyłam się akceptować.

Dopiero kilka dni później, zupełnie przypadkiem, mąż rzucił jedno zdanie, które sprawiło, że coś we mnie drgnęło.

Screen IStockphoto

— Mama zaprosiła też Julię — powiedział, jakby chodziło o sąsiadkę z klatki obok.

— Jaką Julię? — zapytałam, choć doskonale wiedziałam.

— No… moją byłą żonę.

Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy.

— I nie przyszło jej do głowy, że to może być dziwne?

— To tylko urodziny — wzruszył ramionami. — Julia jest częścią naszej przeszłości.

Przeszłości. A ja byłam teraźniejszością. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Przez kolejne dni próbowałam sama siebie przekonać, że nie powinnam robić z tego problemu. Że jestem dorosła, pewna siebie, że nie będę zazdrosna o kobietę, z którą mój mąż dawno się rozwiódł.

A jednak coś nie dawało mi spokoju. Czułam się, jakbym szła na egzamin, na którym ktoś porówna mnie z kimś lepszym.

W dniu urodzin teściowej długo zastanawiałam się, co na siebie włożyć. Niby drobiazg, ale nagle wszystko stało się ważne. Sukienka, makijaż, fryzura. Chciałam wyglądać dobrze. Godnie. Jak żona, a nie dodatek do historii mojego męża.

Kiedy weszliśmy do mieszkania, Julia już tam była.

Siedziała przy stole, rozmawiała z teściową, śmiała się cicho. Wyglądała swobodnie. Jak ktoś, kto zna to miejsce od lat. Jak ktoś, kto nie musi się starać.

— O, jesteście! — ucieszyła się teściowa. — Julia właśnie opowiadała, jak kiedyś pomagała mi w kuchni. Pamiętasz, synku?

Mąż uśmiechnął się niepewnie.

— Tak… pamiętam.

Usiadłam przy stole, czując, że robi się duszno. Rozmowy toczyły się dalej, ale ja coraz bardziej miałam wrażenie, że jestem widzem, a nie uczestnikiem. Julia znała wszystkie rodzinne historie, żarty, anegdoty. Wszyscy słuchali jej z uwagą.

— Julia zawsze była taka zaradna — powiedziała teściowa, nalewając zupę. — I taka ciepła. Szkoda, że życie potoczyło się inaczej.

Spojrzała na mnie tylko na ułamek sekundy, ale wystarczyło. Wiedziałam, że to nie jest przypadek.

Podczas obiadu atmosfera stawała się coraz cięższa. Każde kolejne zdanie teściowej było jak delikatne ukłucie.

— Pamiętam, jak Julia dbała o mojego syna — mówiła głośno. — Zawsze dom, zawsze obiad na czas. Teraz takich kobiet już prawie nie ma.

Zrobiło mi się gorąco.

— Mamo… — odezwał się mój mąż.

— Co, nie mogę powiedzieć prawdy? — uśmiechnęła się słodko. — Przecież żałuję, że się rozwiedliście. Tak dobrze do siebie pasowaliście.

Zapadła cisza. Julia spuściła wzrok, udając skrępowaną. A ja siedziałam, czując, że właśnie przestałam istnieć.

— Na tej uroczystości jestem zbędna — pomyślałam. I po raz pierwszy naprawdę to poczułam.

— Przepraszam, muszę wyjść na chwilę — powiedziałam cicho i wstałam od stołu.

W łazience spojrzałam w lustro. Twarz miałam bladą, oczy błyszczące od łez. Zadawałam sobie jedno pytanie: dlaczego pozwoliłam, żeby ktoś tak mnie upokorzył?

Po powrocie do stołu nie jadłam już nic. Czekałam tylko, aż będzie można wyjść. W drodze do domu milczeliśmy.

— Nie powinna była tak mówić — odezwał się w końcu mąż.

— Nie powinna była zapraszać jej razem ze mną — odpowiedziałam spokojnie. — I ty też powinieneś to zrozumieć.

Nie krzyczałam. Byłam zmęczona. Bardziej niż zła.

Dziś wiem jedno: nie chodziło o Julię. Chodziło o to, że ktoś pozwolił mi poczuć się mniej ważną. Jakby moje miejsce przy tym stole było tymczasowe. Jakby zawsze mogło zostać zajęte przez kogoś z przeszłości.

A ja nie chcę być czyimś „zastępstwem”. Chcę być wyborem. Nawet — a może zwłaszcza — przy rodzinnym stole.

Całe życie spędziłam bez ojca, ponieważ miał on inną rodzinę, a teraz, kiedy dorosłam, przypomniał sobie o córce: „To mama mnie odrzuciła, nie znasz całej prawdy”

Mąż powiedział, że ma już dość moich kulinarnych arcydzieł i że powinnam nauczyć się gotować przynajmniej tak dobrze jak jego mama: „Czy w ogóle uczyli cię gotowania”

Kiedy moja córka ma jakieś nieporozumienia w domu, od razu do mnie dzwoni, ale kiedy wszystko jest w porządku, to wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że jestem dla niej kołem ratunkowym, a nie po prostu mamą